środa, 27 stycznia 2016

Jaga na Facebook'u:



106 sprawdzonych sposobów na to... jak zrobić z siebie koncertową idiotkę


Ciągle i wciąż przedstawiam 106 sprawdzonych sposobów na to, jak stać się grubasem, ale na pewno  nikt nie zna 106 sprawdzonych sposobów na to, jak popełnić gafę, albo 106 sprawdzonych sposobów jak zrobić z siebie idiotkę, albo 106 sprawdzonych sposobów na to jak czuć zażenowanie do końca świata i o jeden dzień dłużej….Już tak mam, niestety, żeby popełnić gafę i zrobić z siebie koncertową idiotkę, prawie jak w dowcipie o kobietach, nie potrzebuję specjalnych okazji i alkoholu. I bez alkoholu daję radę. A co!! Taka elastyczna jestem. Ktoś podetnie mi skrzydła – polatam na miotle. W końcu Jaga jestem. No i o każdej porażce chcę zapomnieć, ale nie mam demencji ani Alzheimera i pamiętam każdą wpadkę bardzo wyraźnie. Potrafię z siebie zrobić koncertową idiotkę, ot tak, z zaskoczenia. Zupełnie na trzeźwo. Mimo, że w polskim prawodawstwie alkohol nie zalicza się do okoliczności łagodzących, ale moja babcia mawiała „jak Pan Bóg chce kogoś ukarać to mu rozum odbiera”. Są nieraz takie dni i takie sytuacje kiedy wszystko idzie nie tak.




Są takie chwile w życiu kobiety, kiedy to odkrywa, że robi z siebie koncertową idiotkę i żadne działania prewencyjne nie są w stanie tego zmienić. Ustaliłam już, że nie jest to pech – to zwykłe bezmyślne działanie i to nie osób trzecich tylko moje własne. Dobrze mieć możliwość zwalenia winy na pecha, na 13-tego, na czarnego kota, na piątek, na wyjście z łóżka lewą nogą czy do góry tyłkiem… no i sama nie wiem na co jeszcze. Tak też, ostanie moje wyjście z domu obfitowało w takie zdarzenia, które nazwijmy po imieniu, nie były zbyt fortunne i nie przyprawiały mnie o dumę. Okazało się, że mój dowód osobisty już dawno uległ „przeterminowaniu”. Musiałam zacząć od zdjęcia. Pan fotograf chciał być zabawny i zapytał czy wiem, że to zdjęcie wyjdzie okropnie…No, baaaaardzo zabawne dla kogoś, takiego jak ja, kto unika fotografa i zdjęć pozowanych jak zarazy, malarii gangreny czy innego cholerstwa. Ale niestety, miał rację – zdjęcie wyszło okropnie, a może po prostu ja jestem okropna?? Wniosek musiałam zawieźć do urzędu bez zbędnej zwłoki, bo zdawałam sobie sprawę, że czas oczekiwania na nowy, ważny dokument potrwa  2-3 tygodnie. A tu, jak na złość, wszystko szło jak gówno pod wodę. O drobiazgach typu: ja do auta a kluczyki do samochodu w zamkniętym już domu czy powtórne wyjście bez torebki i kolejna próba przedostania się do już zamkniętej, domowej fortyfikacji, nie będę się rozpisywać. Ale najgorsze w tym jest to, że jedno zdarzenie nakręcało drugie, jedna klęska ciągnęła za sobą drugą. A to fotograf akurat wywiesił karteczkę „DZIŚ OTWARTE OD GODZINY 12.00 - PRZEPRASZAMY”, a to na moście sznurówka w zimowych trzewikach nag bez ostrzeżenia się rozwiązała i a ja nie chcąc się narażać na obdarcie politury na twarzyczce bądź wytrzaskanie zębów, swoich własnych zresztą, potykając o wywleczoną sznurówkę, i porysowanie rzeszowskiego trotuaru,  w celu ujarzmienia wyłażącej dżdżownicy z buta musiałam zatrzymać się na środku mostu. Zrobiłam to bez włączenia żadnej sygnalizacji dźwiękowej ani świetlnej. Dziewczę podążające za mną, bezpardonowo wpadło w moją osobę z takim impetem, że tylko barierka na moście uratowała mnie przed niechybnym utonięciem w odmętach Wisłoka. Normalnie bym ją rozszarpała, przynajmniej słownie, ale wiał wiatr tak mocny, że niemalże wywracał, a lżejszym osobnikom ludzkim wskazane byłyby jakieś obciążenia w kieszeniach typu cegłówka.



