wtorek, 8 września 2015

Jaga na Facebook'u:



Historia letniej znajomości.


Powroty z wakacji nie należą do przyjemnych. Tak było i tym razem. Powrót z Okuninki/k. Włodawy do Rzeszowa zazwyczaj nie nastręczał większych problemów. Autobus z Włodawy do Lublina a później przesiadka i dalsza podróż Lublina do Rzeszowa. Pierwsza faza trwała niewiele ponad godzinę, po przesiadce kontynuacja podróży to już niespełna 3 godziny. Ale w te wakacje wszystko sprzysięgło się przeciwko nim…. Nie dość, że upał był niesamowity, nie dość, że siostruni nie chciało się iść kupić biletów, na podróż autobusem w przedsprzedaży, to jeszcze babcia odwiedzająca rodzinkę końcem wiosny, zafundowała sobie serwis na 24 osoby i stwierdziła, że za stara jest na targanie tych skorup, ale „dziewczynki będą w sierpniu to zabiorą”. A że były to czasy, w których niewiele można było kupić,  więc żadna nie śmiała babci psuć radości zakupu i oczywiście, jako przykładne wnuczki, babci nie odmówiły przysługi, poza swoimi rzeczami z prawie miesięcznego wypoczynku, taszczyły te cuda porcelanowe rozłożone sprawiedliwie na trzy plecaki J J 
Już w Lublinie okazało się, że niestety biletów na autobus bezpośredni brak. Więcej!!! Biletów brak było na jakikolwiek autobus zmierzający w stronę pięknego Rzeszowa. Świadkowie Jehowy postanowili właśnie w ten dzień wracać ze zlotu a dokładnie z kongresu… Więc co pomysłowe dziewczynki zrobiły?? Ano postanowiły, że wrócą pociągiem. Plecaki ciążyły niebotycznie, ale jak to mawiają głupi ma szczęście, do dwóch z nastolatek, przemówili ludzkim głosem rówiesnicy zapoznani w czasie biegów po dworcu autobusowym, oferując swą pomoc, trzecia targała swój garb narzekając na świat, babcię i Jehowych. Po przetransportowaniu się na Dworzec PKP w Lublinie, (kto ma pomysł ile waży serwis obiadowy na 24 osoby rozłożony na trzy??) zaczęły śledzić możliwość powrotu…I tutaj kuku, zonk albo czarna dupa, jak kto woli. Okazało się, że pociągiem chcąc jechać, trzeba uzbroić się w zapasy wody i żywności oraz ogromne pokłady cierpliwości (tu i jednych i drugich dziewczyny nie miały). Pociąg do Rzeszowa liczył niezliczoną ilość przesiadek a przy każdej trzeba było czekać na kolejny pociąg….W końcu stwierdziły, że małymi kroczkami do przodu i wsiadły w pierwszy pociąg odjeżdżający w kierunku rodzinnego miasta. Nic to, że podróż miała trwać całą noc, a było zaledwie wczesne popołudnie, w końcu to młode dziewczyny – dadzą radę. Oczywiście żadna z nich nie zdążyła kupić biletu w kasie, więc pozostało liczyć na konduktora. Dwie dziewczyny miały już tragarzy plecaków z babcinym serwisem i towarzystwo, więc po bilety i na poszukiwanie konduktora, przemieszczającego się po pociągu wysłały trzecią. Znalazła pana w gustownym ubranku, który wypisywał bilet jakiemuś wielkiemu chłopakowi. Widok był groteskowy, chłopak bardzo szczupły, około 190 cm wzrostu, nachylony, niemalże w pół, do baaaaaaardzo niskiego konduktora, wypisującego bilet. Oczywiście żadna nastolatka nie mogła by pozostawić takiego obrazka bez komentarza i chichotu. W końcu i ona się doczekała, krzyknęła „trzy ulgowe do Rzeszowa” Pan wypisał bilety, a ona przed powrotem z radosną wiadomością, iż dzierży w dłoni bilety, siadła w wagonie dla palących (kiedyś takie były) zapalając papierosa. Chłopak dużego wzrostu przysiadł się niedaleko, zagajając rozmowę. Okazało się, że jego celem i miastem rodzinnym jest też Rzeszów. Do reszty towarzystwa dołączyli już wspólnie. Całą noc przesiadali się z pociągu do pociągu, koczując na dworcach, stacjach, próbując kupić chleb, bo tylu godzinach podróży każdy chciał jeść. A że z zapasów zostały im jeszcze jakieś konserwy, pieczywo było by nieodzownym dodatkiem do posiłku. Rano na Dworcu w Rzeszowie wymienili się adresami i ona zaprosiła go w wolnym czasie na herbatę. I faktycznie, po kilkunastu dniach odwiedził ją. Później przyszedł jeszcze raz, i jeszcze raz. Ona nie miała ochoty na jakiekolwiek bliższe znajomości, prosiła siostrę „powiedz mu, że mnie nie ma”. ….Powitała go w drzwiach „O!! Fajnie, że jesteś, wchodź , tak oczywiście moja siostra jest u siebie w pokoju”. Cóż, siostra wiedziała lepiej. Nie było jakiegoś porażenia prądem, olśnienia, strzały Amora ani błyskawicy. Znajomość rozwijała się bardzo powoli. Aż pewnego razu stwierdzili, że chcą być razem, później, że żyć bez siebie nie chcą, nie mogą, nie potrafią. Dziś już chyba żadne z nich nie pamięta kto komu pierwszy powiedział „KOCHAM CIĘ”….A mówią, że wakacyjne znajomości nie mają szans na przetrwanie. Jak widać mają. Później zdecydowali się na wspólne życie, razem. I żyli długo… Dlaczego o tym piszę?


