wtorek, 25 sierpnia 2015

Jaga na Facebook'u:



Za co i dlaczego (nie)lubię południowców

Południowców ze słonecznej Italii obserwuję przez długie lata, a tych zamieszkujących inne kraje od czasu do czasu. Pokusiłam się o bardzo osobiste refleksje, bo są tak różni od nas, Polaków.
Ktoś o nich napisał:
„Naród szczęśliwy, gościnny i hałaśliwy.
Z uwagi na swój stosunek do życia i otoczenia Włosi są najszczęśliwszym narodem na świecie. Nie przeszkadza im bieda, brak pracy czy warunki bytowe. Nie przejmują się wyglądem. Stąd wynika ich radość życia. W każdym ciele czują się szczęśliwi. Z drugiej strony są bardzo głośni i hałaśliwi. Rzadko który Włoch mówi. Porozumiewają się głównie krzykiem i trudno ich nie zauważyć w towarzystwie. Są też najczęściej egzaltowani. Jeśli mają coś do powiedzenia, będą się na siłę przedzierać przez wrzawę, dodając do krzyku intensywną gestykulację.”
Myśląc „włosi”, widzę bruneta o śniadej cerze, ale niskiego, z lekką nadwagą, nieraz z przerzedzoną już fryzurą,  z łokciem wystawionym za szybę swojego auta (tzw. zimny łokieć w naszej strefie klimatycznej), roześmianego i głośnego, ich dzieci są rozpuszczone a wręcz rozwydrzone do granic przyzwoitości (a raczej już dawno przekroczyły te granice). Wyobraźmy sobie najbardziej niesforne dziecko z ADHD, z pustogłową, bezstresowo wychowującą mamuśką i teraz pomnóżmy to razy tysiąc. Chodzenie spać przed 22.00? Zdrowa dieta, kiedy maluch chce się żywić kornetami i słodyczami? W żadnym wypadku!!! Mały tyran i despota znajdzie sposób, żeby dopiąć swego.
Dorośli Italiańcy swój zachwyt czy rozczarowanie okazuje w bardzo żywiołowy sposób. Z moją mizerną znajomością języka włoskiego nie lada wyzwaniem było zorientowanie się czy oni jeszcze rozmawiają czy już się kłócą. Przechodzenie z jednego stanu w drugi był bardzo płynny i dla niewtajemniczonego prawie nie do zauważenia. No i sa do tego potrzebne ręce – nie gestykulujesz – nie mówisz.  Podczas rozmowy z Włochem nie ma dystansu, przytula Cię, całuje na powitanie, pożegnanie, ściska….co dla nas było nie raz zaskoczeniem.
Za to nie grzeszą punktualnością, a w tej materii nie wybaczam. Jak się umówisz na spotkanie z Włochem, można być pewnym, że nie dotrze na czas. Przecież im się nigdzie nie spieszy. Naród bez kompleksów co można było zauważyć na ulicach i plażach. Nikt nikogo nie gnębi za to, że jest grubszy, niższy czy po prostu inny.
Zazdroszczę im tego uśmiechu na twarzach od rana do wieczora, tego zadowolenia z życia i serdeczności w stosunku do innych. Oczywiście nie wszyscy i nie wszędzie, ale obserwowałam zachowanie zupełnie obcych ludzi przy porannym bieganiu…Mijający nas ludzie spieszący się już do pracy, pozdrawiali, witali nas niczym znajomych. U nas nie jest przyjęte, żeby obcy człowiek powiedział na ulicy dzień dobry czy też odpowiedział na takowe powitanie. Już widzę minę jegomościa nabzdyczonego niczym paw z miną mówiącą: 
„A CO… JA CIĘ ZNAM??” 
W sklepach każdy sprzedawca czy kasjer wita klienta jak dobrego znajomego, z uśmiechem, chwilami ich serdeczność budzi podziw. No prawie jak nasze krajowe panie sprzedające…

