środa, 4 listopada 2015

Jaga na Facebook'u:



Zwierzęciem domowym być ?

Czy ja mówiłam, że lubię remonty? Jeszcze chwilę i zmienię zdanie. Nie dlatego, że kobieta zmienną jest, ale w tym ogólnorozwojowym chaosie przyplątał mi się katar a co za tym idzie mniej optymistyczne postrzegania świata i syfu w domu. Samopoczucie znane każdemu kto smarka, kicha, prycha, furczy i smurczy, ma zapuchnięte i załzawione oczy a wieczorem nie ma siły doczłapać do swojego wyrka. Do tego moja psica zaczęła zachowywać się baaaaardzo dziwnie.

Czesana szczotką przysiadała nietypowo na zadku, domagała się drapania po brzuchu a ignorowana dostawała konwulsji i miała niezborne ruchy polegające na próbie dostana tylną łapą do brzucha. Wyglądało to groteskowo i przerażająco, komicznie i strasznie zarazem, bo traciła równowagę i wywracała się. Skojarzyło mi się to z atakiem padaczki. Zaczęłam szukać mądrości na temat psich chorób w necie i wymiękłam. Diagnozę postawiłam szybko – psicy zostało 36 godzin życia. Zaburzenia neurologiczne. Tonąc w łzach próbowałam dociec przyczyny. Ale po chwilowym amoku stwierdziłam, że ona z tymi objawami żyje więcej niż 36 godzin więc, diagnoza mylna. Dr Jaga postanowiła pojechać do bardziej fachowej pomocy - do weterynarza. Ten po szczegółowym wywiadzie, oględzinach futra zaczął czochrać psicę a ta swoim zwyczajem wywróciła się na grzbiet odsłaniając brzuszysko. I tam chłopina wypatrzył przyczynę….PCHŁA!! Tak!!!
Tam biegła pchła. Pogratulował sobie szczęścia (podobno nie lada sztuką jest wypatrzeć tak szybko przemieszczający się obiekt wśród takiej kupy kudłów) i stwierdził, że moja psica, zalegająca w domowych pieleszach, niezwykła do podgryzania przez takowe zwierzątko, dostała po prostu bardzo silnego odczynu alergicznego. Wpadłam w panikę i histerię, oczami wyobraźni widząc jakiż to obraz czystości i schludności domu mego musiał się przedstawić chłopinie, skoro pchły oblazły psicę. Ale ten widząc mój kolejny atak paniki uspokoił mnie. Mamy koty. Dwa. Wychodzące. Spotykające wsiowych kumpli. Niekoniecznie odpchlonych. Niekoniecznie czystych. Niekoniecznie zadbanych. Niekoniecznie bez pcheł. A pchły to takie zwierzątka które lubią zmieniać środowisko. Uffff…Ulżyło.


Ale psica i dwa koty zostały poddane kwarantannie, odpchleniu, kąpaniu, praniu materacy, legowisk i poszewek psich. Teraz psica dostaje sterydy, antybiotyki i maści. To tak w ramach walki z nudą remontową. A co…przerywnik musi być bo przecież pchła to też stworzenie Boże i nie każdy z pchłą żyć może.     




46 komentarzy:

  1. No właśnie, z owadami coś bardzo nam nie po drodze, chociaż była kiedyś taka piosenka, wykonywana przez kabaret Elita i niezapomnianego Jana Kaczmarka której fragment zacytuję: "Do serca przytul psa,Weź na kolana kota,Weź lupę popatrz - pchła! Daj spokój, pchła to też istota" Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego pchlego zamieszania piosenka jest najfajniejsza ....

      Usuń
  2. Ojej na samą myśl o pchłach dostaje drgawek. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No kochana, dałaś czadu! Nie wiedziałam, że takie mikro zwierzątko może spowodować taką ilość leków u psa! Ucałuj futrzaka w nosek ode mnie, bo biedny....To ci koty niecnoty, żeby takich lokatorów do domu przynosić! Przypomniało mi się, że kiedyś mój tato zszedł do piwnicy w bloku i wrócił w spodniach w kropki, całe nogawki w pchłach były. To była panika w domu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. \\\ja dałam ?? To znów mój przydomowy zwierzyniec:) |Joasiu - ja też nie wiedziałam, . ale jak byś widziała jak psica się męczyła

      Usuń
    2. Tez bym sie przeraziła jakby Fiona drgawek dostała i konwulsji ale ona na dworze pcheł sporo toja odpchlamy jak ona je gryzie buziaki dobrze ze to tylkood pchły

      Usuń
    3. Jago, miałam na myśli twój świetny opis: niemal w 3D, o ile opis może być w 3D :-)

      Usuń
    4. Dzięki za uznanie :) znaczy się obrazowo...

      Usuń
  4. "Szły pchły koło wody. Pchła pchłę pchła do wody. Potem pchła się popłakała, Że ją tamta pchła popchała." Tak mi się przypomniało :) Wytrwałości życzę!