Ano dlatego, że ta nastolatka z pociągu to ja, dziewczyny które ze mną jechały, to moja siostra i moja siostra cioteczna.
Dziś mija równo 25 lat kiedy stanęłam na ślubnym kobiercu, z chłopakiem poznanym w pociągu 28 lat wcześniej i powiedziałam sakramentalne TAK.


Pociągi towarzyszyły nam przez szereg kolejnych lat. Duży studiował na drugim końcu Polski, nieraz jechałam całą noc pociągiem relacji Kraków-Poznań, tylko po to, żeby móc się widzieć przez trzy godziny. Mało kto nam dawał szanse, że będziemy razem. Ja walnięta nastolatka, szalona i mająca trociny we łbie, on zrównoważony, spokojny, dojrzały i opanowany a zaledwie kilka lat starszy….

Nie zawsze było słodko i kolorowo. Kilka tygodni po ślubie wyjechaliśmy na drugi koniec Polski zdani tylko na siebie. Rok po ślubie urodził się Dziecek, a my byliśmy tak daleko od rodziny, ale może właśnie dlatego nasze małżeństwo przetrwało bez większych wojen?? Byliśmy zdani na siebie i obok nas nie było nikogo, kto mógł by się wtrącić w nasze życie. Dopiero po kilku latach udało się wrócić do Rzeszowa. A poznawanie siebie trwa do dziś. Czego się nauczyłam?? Przede wszystkim tolerancji. Szkoda się zabijać o drobiazgi. Lepiej śmiać się z siebie i do siebie niż walczyć o każdą pierdołę. Jak oceniam swoje małżeństwo po 25 latach??

I co jest najważniejsze?? Jestem szczęśliwa. Do dziś płaczę i nie lubię jak Duży gdzieś wyjeżdża na dłużej niż tydzień. Jestem człowiekiem gromadnym i stadnym, nie lubię zostawać sama w pustym domu. Dużo rzeczy lubię robić razem z nim, ale też wiele nie znoszę. Mamy zupełnie odmienne gusty jak chodzi o oglądanie filmów, ale wolny czas zazwyczaj spędzamy razem. Jestem przy nim bezpieczna i wiem, że mogę na niego liczyć. Bo my jeszcze jesteśmy z tej epoki, kiedy się coś zepsuło to się to naprawiało. A wierzcie mi, że z moim wulkanem energii i wybuchowym cholerycznym charakterze nie było to łatwe. Kiedyś żona mojego kuzyna powiedziała, obserwując nas razem, że „przy nim czas wolniej płynie”, i coś w tym jest. Bo gdyby miał taki sam temperament jak ja z pewnością nie dożylibyśmy 5 rocznicy, a co dopiero mówić o 25….