Kuchnia. Mmmmm. Na sam dźwięk wyrazów „KUCHNIA WŁOSKA” zaczynam się ślinić. Jest genialnie pyszna i prosta zarazem. Uwielbiam lazanię i wszelkie wariacje na temat…Nie tylko z pomidorowo-mięsnym ragu, ale z warzywami, z sosem beszamelowym, z milionem innych dodatków. Uwielbiam niezliczone ilości warzyw duszonych, zapiekanych, zasmażanych….Tego nieba nie da się opisać. Przystawka (antipasto) typu bruschetta, crostini czy focaccia powinna być zabroniona dla obcokrajowców. Już po zjedzeniu takowej biedny turysta jest, jak mawiają włosi, pełny jak jajko czyli ma „po kokardy”, a gdzie tu jeszcze do dań głównych? Siostra tak skutecznie nas kusiła, że przez krótki pobyt udało się jej mnie utuczyć o 2 kg. Siostry teściowa-istota bardzo gościnna, włoszka z dziada-pradziada, również zadbała abyśmy nie schudli. Podczas kilkudniowego pobytu w jej letnim mieszkanku nad Adriatykiem szalała w kuchni, podczas gdy my moczyliśmy tyłki w słonej wodzie lub jeździliśmy po okolicach. Tych smaków nie da się nie kochać.
Przepisy, prawo i normy zostały dostosowane do Włochów, do ich zwyczajów i nawyków. Tak! I wcale nie na odwrót….W winie prawda, In vino veritas, czyli dopuszczalna granica promili to aż 0,5 promili. Skoro wszyscy piją wino do posiłków, wcale nie po to, żeby się upić (i jeszcze twierdzą, że to na lepsze trawienie) to przecież walka z tym jest bezsensowna. To jakby złościć się na słońce, że świeci. A że samochodami jeżdżą prawie wszyscy, więc stąd ta wysoka tolerancja alkoholu w organizmie. Piękny kraj …. na wakacje na pewno, ale docolowo wolę naszą pełną ponuraków, schludną, usystematyzowaną, nie tak chaotyczną, Polskę.

Znajdź turysto, spacerujący po Rzymie, kosz na śmieci. A po co? Przecież Rzymianie za brud, śmieci i syf w mieście i tak obwiniają obcokrajowców. Więc obcokrajowcu-przywieź sobie kosz na śmieci. Zakazy, nakazy i przepisy? A co to jest? Po co? I dla kogo to wymyślili? Bo tam na ulicach panuje chaos i rozgardiasz niczym w krajach trzeciego świata. Nie mówię, że ma być niemiecki ordnung, ale na litość, odrobina porządku by się przydała.    
I jest jeszcze coś co u Włochów wprowadzało mnie początkowo w stan osłupienia, później przerażenia i rozpaczy a teraz już tylko zmusza do głupawego uśmiechu….To coś, co pobudzi z rana każdego człowieka lepiej niż kawa espresso doppio. To przejażdżka samochodem po stolicy Włoch. Ale o tym następnym razem J

46 komentarzy:

  1. Świetny i bardzo trafny tekst! Przypomniałaś mi o moich własnych eskapadach do Włoch, aż się rozmarzyłam. A Włochów nie można nie kochać, są zupełnie wyjątkowi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem .... Ale mieszkać tam na stałe nie jest moim szczytem marzeń :)

      Usuń
  2. nigdy nie byłam, nie wiem, czy kiedykolwiek będę, w związku z czym, pomimo wszystkim włoskich wad, i tak Ci zazdroszczę... oraz witamy na polskiej ziemi ... :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto choć na parę dni zobaczyć, jak różny od naszego, świat :) Witaj

      Usuń
  3. Kuchnia włoska to jest to! Dobrze, że nie mam dobrej restauracji w swoim mieście i muszę dojechać kawał drogi żeby zjeść u włocha po włosku bo chyba bym się w drzwiach już nie mieściła :) A same Włochy zwiedziłam, polubiłam, ale wyprowadzać się z naszego bidnego kraju nie zamierzam :)
    Skromnie zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w 2 tygodnie 2 kilogramy ....coś w tym jest - drzwi bym też musiała poszerzyć :)

      Usuń
  4. Ja też mam tylko pozytywne wspomnienia i wrażenia. A Włosi, włoska kuchnia i włoskie wino - fantastico!!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawe i interesujące :) Ci włosi to mają temperament :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mają , mają ... Nie wiedziałam że śledzisz na bieżąco moje wpisy

      Usuń
  6. We Włoszech nie byłam, ale uwielbiam wszystko co włoskie, a makarony mogę jeść codziennie. Hałaśliwość i zadowolenie z siebie plus śmiecenie przyszły do nas już chyba też, co widać w licznych kurortach, a pozdrawiają się życzliwie turyści w górach, ale prawdziwi turyści... Nie licz tych 2 kg szczęścia, emocji i smaków boskich, cóż to znaczy wobec przeżytych chwil...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko ... jak się tutaj tylko ogarnę zacznę znów truchtać :) Nic te 2 kg w porównaniu z rozkoszą dla podniebienia

      Usuń
  7. Też się rozmarzyłam. Uwielbiam Włochy i kiedy tylko mam okazję, to je odwiedzam. Natomiast najlepszą lasagne na świecie jadłam na małej wysepce Ischia nieopodal Neapolu. Knajpka była pół-formalna, położona przy pustej, dzikiej plaży. Pani gotowała dla rodziny, a jak ktoś zdecydował się wdepnąć i zjeść obiad, to dostawał to, co właśnie ugotowano. I jadło się w pokoju z pięknym widokiem na najwyższą na wyspie górę. Po posiłku gość dostawał cytrynę z ogrodu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to szczęście, że w większości jedliśmy domowe lazanie - są smaczniejsze niż te w restauracjach. Włochy i Włosi mają swój urok

