niedziela, 1 marca 2015

Jaga na Facebook'u:



Petent/urzędnik

Ciąg dalszy …
„Podwładny powinien
Przed obliczem przełożonego
Mieć wygląd lichy i durnowaty,
Tak by nie peszył jego
Swoim pojmowaniem spraw istoty.”

- zarządzenie cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 roku.

 

Nie bez kozery napisałam w poprzednim wpisie, że winno się  takowe obwieszczenia w niektórych urzędach wieszać na drzwiach wejściowych, aby petent wiedział co go czeka tuż za nimi.

Czyli wracając do urzędników … W urzędach w Rzeszowie jest jakiś ład, harmonia, wchodzący tam petent nie czuje się na wstępie jak intruz czy namolny natręt. Panie są miłe i nawet uśmiechnięte, służą pomocą. Nawet w znienawidzonym przez wszystkim ZUS-ie można jakoś dojść do porozumienia z pracującymi tak urzędnikami. Ale to w Rzeszowie. . . Niestety ze względu na status wieśniaka (przepraszam – mieszkańca wsi) część spraw muszę załatwiać w Urzędzie Gminy. I tu zaczynają się schody. Na drzwiach tego urzędu powinno być w/w motto i zaczynamy. Generalnie na zwykłe, grzecznościowe „DZIEŃ DOBRY” nie ma nikt w zwyczaju odpowiadać, więc już czuję się jak idiotka. No nic nie poradzę – tak mnie mama wychowała, kładąc do łba za młodu, że kulturalni ludzie witają się wchodząc przykładowo do obiektu użyteczności publicznej. Pracujący tu urzędnicy patrzyli na mnie jak na przygłupa i mieli miny, które bez mała mówiły „A my się niby to znamy ?” Wchodzę załatwić sprawę do jednego z wydziałów. Po raz kolejny mówię „DZIEŃ DOBRY”, odburkuje mi jedna osoba odwrócona zadkiem w moim kierunku. Druga konsumuje śniadanie(bo se taką porę na załatwianie spraw wybrałam) kolejna burczy w moim kierunku „Słucham” – wyłuszczam cel mojej wizyty. Pani stwierdza, że takie zaświadczenie wyda, ale muszę napisać podanie. Już na sam dźwięk słowa PODANIE wygięło mi nadgarstki w drugą stronę …. Zapytałam znacząco – SŁUCHAM ??? Na co pani rzuciła mi pół kartki na ladę i powiedziała „WYPEŁNIĆ” . No dobra wypełnić to wypełnić. Wypełniłam swoimi danymi i pokornie oddaje karteczkę używając magicznego zwrotu „PROSZĘ”. Pani nawet odpowiedziała „DZIĘKUJĘ”, ale słowo to miało wydźwięk zakończonej wizyty. Ponieważ zaświadczenie o które się starałam jest wydawane w gminie masowo, więc pani zapewne miała wzór odpowiedniego dokumentu. Wpisanie mojego imienia i nazwiska o raz przyciśnięcie klawisza „ENTER” zajęło by pani pewnie całą minutę cennego czasu. Ale nie, pani tonem nie znoszącym sprzeciwu, kazała mi iść sobie. Nie zareagowałam na czytelny sygnał zakończonej wizyty a paniusia widząc moją determinację po raz kolejny powtórzyła „Dziękuję”, nadal nie reagowałam licząc że pani się opamięta i wyda mi nieszczęsne zaświadczenie od razu. Pani widząc mój ośli upór wcale nie świadczący to tym, że nie zrozumiałam tak prostych słów jak DZIĘKUJĘ z podtekstem NA DZIŚ TYLE burknęła „PROSZĘ ZACZEKAĆ NA KORYTARZU - ZAWOŁAM”. Miałam jeszcze zapytać dlaczego nie może od razu mi wydrukować owego zaświadczenie, ale zamknęłam dziób na kłódkę.



Wyszłam i zaczęłam mierzyć czas wydruku owego świstka. Drukarka drukuje w kolorze 20 stron na minutę, ale tutaj potrwało to zdecydowanie dłużej. Już zastanawiałam się czy urzędniczka ryje w kamieniu te 2 zdania ale w końcu czas oczekiwania poświęciłam na podziwianie budynku. Jedna z bogatszych gmin na Podkarpaciu a sam budynek urzędu – pożal się człowieku i Panie Boże. Brudne drzwi, biurka-stoliki znajdujące się na korytarzu wyglądały jak z demobilu po szkole, której uczniowie już dawno zapomnieli, że do szkoły kiedyś chadzali. Wystrój urzędu piwniczno-garażowy z ciemnawymi korytarzami – późny Gierek, zresztą większość pań z tego urzędu zatrzymała się w rozwoju na tej właśnie epoce. Petent w pokoju a pani zajada sałatkę, siorbiąc herbatkę ze szklanki na spodku. Moja cierpliwość topniała wprost proporcjonalnie do wydłużającego się czasu oczekiwania, ale jak mawiają cierpliwy i kamień ugotuje. Po niespełna 15 minutach oczekiwania zostałam poproszona ponownie do pokoju zwanego WYDZIAŁEM. Dostałam zaświadczenie w formie danych osobowych i jednego zdania potwierdzonego pieczęcią okrągłą i mogłam wyjść z tego przybytku zwanego Urzędem Gminy. Nie chce mi się komentować zachowania pracujących tam ludzi. Ryba wszakże psuje się od głowy. Ktoś im pozwolił tak traktować ludzi. Ale skoro sam wójt pozwala na niestosowne zachowanie swoich urzędników i nie widzi nic zdrożnego z chamskim zachowaniu sołtysa, tłumacząc, że to funkcja społeczna to czego można więcej oczekiwać ?

   





4 komentarze:

  1. Moze ona musiala po te pieczatke zejsc do jakichs lochow albo labiryntu i dlatego jej tyle zeszlo? ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Jago- wiadomo, że większość urzędników, to ludzie z polecenia, a nie wykwalifikowani, bo odpowiednio wykształceni ludzie(szczególnie mocno to widać właśnie w urzędach wsi i małych miasteczek). Z drugiej strony Ty nie krytykujesz jej fachowości tylko brak kultury, a to raczej powinno wynosić się z domu, chociaż na stanowiskach, gdzie ma się do czynienia z petentem, pracodawca powinien poziom kinder sztuby sprawdzać. Wydawanie dokumentu trwało tyle, bo może pani nie umiała obsługiwać komputera(tylko ta, co
    jadła lub ta co umiała odpowiedzieć na dzień dobry). Życzę, żebyś jak najmniej musiała chodzić po urzędach, przychodniach i innych stresujących miejscach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak - kultury za grosz paniusia nie miała

      Usuń
  3. Oby obcując z ludźmi udawało nam się trafiać tylko na kulturalnych.

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.