czwartek, 9 lipca 2015

Jaga na Facebook'u:



Przyjaźń


Przyjaciółki i koleżanki miałam od zawsze. Nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem kontaktów, więc jakoś na samotność nigdy nie cierpiałam. Zdaję sobie sprawę, że mój charakterek nie należał nigdy do łatwych, więc tym bardziej, cenię sobie ludzi, którzy znosili i znoszą mój żywiołowo-wybuchowy temperament. Ale jedna taka długoletnia "przyjaźń" wylazła mi bokami i długo nie mogłam się otrząsnąć z resztek syfu. "Po co mi wrogowie, skoro mam takich przyjaciół". 

Wiadomo, że każdy żyje własnym życiem i nie codziennie mamy czas dla znajomych. Z jedną kontakt się poluzował, bo mimo, że spędzałyśmy bardzo dużo czasu ze sobą, to powiedzmy że spędziliśmy o jedne wakacje ze sobą za dużo, z inną bo mąż jej nie pozwalał na pogaduchy z psiapsiółami, inna znów wyjechała za wielką wodę i wiadomo co za tym idzie - kontakt się urwał mimo zapewnień o dozgonnej przyjaźni.....

A szczególnie "leży" mi na sercu jedna "przyjaźń". Znałyśmy się od dziecka  i  mimo, że po szkole podstawowej wybrałyśmy dwa różne kierunki szkoły , nasze losy ciągle się splatały. Chodziłyśmy razem na piwo, razem chodziłyśmy grać w piłkę na szkolne boisko, razem użalałyśmy się nad  losem prześladowanych przez rodziców nastolatek i razem chodziłyśmy na wagary. Nie byłyśmy ciągle obecne jedna w życiu drugiej, ale miałyśmy wspólny kontakt i mogłyśmy na siebie liczyć. Wyszłam za mąż bardzo wcześnie - ona wtedy po kolejnych nieudanych startach w dorosłe życie, z dwu-czy trzyletnim poślizgiem dopiero zaczynała studia w naszym rodzinnym mieście. Po roku już miałam dziecko i pierwsze miesiące poświęcałam się roli młodej mamy i żony. Po jakimś czasie ona poznała chłopaka z którym była już "na poważnie" a ja niepracująca mama z małym brzdącem chętnie ich gościłam w naszym małym 45m2, ale w samodzielnym mieszkanku. Oni studenci, zamieszkujący kątem u rodziców byli częstymi gośćmi u nas. Ponieważ Duży długo i dużo pracował, dotrzymywali mi chętnie towarzystwa a ja ich u siebie chętnie przyjmowałam. Zaczęli bywać na wszystkich naszych rodzinnych imprezach i nie wiadomo kiedy stali się integralną częścią rodziny, domownikami. Nieważna pora dnia i nocy - mogli zawsze przyjść, ponarzekać na rodziców, wykładowców i życie. Bywały dni , że nie patrząc że Duży rano idzie do pracy wychodzili od nas o 2 czy trzeciej nad ranem, ale w końcu to przyjaciele, którzy potrzebowali naszej pomocy, naszego wsparcia, prawda?  Tak leciał czas, aż któregoś dnia zakomunikowali, iż kupują mieszkanie. Cieszyliśmy się razem z nimi. Duży zaangażował własne siły i środki pomagając im z płytkami w łazience, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że o tyle mniej studencka rodzina zadłuży się na urządzenie własnego kąta. A ileż to słyszeliśmy deklaracji, że będziemy mieli u nich własne kapcie, że o każdej porze dnia i nocy tak jak oni prawie mieszkali u nas itp itd. Byliśmy u nich na "parapetówce', którą urządzili tylko dla nas. Minął jakiś czas i ona zakomunikowała, że jest w ciąży. Tu trochę się zastanowiłam nad wiadomością, a raczej nad brakiem wcześniejszej wiadomości i tym dlaczego powiedziała, swojej bądź co bądź, swojej przyjaciółce taką radosną wiadomość dopiero po ponad 5 miesiącach. No dobra - przeszłam nad tym do porządku dziennego nie dzieląc włosa na czworo. Urodziła zdrowego  synka i zaczęło się robić dziwnie. Mając swoją rodzinę, pracę zawodową nie maiłam możliwości siedzieć u nich tyle, co oni niegdyś u nas. Chciałam wpadać do niej na chwilę, dosłownie na przysłowiową kawę. Ale zazwyczaj było jakieś "ale" jak zadzwoniłam powiedzieć, że zaglądnę.
A to przetwory u rodziców robi (rodzice mieszkali parę ulic dalej tyle że w domku jednorodzinnym) a to, że synek marudny dziś, a to upał i jadą nad wodę,  to straszny bałagan ma w domu, a to to nie tak, a to gówno.... Zaczęła strasznie bronić swojej prywatności i swojego życia rodzinnego nie wpuszczając mnie za próg. Po kilku takich próbach szturmu odpuściłam. W końcu to, że mam włosy koloru blond to nie znaczy że jestem idiotką. Podeszłam zdrowo do tematu - nie chcesz mnie widzieć - to nie. Spotkałam ją jeszcze przypadkiem jak była z synkiem na lodach i dała bym sobie głowę obciąć, że jest w ciąży. Ale tak się chowała za cukiernianą ladą, że wyszłam tracąc ochotę na lody. Przy najbliższej okazji dopytałam wspólnych znajomych o moja eks-przyjaciółkę. Rzeczywiście. Niedługo miała rodzić drugie dziecko. Zadzwoniłam do niej mimo, że rozsądek wrzeszczał
NIE, Powiedziałam sobie, że to ostatnia szansa. Rozmowa przebiegała żałośnie i już po 3 minutach żałowałam, że wybrałam numer do niej. Mówię, że nasza młodsza wspólna koleżanka jest w ciąży i będzie niedługo rodzić...Tu zapadło kłopotliwe milczenie, więc kontynuuję niezrażona "A Ty" , znów cisza i pada debilna odpowiedź "Co ja?" . No chciało by się odpowiedzieć "Gówno"  ale czekałam jak mi odpowie. i usłyszałam jakieś bredzenie