Nadzierał na głowy kaptury, kapiszony, szale i inne ograniczające widoczność części garderoby wierzchniej,  więc i ja i ona niewiele widziałyśmy. Spowodowałam zagrożenie w ruchu na moście, błysnęłam inteligencją i zatrzymałam bez ostrzeżenia. Odpuściłam ,zażenowana  zresztą własną głupotą. Jak udało mi się załatwić najpilniejsze sprawy, nie powodując przy tym większych strat w ludziach, wybrałam się na zakupy. Potrzebowałam drobiazgu ze sklepiku, do którego wejście, jak się okazało, daleko odbiegło komfortem od moich możliwości psychofizycznych. Do małego sklepiku wchodziło się po 3 stopniach. Drzwi ciężkie i bardzo wysokie….Zauważyłam kartkę „PCHAĆ”. Pchać to pchać. No więc pcham. Pcham. Popycham. Poszturchuje. Szarpię. Napieram. W akcie desperacji próbuję z drzwiami dojść do porozumienie, szukam jakiejś drogi perswazji, mamrotam zaklęcia pod nosem,  namawiając, zaklinając, urabiając i przekonywując podłe wrota aby się rozwarły. I co?? I nic i dupa blada….Drzwi pod naporem, mojej bardzo mało filigranowej postury, nie ustępują. Zaczynam się irytować coraz bardziej, tym bardziej, że kątem oka zauważam w środku sklepiku krzątających się ludzi. Ale jakoś nikt na mnie nie zwraca uwagi. Mam ochotę zacząć walić pięścią w drzwi niczym jaskiniowiec Fred Flinstone, wykonywałam nerwowe podrygi i nieskoordynowane ruchy zmierzające do otwarcia tych cholernych sklepowych drzwi, kiedy to na schodach obok mnie stanął facet. Wiekowo mi dorównywał, ale było w nim coś, co wyróżniało go z tłumu. A raczej ponad tłum. Sporo, oj sporo ponad głowy szarych mas. Mój osobisty Duży ma 190 cm wzrostu, Dziecek też nie odbiega normą od genów tatusia, więc wysocy faceci nie robią na mnie piorunującego wrażenia, ale ten gość był wzrostu, którego powstydził by się sam Marcin Gortat…. Duży facet. Bardzo duży. Wielki. Wieża Eiffela.  

Facet stał jeden stopień niżej niż ja a i tak musiałam nieźle zadrzeć głowę ku niebiosom, żeby zobaczyć…. jego głupawy uśmiech. Nie bardzo rozumiałam przyczynę jego wesołości do chwili kiedy facet, kiedy to ja próbowałam po raz wtóry sforsować drzwi i dostać się do wnętrza sklepiku pokazał mi wiszącą kartkę. Wywieszka była daaaaaaaaaaaaaaaleko poza zasięgiem mojego wzroku – kartka wisiała na wysokości jego czoła a nie moich oczu….Była z metr wyżej, a może i półtora metra. Ponad dwumetrowy człowiek płci męskiej, ze stoickim spokojem kilkakrotnie stuknął długachnym paluchem w informację i nie wypowiadając ani słowa skwitował to jeszcze bardziej głupawym uśmiechem….Miałam ochotę zapaść się w czeluściach rzeszowskich podziemi, zakopać się niczym oswojony kret z przydomowego ogródka. Poczułam się po raz wtóry jak koncertowa idiotka. Na kartce wisiała informacja :






Gość dalej miał na gębie pobłażająco – ironiczno - głupawy uśmiech. Pewnie pomyślał, że kolor włosów zobowiązuje, bo ponoć w Polsce analfabetów nie ma.





Ale kto do cholery tak wysoko wiesza tak ważną dla klientów sklepu informację ?? 