Dziś po 25 latach, jak ktoś mnie pyta co bym zrobiła, mając możliwość ponownego wyboru i ten rozum i tą wiedzę, którą posiadam na dzień dzisiejszy stwierdzam, że tak….tak, bez wahania tak…Poszła bym z nim do ołtarza jeszcze raz...z zawiązanymi oczami 



POSZŁA BYM Z NIM DO OŁTARZA JESZCZE RAZ…Z ZAWIĄZANYMI OCZAMI



Serdecznie zapraszam was na blogi:

http://veronjikaa.blogspot.com/
http://jowitajonca.blogspot.com/
http://katdewolf.blogspot.com/
http://czlowiek-zelazko.blogspot.com/

Zapraszam również tutaj :
https://www.facebook.com/groups/649756615054836/

58 komentarzy:

  1. No kochana , najlepsze życzenia, to w takim razie ten Aniołek będzie specjalny! U mnie to już 31 minęło w czerwcu, ale napisałabym jak Ty, że nie żałuję ani chwili, że zrobiłabym to jeszcze raz i też jestem z tych, co wolą sklejać niż zmieniać ciągle na nowe...A poznawać drugiego człowieka, z nim się starzeć i mieć w drugiej połówce najlepszego przyjaciela, a w dziecku odnajdywać cechy nas obojga, cóż może być fajniejszego?
    Długich lat, równie szczęśliwych dla Was obojga!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie napisałaś :) Dziękuję. A raczej dziękujemy. Wiesz, że dziś tak samo pada deszcz jak 25 lat temu? Ciekawe czy po południu się rozpogodzi

    OdpowiedzUsuń
  3. piękna historia i pięknie opisana, prosto, a jednak z wielkim uczuciem... gratuluje i dalszych wspólnych lat życzę... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna historia... Gratuluję stażu małżeńskiego:) Wzruszyłam się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze że i mi się łezka w oku kręci jak to wspominamy :)

      Usuń
  5. Ale cudnie :) Ja mojego małża poznałam też na wakacjach. Czasy były prekomórkowe i preinternetowe więc słaliśmy sobie listy. Jesteśmy 20 lat razem, 13 po ślubie.
    Z Lublina dalej nie da się nigdzie dojechać bez przesiadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mamy pudło listów.... Na rozmowę międzymiastową czekało się pół dnia :)))) Ale teraz w to nikt nie chce wierzyć .... Jedna laska mi napisała, że (cytuję) "twoja opowieść jest fajna, ale to harlequin(....), z porad dla nastolatek... nic konkretnego - Bravo czy Popcorn" - upsssss,,,, nie wiedziałam że moje życie jest tak tandetne

      Usuń
    2. Czekało się na rozmowę, listy; były też takie budki telefoniczne. Mój wtedy nie mąż opanował jakiś patent z telefonem, budką i aluminiową łyżką, dzięki czemu na koszt państwa mogliśmy rozmawiać nawet i godzinę... Niezbyt to uczciwe, ale miłość tłumaczy wszystko.
      A komentami laski się nie przejmuj. Nawet nie wie, co straciła, jeśli tego nie doświadczyła.

      Usuń
  6. Wszystkie co najlepsze na te srebrne gody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A wiesz, że kiedyś jak słyszałam o kim, że ma "srebrne gody" to myślałam "ALE STARCY... "

      Usuń
  7. Opowieść taka niezwyczajnie urokliwa; w dzisiejszych czasach coraz więcej potarganych małżeństw i związków, więc Twój przykład niech napawa optymizmem - można żyć długo i szczęśliwie z jednym i tym samym człowiekiem :) To ja jeszcze wirtualny tort podrzucam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za wszystko dzięki - tort był supeeeer :)

      Usuń
  8. Gratulacje :) Z całego serca! Ćwierć wieku to nie przelewki :)
    Moja historia też zawiera wakacyjną znajomość, pociągi w te i z powrotem i zwątpienie mas. Więc nie ma co ufać stereotypom.
    Gratulacje raz jeszcze i najlepsze życzenia także dla małżonka - ostatecznie w tym ćwierćwieczu miał swój udział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)Dziękujemy za gratulacje - na pewno miał swój udział ... do tanga trzeba dwojga.....

      Usuń
  9. Może recepta na poznanie kogoś to "wsiąść do pociągu byle jakiego?"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Nie byle jakiego . DO pociągu relacji Lublin - Rzeszów .... I na to chyba nie ma recepty

      Usuń
    2. Jak widać wszystko zależy od przypadku, szukanie na siłę nie ma sensu.