"- No wiesz, właśnie się przeprowadzamy, mamy wspaniałych przyjaciół, wspieramy się, kupiliśmy większe  mieszkanie,  no wiesz ciasno jest..."
Słuchałam i własnym uszom nie wierzyłam. Przez chwilę zastanawiałam się czy wstąpiła do jakiejś sekty czy poziom hormonów w  ciąży spadł jej na tyle, że zaszkodziło to jej mózgowi, pomyślałam tylko brzydko "a spierdalaj", a ona dalej bredziła jak nawiedzona.....Ale już po kilku sekundach zdałam sobie sprawę, że to koniec naszej znajomości, bo co do przyjaźni, to chyba jej nie było. Byliśmy z Dużym zawsze na ich zawołanie, wtedy kiedy my  byliśmy im potrzebni. Od dłuższego czasu są niezależni finansowo - mają trzy mieszkania, które wynajmują a w domku mieszają. Już nie jesteśmy im do szczęścia potrzebni.
Jak to się nazywa??

Wyzysk?? Umiejętność zagospodarowania się?? Wykorzystywanie?? Eksploatacja?? Zdzierstwo?? Segregacja?? Krwiopijcy?? Szakale?? Sępy?? Hieny?? Drapieżcy?? Lichwiarze?? Paskarze?? Łupieżcy??
W imię przyjaźni??
A idź pan w chuj z taką przyjaźnią…




48 komentarzy:

  1. Rewelacja - takich przyjaciół trzeba przysłowiowo kopać w tyłek. Ja miałam kilka podobnych przypadków ale nie na tak ogromną skalę. Teraz jestem mądrzejsza - chyba i umiem dzielić my u was :-) pozdrawiam serdecznie i życzę jak najmniej takich "sępów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to ona nas kopnęła ale grunt, że jesteśmy mądrzejsi o te doświadczenia