36 komentarzy:

  1. Kochana, monologi kabaretowe możesz pisać, jak przeczytałam, to zasypiać będę z uśmiechem na ustach...
    Ja to jednak pechem nazywam, bo jak taki ciąg zdarzeń trudno wytłumaczyć, to musi być pech! A co do zdjęć to tez muszę dowód zmienić i już sie boję, bo na poprzednim zdjęciu wyszłam jak własna babcia, ale moja koleżanka powiedziała do fotografa: mam wyjść ładnie i 10 lat młodziej i była zadowolona z efektu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było żenujące a nie śmieszne (foch) a fotografa nie cierpię

      Usuń
  2. Trzeba było nie wracać do domu czyli nie przekraczać progu, bo to pecha przynosi. Reszta doświadczeń z tego dnia nie miałaby miejsca. A jak już się nie dało bez kluczyków jechać samochodem, to trzeba było usiąść w domu, choćby na sekundę. ;-))) Do tej procedury nie trzeba być wcale przesądnym, bo ta reguła zawsze działa. Na "niewierzących" w zabobony też ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy od dnia - składam to na karb pogody - biomet był niekorzystny

      Usuń
  3. Oj Jaga Jaga:) Ale pomyśl ilu osobom- dzięki Twoim gafom- zawitał uśmiech na twarzy czytając ten tekst:) Łączę się z Tobą w zażenowaniu- u mnie takie akcje to norma tylko późno już i mózg nie funkcjonuje na tyle abym mogła sobie przypomnieć przykłady:) w sumie to przyszłam podziękować za przepis- upiekłam chlebek wczoraj- 400g pszennej i 100g razowej. nie wyrósł taki piękny jak u ciebie (chyba z połowę mniejszy xD) ale za to pyszny!!! na drugi dzień mięciuteńki a i myślę że jutro na trzeci też będzie perfekt! Luby się zajada a ja jestem z siebie dumna i jutro piekę następy:) tylko bardziej dla siebie więc mocno ziarnisty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda,zainspirowałas mnie,czuję, ze mam już plany na wieczór po pracy :-)

      Usuń
    2. Porażka ale nie pierwsza i nie ostatnia :) Cieszę się że chleb Ci przypadł do gustu :) Obiecuję jeszcze wrzucić jakiś przepis

      Usuń
  4. Ojej! To był sklep dla mnie! :D :D :D Zawsze mnie wkurza, ze wszystko jest tak nisko :P
    A nie można było zapytać pana u numer telefonu... dla Chomiczka? ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pcham palca między drzwi - zresztą facet był dobrze po 40-stce (po co Ci taki stary??) i błyskał obrączką na długasiornym paluchu :)

      Usuń
    2. Po 40-stce? To jeszcze mój zakres wiekowy ;) Ale obrączka faktycznie dyskwalifikuje.

      Usuń
    3. :) No i nie podłożyła bym się w roli swatki :) masz już doświadczenia w tej materii :))))

      Usuń
  5. Och,Jaga...Napisz mi tylko czy masz ten dowód czy nie?
    Z moich zabawnych zdarzeń w liceum zapamiętałam jedno,jakiś listopadowy poranek,mglisto,lało jak z cebra.Polonistka długo zachwycala się kunsztem polskich romantykow. A na koniec zapytała nas o ulubiony cytat,słowo daję, ja sie jakoś zawiesiłam i wydawało mi się, ze pytała o temat ostatniej lekcji.Zreszta,robiła to czesto przu okazji uzupelniania luk w dzienniku kiedy to poniosło i straciła rachubew czasu.Czytalam pod lawka świetną książkę, a uslyszawszy swoje nazwisko,zerwalam sie,odwróciłam kartke w zeszycie i przeczytalam głośno, wzbudziwszy w klasie ogólny rechot;"I MOJE Będzie ZA GROBEM ZWYCIESTWO" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dowód muszę poczekać...Zgodnie Ustawą z dnia 6 sierpnia 2010 r. o dowodach osobistych (Dz. U. z 2010r., Nr 167, poz. 1131 z późn. zm.)czas oczekiwania na wydanie dowodu osobistego wynosi do trzydziestu dni od daty złożenia wniosku. Poczekam :)