      Usuń
  8. Zazdroszczę jedzenia włoskich potraw, no i zwiedzania tego pięknego kraju. Uprzejmość sprzedawców w sklepach nie jest całkiem spontaniczna, muszą być mili dla klientów, żeby sprzedać towar, w innych krajach w tym w Polsce jest podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w Polsce nie trafiam na sprzedawców, którzy muszą sprzedawać towar. Nadal upieram się, że spontaniczność sprzedawców wynika z usposobienia . Nasi sprzedawcy im do pięt nie dorastają :)

      Usuń
  9. No to wyrażę się tak jakbym czytała opis Hiszpanów, w 80% dosłownie to samo, jedynie co do porządku na ulicach to kosze na śmieci się znajdują i służby sprzątają co dziennie jednak i tak śmieci zazwyczaj do śmietnika wyrzucają obcokrajowcy, a oni na ulicę bo i tak ktoś posprzata. No i nie są tak krzykliwi, bardziej gestykulacja, a co do reszty to kropka w kropkę, dzieci to szkoda gadać, sąsiedzi nie mogą się nadziwić jakie to moje dziecko grzeczne, no patrząc na innych to aniołek, a też ma swoje za uszami jak każde dziecko, punktualność, zapomnij oni chyba nie znają się na zegarku, ale jak Ty jako petent spóźnisz się do urzędu to kolejka przepadła, a co do jazdy po ulicach to szkoda gadać, jakby po prostu nie umieli jeździć. Ot tyle. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli południowcy to południowcy

      Usuń
    2. Tak właśnie, południowcy to południowcy, leniwy i tępy naród bez względu jakim językiem się pozrozumiewa.

      Usuń
    3. Nie zgodzę się że tępy...ale leniwy i owszem :) Są wygodni ot i cała tajemnica ich życia

      Usuń
  10. Mieszkam jakiś czas w Genui we Włoszech i szczerze mówiąc nie lubię tego miasta. Jest brudno, śmierdzącą, nie ma koszy na śmieci, a Włosi tak jak napisałaś są głośni i chaotyczni. Zdecydowanie wolę niemieci Ordnung ;) (coś o tym wiem, bo byłam jakiś czas w Niemczech).

    w-spodnicy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli moje obserwacje i opinie nie są pozbawione sensu :) Dzięki

      Usuń
  11. Jako rasowy łakomczuch z rozmarzeniem wspominam kuchnię włoską, natomiast Włosi i ta ich krzykliwość jest dla mnie strawialna maksymalnie przez dwa tygodnie wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego po tym czasie wróciłam do domu :)

      Usuń
  12. Nie lubię zbytniej wylewności Włochów,śmiecenia i ślinienia się na widok blondynek (znam to z własnego doświadczenia w naszym kraju). Ale mam włoskie imię i może dlatego bywa, że za głośno mówię (a jak się kłócę, to nie popuszczę nikomu), uwielbiam słońce, kuchnię włoską i wino.
    Fajne jest, że matka ma tam wielki szacunek. Ale w życiu nie chciałabym tam mieszkac.
    Włosi , jak każdy naród, mają swoje wady i zalety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po jakimś czasie po prostu wracamy do domu ..... Też nie chciała bym tam mieszkać na stałe

      Usuń
  13. Super post. Powiem tak kocham ich kuchnię i zazdroszczę tej miłej atmosfery w sklepach i na ulicach. U nas jak się uśmiechniesz do obcej osoby to wezmą cię za wariatkę, chociaż ja i tak się uśmiecham i zaczepiam ludzi - wariatka jestem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to witaj w klubie wariatów :) Też się szczerzę do ludzi.... Co prawda do Włochów mi daleko, ale małymi kroczkami do przodu

      Usuń
  14. Muszę się koniecznie kiedyś wybrać do Włoch aby pożyć tym klimatem o którym piszesz - z chęcią również pobiegałabym z nimi. A pizza ? Poproszę kawałek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto - owszem. A pizza tam jest zuuuuuupełnie inna niż nasza. Na cieniutkim cieście i jak smaczna