      Usuń
  2. Bardzo fajnie piszesz, szalenie podoba mi się Twój żywy i zabawny styl! Sam temat oczywiście zabawny ani trochę nie jest i aż trudno zrozumieć, że "przyjaciele" tak Was potraktowali. Nic nie pozostaje jak tylko się odciąć i być dalej szczęśliwym bez nich, bo uzurpatorów nikomu nie potrzeba. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci Olu dziękuję :) Zaglądaj częściej. Od ex-znajomych jesteśmy odcięci i mamy spokój

      Usuń
  3. Wygląda na to, że byłym znajomym podniósł się status materialny i może odstajecie od nich. Tu sprawdza się powiedzenie: "Kto przestał być twoim przyjacielem, ten nigdy nim nie był."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dlaczego tak się to potoczyło i jakoś mnie już to nie ciekawi... Faktycznie - masz rację - to nie byli przyjaciele

      Usuń
  4. To są wampiry uczuciowe, tez to przerobiłam, tyle, że w rodzinie. Jak byliśmy potrzebni i wszyscy mieli podobnie, było O.K. Potem oni się dorobili, poznali znaczniejszych przyjaciół, a my? My to tylko rodzina, która im żadnych koneksji nie zapewni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znoszę "być potrzebna" - gadam jak smerf Maruda - ale taka jest prawda :(((

      Usuń
  5. Jest takie powiedzenie, że są ludzie i ludziska. Pewnie są też przyjaciele i pseudoprzyjaciele. Ja też miałam w swoim życiu taką dziwną znajomość. Rozpadła się, jak tylko im się polepszyło. Wcześniej gościli się u nas kiedy tylko mieli ochotę. Ale już to przebolałam, chociaż było nam przykro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro jest zawsze w takich sytuacjach - jak można tak postępować ??

      Usuń
  6. Aj, Jaga, sprzątnęłaś mi temat! Właśnie miałam napisać o perypetiach z moją pseudo-przyjaciółką, też z gatunku "lubię cię za...". Swoją drogą, nie wiem, skąd się tacy ludzie biorą. Zaskakuje mnie, że ktoś potrafi przyjaźnić się na zawołanie, zaspokajając swoje potrzeby, a potem, jak gdyby nic, po prostu olewa. Problem jest też w tym, że ja wtedy miotam się nie mogąc zrozumieć, co jest nie tak, włączam jakieś autorefleksje i poczucie winy, a ktoś bez żadnego obciążenia rusza w swoją stronę, nawet bez bye-bye

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie trzeba się uczyć od takich ewenementów - będzie nam lepiej w życiu

      Usuń
  7. Moje znajomości też się podobnie pokończyły. Wielkie przyjaźnie.. do czasu. Potem zazdrość, a bo kupiliście mieszkanie, a my wciąż na kawalerce. Potem lekceważenie nas.. bo nie macie dzieci, a my mamy. No i rozpadły się. Ale szczerze? Nie żałuję. Dobrze mi jest jak jest. Mam swoje życie i prawdziwych przyjaciół, z którymi mogę się spotkać nawet w nocy, jeśli tylko mam ochotę.
    Życzę zarówno sobie jak i Tobie, kochana prawdziwych przyjaciół. I to nie wielu, lecz kilku, prawdziwych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jestem po prostu ostrożniejsza

      Usuń
  8. Każdy ma takie hieny na swoim garbie wypasione; dla mnie to nie przyjaźń; najlepiej uciekać od takich ludzi w poskokach; a prawdziwych przyjaciół trza w dzisiejszym świecie ze świecą szukać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pijawki hieny .... jak zwał tak zwał. Ale pocieszam się, że przecież nie cała populacja ludzi jest taka :)