      Usuń
  6. Zdarzają mi się podobne sytuacje:) Oj tam oj tam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. E, nie było chyba tak strasznie... A wieżą Eiffla czy fotografem się nie przejmuj - i w ogóle co to za fotograf, który z góry mówi, że zdjęcie wyjdzie źle? To co, nie umie dobrze zrobić?? W dodatku ucina sobie drzemki do południa... Daj spokój, znajdź innego. Wysoki bandzior zamiast się głupio śmiać mógłby być bardziej uprzejmy, a przeciętny przechodzień też powinien patrzeć, gdzie idzie - zamiast wpadać na niewinnych zawiązywaczy sznurówek. Jak widzisz, nie masz powodów, by czuć się głupio. :-) To świat, nie Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację już się nie czuję :) - to "ONI" nie ja :) i za to Cię lubię :)

      Usuń
  8. Padłam :)
    Też czasami mam taki dzień kiedy wszystko obraca się przeciwko mnie - wdepnę w błoto akurat wtedy, gdy najbardziej mi zależy, aby się nie ubrudzić, ale oczywiście całe buty mam umazane, ostatnio dostałam od jakiejś babki drzwiami od busa, a ona nawet tego nie zauważyła. Tego samego dnia prawie skręciłam kostkę schodząc z ostatniego schodka. Swoją drogą kto robi schody o nierównej wysokości stopni? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może być stopni o różnej wysokości:) To powinno być karane z urzędu

      Usuń
  9. Ale wiesz...nie każdy tak potrafi, więc jakby nie patrzeć to coś Cię wyróżnia. ;) A tak serio, po takim dniu to najlepszy na świecie masaż i może coś jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorący prysznic i lampka wina albo kieliszeczek naleweczki

      Usuń
  10. Dziwisz się? Powinnaś być już przyzwyczajona hehehe ;))))
    Ale jeśli nie pokazałaś środkowego palca wychowawczyni swojego dziecka to mnie nie przebijesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra jesteś :) Ale, słowo, nie raz miałam na to ochotę

      Usuń
  11. Jago gratuluję, pięknie i kabaretowo to opisałaś. Czytając cały czas się zaśmiewałam. Trudno Jago wybacz, inaczej się nie dało. ;) .
    Pozdrawiam. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i użalaj się tu człowieku nas swoim losem :))))

      Usuń
  12. Też miewam takie dni ;] Jak się nie udaje, to wszystko po kolei, ale pod koniec dnia już mi się z tego wszystkiego śmiać chce, no bo ile można? Komedio-dramat ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już też się mogę śmiać - ale wtedy chciałam eksplodować

      Usuń
  13. :-) Hmmm...kiedyś napisałam post o popełnianiu gaf i głupotek, bezsprzecznie wygrał młody człowiek, który na pierwszej randce zeżarł dziewczynie puder w kulkach, bo myślał, że to czekoladowe cukiereczki, tylko już nieco zleżałe. :-0
    Sama też mam trzecie QIU w działaniach tego typu:-) Pozdrawiam. A z wysokim trzeba było pójść na kawę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę swojego Dużego :) A na kawę top mogę iść z Tobą :)

      Usuń
  14. Naprawdę chciałbym Cię pocieszyć, ale jak tu pocieszać, kiedy głupawki się dostało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupawka ?? Z jakiego powodu ?!!??!!

      Usuń
  15. Jaga wszyscy już wszystko napisali, więc ja na koniec tylko dodam, że mogłabyś napisać książkę. Jesteś niesamowita!!! Pozdrawiam i ściskam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj...dzięki - ale ja tylko piszę to co czuję :)

      Usuń
  16. Fajnie, fajnie :) z przyjemnością przeczytałam, parę razy szczerze się uśmiechnęlam :) Uwielbiam Twój sposób pisania, jest taki... Szczery, bezpośredni i po prostu miły w czytaniu ("jak gówno pod wodę" to ciekawy związek frazeologiczny, na pewno warty wykorzystania w życiu codziennym :) ).

    Czekam niecierpliwie na kolejne postu, czytam poprzednie i pozdrawiam gorąco :)

    Ciepełka i weny

    Martyna z dezawi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Twój wpis pocieszył mnie, że nie tylko ja mam takie sytuacje i wpadki. A ta sytuacja na moście- wyrzuciłabym tego babsztyla co na Ciebie wpadł właśnie w odmęty rzeki :)

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.