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, dopiero odsłuchałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja kiedyś pchły na własnych gaciach z piwnicy do mieszkania przyniosłam; po prostu masakra była, bo się rozlazły po całym metrażu, a w dywanach sobie miejsce rozpusty rozpłodowej urządziły, ale udało mi się gadzinę wyplenić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze ,że dywanów nie mam :) Bo jak jeszcze dywany musiałabym odpchlić ...

      Usuń
  7. Mam starą kocice która wychodzi z domu raz na ruski miesiąc albo i nie tak często. Zawsze cholera pchły przywlecze. Skąd wiem? Bo w ciągu paru h dzieć pokąsany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) I nie działają żadne krople, obroże...no po prostu nic

      Usuń
  8. Moja kotka perska nie miała problemu z insektami, ale nie miała kontaktu z innymi zwierzętami i pewnie dlatego. Współczuję problemów i wydatków na leki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dobrze, bo u persa znaleźć takiego insekta to nie lada sztuka

      Usuń
  9. Pięknego masz psa:) Teraz mam tylko jedną psicę. Kiedyś moja menażeria liczyła dwa koty i dwa psy, któryś z kociołów też przylazł z pchłami, to była zabawa odpchlić to całe tałatajstwo:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zmagam się z mszycą i karaluchami, więc więcej maluśkich to więcej kłopotów :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojej, nie wiedziałam, że pchły mogą uczulać. Moje psy pchły miewały, wyganiało się je i tyle. Ale żeby do weterynarza z pchłą????

    OdpowiedzUsuń
  12. Do weterynarza to ja z psicą pojechałam a nie z pchłą.... :) Pchła zabrała się z nami na krzywy ryj. Dowiedziałam się od weterynarza że niektórym psom po pogryzieniu przez pchły trzeba było transfuzje krwi robić.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mojej mamy pers przez pchły to prawie na tamten świat się wybrał :) także z nimi nie ma żartów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a u persa pchłę w tym gąszczu znaleźć to jest dopiero wyczyn

      Usuń
  14. Oj też miałam nieciekawe przygody z tymi szkodnikami, nie polecam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie - obrzydliwe "zwierzaki"

      Usuń
  15. A ja nie mam żadnych zwierzątek, więc nie mam też pchlich problemów. A psicę masz przepiękną, sama bym taką chciała, ale póki mieszka z rodzicami na zwierzątko sobie nie mogę pozwolić. Zapraszam do siebie.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzęta są fajne , ale wiadomo że bierze się odpowiedzialność za to co oswojone - pchły też

      Usuń
  16. Kiedyś pchły, to był psi standard. Teraz się zmieniło i dobrze. Przed laty(to były naprawdę dawne czasy), pies moich rodziców miał pchły. Póki pies był w domu, to nikt pcheł nie zauważał, lecz kiedy z rodzicami jechał na wakacje, to pchły szukały sobie innego żywiciela, czyli ludzi, którzy zostali w domu. Pozbycie się dywanów, rozwiązało problem pcheł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze że już po pchlim zamieszaniu

      Usuń
  17. Pod ostatnim moim postem czeka coś specjalnie dla Ciebie :)
    Zapraszam!

    tynabloguje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Córka szwagierki w październiku do domu wszy przyniosła, a już myslałam, że ta plaga wyginęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie wyginęła, w szkole co chwila ta epidemia powraca....

      Usuń
  19. Ja to chyba muszę mieć na ciele coś co pchły zabija natychmiastowo, na śmierć, i nawet na psie. Całe życie mam psy, a nigdy pchły na żywo nie widziałam. Za to wszy miałam dwa razy w życiu, pamiętam nawet zapach tego szkaradnego ohydztwa, którym polewano mi głowę. Brrr...

    OdpowiedzUsuń
  20. Podoba mnie się Twoje psica.
    Pozdrawiam. :) .

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedyś - gdyby tak się zdarzyło, że będę sama - będę miała taką sunię. I dwie kocice... Tak sobie marzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam - owczarek niemiecki albo rottweiler - kochane psisko. Pchły - no cóż - chyba w pakiecie z kociskami biegającymi na wolności i wygrzewającymi w nocy swoje pchły w cieple domowego ogniska

      Usuń
  22. rany ja to nie jestem obeznana, zawsze miałam psy kundelki przebywające na podwórku i bardziej odporne od "rasowców" i na prawdę nie wiedziałam że psinka może się pochorować od pchełek! ale dobrze że sprawy nie zbagatelizowałaś i piesio się już nie męczy. a piosenka wymiata hehe. powodzenia i wytrwałości w dalszym remoncie bo rozumiem że to jeszcze nie koniec:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie nigdy nie widziałam, psa uczulonego na pchłę - dobrze że to uczulenie a nie np jakaś wścieklizna rzekoma czy jakieś zaburzenie neurologiczne ... Remont na finiszu

      Usuń
  23. Witaj Aga, masz cudnego psa. Ja na myśl o pchłach dostaje zielonej gorączki. Mój piesek "Rudy" jak je ma jest nie do zniesienia. Przeważnie leży przy moim łóżku i cały czas mlaska, drapie się ile wlezie. Czasami nawet nie pomaga jeden środek i trzeba użyć następny. Normalnie masakra, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - uroki zwierzyny w domu ....

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.