      Usuń
  9. Jakby tego zjawiska i ludzi nie nazwać to na pewno od przyjaźni leży "po drugiej stronie bieguna" . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze mówiąc nie wierzę w wielkie przyjaźnie. Zdarzają się niezwykle rzadko, te bezinteresowne i szczere. Częściej po kilkuletniej "wielkiej przyjaźni" osoby zaprzyjaźnione z sobą stają się wrogami największego kalibru. A to z racji tego, że kiedy pseudo-przyjaźń zostaje zburzona, przestaje istnieć, wyciąga się na światło dzienne wszystkie tajemnice powierzone w trakcie jej trwania. U Ciebie Jago skończyła się przyjaźń z chwilą dobrobytu jaki osiągnęła Twoja znajoma. Nie byłaś jej już potrzebna. Znam wiele historii przyjaźni, które zakończyły się nienawiścią i obopólnymi oskarżeniami. Jeden nawet otarł się o rozwód, bo przyjaciółka upodobała sobie męża koleżanki, choć sama była mężatką.
    Kocham moją mamę za to, że nauczyła nas nie zwierzać się nikomu z tajemnic, które należą tylko do nas. Nikomu, a przede wszystkim przyjaciółce.
    Pozdrawiam Jago serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz sporo racji, ale ludzie są stworzeniami stadnymi i gromadnymi - nadal lubię towarzystwo ludzi i nie mam zamiaru z nich rezygnować przez jedną wredotę

      Usuń
    2. Ja tez zaczynam coraz więcej wątpić w prawdziwą przyjaźń. Cześć osób po prostu przyjaźni się swojego zysku a drudzy dają się wykorzystywać. Jednak jak się ma przyjaciela to nalezy o niego bardzo dbać!!!

      Usuń
    3. No niestety - nie wiadomo jaką korzyść ktoś z nas będzie miał

      Usuń
  11. Miałam sytuację gdzie "przyjaciółka" była dobra jak czegoś potrzebowała...jak już nie byłam na każde pierdnięcie to zostałam tą złą...i tak się przyjaźń rozleciała. Bolało...ale przestało. Teraz do "przyjaźni" podchodzę w większym dystansem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestaje w końcu boleć :) a później człowiek już jest ostrożniejszy

      Usuń
  12. Tacy "przyjaciele". Jak coś trzeba to zawsze Ty masz być na ich zawołanie, ale jak już się samemu coś potrzebuje, czy nawet nie potrzebuje, ale po prostu oni nic nie chcą to już jakby zupełnie zapominali o tej "przyjaźni".
    A jeszcze chyba gorsza jest sytuacja gdy się raz odmówi, ten ktoś poleci do kogoś innego i już zapomina o tylu wspólnych latach, zapomina o Tobie. Teraz już nowa przyjaźń...
    Z tamtą osobą dzieli nie tylko swoje sekrety, ale również te Twoje....
    Niestety również miałam podobną sytuację. Z przyjaciółką znałam się 8 lat. Raz zachorowałam, nie miałam jej jak pomóc. A ta oczywiście znalazła se inną, o naszej przyjaźni całkiem zapomniała...
    Ludzie tacy są. Potrafią ranić, jednak nie ma co przez takich skreślać wszystkich. Warto jeszcze raz zaufać i może spróbować na nowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas trwało to całe lata od podstawówki więc rozczarowanie jeszcze większe

      Usuń
  13. super blog! dzisiaj go znalazłam i pewnie jeszcze nie raz tu wrócę :)


    zapraszam do siebie, tematyka to bycie fit, gotowanie, przepisy różne oraz moje osiągnięcia w byciu fit
    http://nieosiagalnaperfekcja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Ludzie są okropni :( Zawsze się nad takimi zastanawiam.. Jak oni się czują sami ze sobą, robiąc takie rzeczy? Bo zakładam, że są świadomi swojego postępowania. Pies najlepszym przyjacielem człowieka i zdania nie zmieniam. :) Pozdrawiam ,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha ...dobre. Pies :) A takie bezmózgi nic nie czują - nie mają uczuć