      Usuń
  10. Przyznam się, że do pewnego momentu myślałam, że czytam powieść a tu jak się okazuje niezwykłą powieść życia Jago napisałaś. Wszystkiego najlepszego z okazji 25 Rocznicy Wam obojgu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Małgosiu -- to los nam napisał taki scenariusz

      Usuń
  11. Ale pięknie piszesz o swojej miłości życia. Jestem zauroczona Twoim wpisem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ładnie nazwałaś - Miłość życia - dzięki

      Usuń
  12. Dziękuję za komentarz na moim blogu :)
    Piękna historia miłości życia i dowód na to, że można ją spotkać w najmniej spodziewanym czasie i okolicznościach.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często się nad takimi drobiazgami nie zastanawiamy - no to jak by się to potoczyło gdybyśmy wracały autobusem jak zawsze ??

      Usuń
  13. Piękna historia ;) Aż się wzruszyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj...nie piękna tylko normalna , nasza

      Usuń
  14. Cudowna historia. Życzę Wam dalszej wytrwałości :)

    pozdrawiam :)
    http://freedomysoul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniale wzruszająca przygoda! Pięknie napisane, brawo!
    www.sercabiciem.blogujaca.pl
    Ściskam :_)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygoda?? Możliwe .... przygoda życia

      Usuń
  16. Słyszałam tą historię na żywo, jednak tutaj aż się łezka w oku kręci....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JUSTYNA !!! Nie poznałam Cię - podpisuj się :)

      Usuń
  17. Świetna historia, gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  18. O matko... Historia jak z filmu albo z powieści. Jednak życie pisze najlepsze scenariusze. Pozdrawiam!
    www.ladywagabunda.blospot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. No to faktycznie super przygoda, choć czesto właśnie wakacyjne znajomości gdzieś giną i pozostają po nich tylko wspomnienia. Pogratulować tak długiego stażu małżeńskiego i aby tak dalej, najważniejsze w tym wszystkim że są piękne wspomnienia i super udane małżeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  20. jednak w tych pociągach jest jakaś magia, której nie ma w podróży samochodem :-) Swojego czasu na studia z Łodzi do Lublina też przez cały dzień jechałem i niejednego człowieka poznałem, żałuję, że mnie się taka romantyczna historia nie przytrafiła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widocznie nie spotkałeś takiej fajnej laski jak ja :)

      Usuń
  21. Po pierwsze kochana gratuluję rocznicy, piękna liczba. Czytając stwierdziłam, że mamy dużo wspólnego, chociaż ja poznałam swojego męża u koleżanki i zaprosiłam go na kawę i tak już został. I tak już jesteśmy 15 lat i jesteśmy szczęśliwi. Życzę ci wszystkiego co najlepsze i szczęścia i miłości :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Gratuluje ! Fantastyczna historia. Zycie potrafi nas zaskoczyc! Jeszcze raz gratuluje :)
    Zapraszam w wolnej chwili do siebie http://polka-na-emigracji.blogspot.co.uk/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. I pomyśleć, że nie tylko dla mnie znajomość z pociągu zmieniła się we wspólne ćwierćwiecze. Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  24. Dodaję do moich ulubionych blogów, bo własnie takiego mi trzeba, takiej mądrości pragnę. Dziękuję, że mogłam tu zajrzeć :).

    OdpowiedzUsuń
  25. 25 lat?Wow :) Też chce. U nas na liczniku będzie dopiero 7. I powiem Ci coś - chciałabym, żeby za te paręnaście lat pisać/myśleć o swoim podobnie jak TY. I też płakać i nie lubić się rozstawać. Oj chciałabym...Obyśmy zostali na tej dobrej drodze.
    A Tobie/Wam najlepszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziwne..Wczorajszej nocy jakos skacząc z kwia...z loga na bloga wpadlam na ten post, ale nie doczytalam (bylo jiz bardzo pozno i jedno oko juz spało) a dzisiaj u siebie widzę Pani komentarz i link do tego postu :)
    Wiesz, czego zazdroszczę? Tego co zawarlas w ostatnich słowach, ze nie zalujesz, ze jeszcze raz i z zamknietymi oczyma...Chcialabym tak.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Tobą = lata cierpliwej współpracy

      Usuń
  27. Wszystkiego najlepszego z okazji 25 rocznicy :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dołączam się do życzeń i niechaj następne 25 upłynie równie udanie.

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.