      Usuń
  15. Zobaczyć Włochy, choć w małym wycinku, to moje marzenie. Wiara czyni cuda, więc wierzę, że spełnię je.
    Świetnie, plastycznie piszesz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. We Włoszech nie byłam, ale za to w te wakacje odwiedziłam Grecję. Tam jest podobnie, jak we Włoszech (według Twojego opisu), widać wszyscy południowcy są podobni. Jestem sama osobą dość ekspresywną, która mówi głośno i przy tym dużo gestykuluje. W Polsce spotyka to się z różną reakcją, dlatego muszę strać się panować nad tym. Może jednak, czas pojechać do Włoch, by zostać zrozumianą. Kto wie... Grecy, z tymi swoimi gestami są przemili. Kiedy pytaliśmy o drogę osobę nie znającą angielskiego, to tupała i machała rękami na całego. To ich zaangażowanie było imponujące. Jeżeli chodzi o śmieci, to rzeczywiście jest to duży minus i problem. Szkoda mi było pięknej, greckiej przyrody, kiedy widziałam ciągnące się wzdłuż ulic wysypiska śmieci. twoja uwaga jest bardzo trafna, najłatwiej zrzucić wszystko na turystów. to tyle, trochę się rozpisałam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uznanie :) Tak widzę Włochów - w Grecji też byłam - masz rację - ich serdeczność jest dla nas zimnych europejczyków zdumiewająca. A że są brudasami przy okazji nie dbającymi o swoje otoczenie ...no cóż ....

      Usuń
  17. Ja akurat uwielbiam to wszystko o czym piszesz- być może dlatego, że sama mam w sobie włoską krew, więc mi z takim stylem życia po prostu najlepiej!
    Bardzo fajnie piszesz. Super się to czyta! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Viola za uznanie , to miłe :)

      Usuń
  18. Masz rację. Porządek na ulicy to coś tak abstrakcyjnego i mało priorytetowego w ich życiu, że na każdym kroku podczas moich krótkich wakacji przecieram oczy ze zdziwienia.Po 3 dniach zwiedzania Rzymu za pomocą metra mam serdecznie dość klejących się od brudu schodów, zamiatanych chyba raz w tygodniu lewą noga z zamkniętymi oczyma... Po co pracować jak można...pogadać;) .Ech, przydałby im się przetarg na utrzymanie czystości, zorganizowany przez firmę, pochodzącą z kraju, gdzie utrzymanie porządku jest pod kontrolą.Zresztą, są inne sposoby, jak na przykład akcje społeczne, konkursy na najschludniejszą i najbardziej reprehttp://jagatoja.blogspot.com/logoutzentacyjną dzielnicę, ranking, ogłoszony przez prestiżową stację tv czy radiową.W odniesieniu do wyglądu włoskich ulic na usta ciśnie mi się tylko jedno określenie:"maniana"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale oni i tak twierdzą, że brud i śmieci to przez obcokrajowców. :)

      Usuń
  19. Masz rację, mieszkaliśmy teraz w wynajętym mieszkaniu w wieżowcu na Lateranie. Obcy ludzi, którzy pierwszy raz nas widzieli na oczy, witali nas z uśmiechem, kiedy mijaliśmy się przy windzie. To było też miejsce, gdzie można było się wykazać uprzejmością i taktem, bo w windzie mieściły się tylko 2 osoby:)
    Ktoś komuś mógł ustąpić miejsca, pomóc wtaszczyć walizki. To naprawdę miłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :) to pogodny naród

      Usuń
  20. Haha inne podejście niż moje do południowców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni dają się lubić ... 3 x do roku :)

      Usuń
  21. Włosi lubią jeść ale mnie zawsze dziwiło, że kobiety chcą wystawać przy kuchni, gdy na dworze skwar. Z jednej strony rodzina u Włochów, to świętość, z drugiej ich temperament jest pierwszym wyznacznikiem zdrady, a rozwody to rzadkość. Dzieci dużo, a nie zawsze są on pod dobrą opieką, stąd takie bezstresowe wychowanie. Skądś musiało ono i do nas przywędrować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale włoskie jedzenie jest pyyyycha. A dzieci są rozwydrzone do granic możliwości

      Usuń
  22. Wydaje mi się, że mogłabym mieszkać jedynie we Florencji, bo to w niej się zakochałam, gdy byłam we Włoszech. Włosi każde zdanie zaczynają od "allora", obojętnie, co dalej by mówili.
    Lubię kuchnię włoską, ale zbytnio za nią nie przepadam, za dużo mącznych potraw, które mi nie służą. Alkoholu nie piję nawet do obiadu.
    Na temat rozwydrzonych dzieci, nie mogę wiele powiedzieć, bo tam, gdzie byłam, nie widziałam ich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem tam dość często więc stąd moje wywody :) A ja kuchnię włoską uwielbiam - kuchnia włoska to wbrew obiegowym opiniom wcale nie są dania mączne ale przede wszystkim warzywa

      Usuń
  23. Zapomniałam napisać, że dziękuję za komentarz na blogu "Życie Anny".

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.