      Usuń
  15. W końcu znalazłam chwilke aby zajrzeć na twojego bloga i tak powoli go sobie studiuje, ciekawostki i ogólnie bardzo interesujący, a co do tego wpisu to w sumie przytocze tylko takie powiedzenie"Boże chroń mnie od przyjaciół z wrogami sam sobie poradzę" Ja osobiscie mam kilku przyjaciół od wielu, wielu lat, ale to w sumie mozna policzyć na palcach jednej ręki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dzięki .... A co do przyjaciół to fakt ... Po co nam wrogowie

      Usuń
  16. Współczuję :(
    Też się na "przyjaźni" przejechałam, teraz bardzo dokładnie dobieram sobie ludzi wokół siebie, a bardzo niewielu dopuszczam naprawdę blisko. I, co zabawne, jest mi z tym nadzwyczaj dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieraz po prostu się dzieje .... i nic nie da "staranne" dobieranie ludzi

      Usuń
  17. Witam
    Czasem też czuje sie wykorzystana przez moją przyjaciółkę , która zawsze mogła liczyć na to że ją wysłucham , wesprę ,doradzę. Jednak gdy problem mam ja to zauważam że się mnie nie słucha. To jest tak, że niby mnie słucha ale jak skończę to mówi .....no, no to tak jak u mnie.....i zaczyna dalej już mówić jak to jest u niej czyli gadać o sobie. Ciągnie się to już latami i kiedy próbowałam powiedzieć o tym nagłos to doszło do kłótni
    I teraz tak się zastanawiam czy oby to na pewno jest przyjaźń ....?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanów się póki jest na t o czas - i powiedz jej kiedyś na spokojnie jak Ty to odczuwasz i jak na Ciebie wpływa ta sytuacja

      Usuń
  18. Masakra:(. Jednak chyba większość ludzi ma taka perełkę w swojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba , niestety, masz rację :(((

      Usuń
  19. Przykre :/ i tak sobie myślę, że chyba każdy z nas ma na koncie tego typu przyjaźń za sobą. U mnie była nieco inna sytuacja, ale też.. przez kilka lat było wszystko wspaniale, a potem? nasze drogi się rozeszły, ale to długa historia..

    OdpowiedzUsuń
  20. Historia masakryczna, przykra, dobijająca. Szkoda, bo niesmak pozostanie na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację , niesmak pozostał - ale żal już się gdzieś ulotnił .

      Usuń
  21. Niektórzy czynią nasze życie pięknym, bo sa.. a niektórzy zajebistym kiedy znikają! I..lepiej późno niż później ;)
    loonei.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialnie skwitowane :) Niektórzy czynią nasze życie pięknym, bo sa.. a niektórzy zajebistym kiedy znikają! Hasło roku

      Usuń
  22. Proszę bardzo! UIff..to jednak udaje mi się jednak trafiac słowami w sedno! ;) To i ja dziękuję!
    Loonei

    OdpowiedzUsuń
  23. Hmm...dobrze się stało, że się posypało, tylko szkoda, że tak późno. O przyjaźni to chyba nie było mowy w takim układzie. Zresztą ostatnie zdanie (wręcz akapit) świetnie to podsumowuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, posypało się. Do dziś zastanawiam się jak można być tak wyrachowanym

      Usuń
  24. Każdy z nas miał nie trafione przyjaźnie i ma takie wieloletnie. Ja mam przyjaciółkę we Wrocławiu od roku 1970, drugą w Chorzowie od 1974 i od tegoż samego roku współtowarzyszkę studenckiej niedoli w Warszawie. Niemniej jednak od 2009 kiedy zaczęłam pisać pierwszego bloga, poznałam dzięki niemu kilka bardzo wartościowych osób, które śmiało mogę nazwać przyjaciółkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego trzeba z rezerwą podchodzić do "przyjaciółek"

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.