wtorek, 1 września 2015

Jaga na Facebook'u:



Prawie jak w przychodnia przeżycia ...

Na pierwszym zdjęciu moja siostrzenica jako malutkie dziecko, a na drugim, obecnie jako nastolatka, gra w tamburello, zresztą ze sporymi sukcesami. Jeździ ze swoją drużyną po Europie i dobrze się bawi. 
Nie mam pojęcia dlaczego ten sport drużynowy  jest spotykany w niewielu krajach , bo jest fantastyczny ! Ale do rzeczy...
Moja siostra wyszła za Włocha. Po urodzeniu się pierworodnego postanowiła, że latorośl, mimo, iż zamieszkuje słoneczną Italię, będzie rozmawiać z Polskimi dziadkami po polsku. Kolejna dziecina też. Dlatego też od chwili urodzenia się dzieci, siostra mówiła do nich po polsku, a szwagier, ojciec dzieci, Włoch z krwi i kości, mówił do latorośli po włosku. Co prawda początkowo ta dwujęzyczność była przyczyną wielu zabawnych nieporozumień, ale dzieci szybko załapały, że do matki mówi się po polsku a do ojca po włosku. Zawsze po ich odwiedzinach miałam w zanadrzu kilka nowych anegdot wpisanych w rodzinne archiwum wspomnień. Tak też kilka(naście) lat temu siostra z rodzinką odwiedziła rodziców podczas świąt Bożego Narodzenia. Tuż po nich, zamiast planowanego powrotu do Włoch, wylądowała w szpitalu – miała ostry atak wyrostka robaczkowego. Oczywiście w ciągu kilku godzin zoperowali ją i po kilku dniach wyszła do domu. Dzieci zostały pod opieką dziadków. Jej młodsze dziecię miało wówczas niespełna 3 lata…Urocza dziewuszka o mieszanej urodzie polsko-włoskiej (jasne oczy po genach mamy, ciemna karnacja po ojcu) Kiedy odwiedziłam ich rano, Mała akurat udała się tam gdzie król chadzał piechotą…Wyszła po chwili z łazienki zadowolona z siebie, informując zebrane rodzinne grono, iż ręce też umyła, a moja siostra, osłuchawszy się kilka dni języka szpitalnego błysnęła dowcipem niczym siostra Basen na porannym obchodzie i zapytała córkę

-„STOLEC BYŁ??” 

Na co dziecko wykrzyczało niemalże ze świętym oburzeniem

-„ Mamusiu !!


NIE NA STOLE !! W KIBELKU !! ”





18 komentarzy:

  1. Bardzo lubię słuchać historii o takich rodzinach :) A o takim sporcie jak tamburello nie słyszałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem , ze jest b. popularna we Włoszech, Francji ... dyscyplina przypomina trochę tenisa, natomiast odbywa się na większym korcie, przy użyciu innego sprzętu, a podczas meczu w jednej drużynie gra 5 zawodników

      Usuń
  2. Fajnie :-) przypomniał mi się serial "Wojna domowa" i odwiedziny kuzyna z Anglii, którego dziwiły nasze idiomy i związki frazeologiczne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modelka ta moja siostrzenica - zawsze miała mocne hasła :)

      Usuń
  3. Ten dialog przed ostatnią fotografią rozbawił mnie, hehe:).
    www.sercabiciem.blogujaca.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Tamburello? Kurcze, jestem zacofana, bo dowiedziałam się o tym od Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś :) Ja się dowiedziałam od siostrzenicy :)

      Usuń
  5. Nie wiedziałam jak skomentować, nie do końca rozumiem tytuł....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam PARANIENORMALNI TONIGHT- "W przychodni przeżycia ... :) Wtedy zobaczysz ich teksty

      Usuń
  6. Rodzinne historie mają to do siebie iż w pamięć zapadają a niektóre w szczególności :) Fajne zaś teksty i motta powstają przez przypadek :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach te historie rodzinne. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mała miała absolutną rację, że nie na stole :-) A wujek google mówi, że tamburello to instrument muzyczny...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yyyyy,,,, nieeeeee..... zabij wujkowi google ćwieka i dopisz do tamburello - gra :) a on prawdę Ci powie

      Usuń
    2. Masz rację, trzeba wiedzieć jak wujka Google pytać. Nie wiedziałem, że to aż tak stara gra...

      Usuń
  9. Wspaniałe historie rodzinne i od razu uśmiech na twarzy się pojawia ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cały czas i do dziś mnie to śmieszy ....

      Usuń
  10. hehe, lubię takie rozmowy z dziećmi, one zawsze coś śmiesznego wymyślą, palną nieświadomie ;)

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.