niedziela, 28 lutego 2016

Jaga na Facebook'u:



Nie ćwicz, bo się spocisz


Zaczęłam treningi w klubie fitness. Regularne. Pierwszy raz instruktorka-trenerka oprowadziła mnie po całym obiekcie pokazując co gdzie jest i jak z czego korzystać. Klub jest wielki, więc wyglądem odbiega od osiedlowych klubów z malutką salką na zajęcia fitness. Ale co za tym idzie, jest bardzo anonimowy. Tam nawet nikt nie odpowiada na grzecznościowe „DZIEŃ DOBRY”. Wyjątku nie stanowiła Pani Sprzątająca, która na moje DZIEŃ DOBRY, popatrzyła, jak by spotkała kosmitkę. No dobra, zniosę i to, robię swoje i resztę mam w nosie. Więc zaczęłam. Tabata, Body Fire, Power Pump, Fat Burning, Power Dance i inne wymyślne tortury mające na celu wykończenie mnie i złamanie mojego zapału a oficjalnie to wszechstronny trening interwałowy całego ciała o wysokiej intensywności kształtujący sylwetkę. Później bieżnia albo inny przyrząd do tortur. A po wyjściu : przepocona koszulka, włosy mokre i posklejane na czole, bordowe od wysiłku policzki i zadyszka…Nie, to nie jest krajobraz po walkach ulicznych, czy ucieczce głównej bohaterki filmu grozy - to ja Jaga po zajęciach w klubie fitness.



W szatni moją uwagę przykuły, nie szafki, lecz gwiazdy, gwiazdki i gwiazdeczki. Na szczególne wyróżnienie zasłużyło dziewczę, około 25-30 lat, długie czarne włosy. W czasie kiedy ja wiązałam buty, Dziunia podeszła do lustra i wprawnym ruchem nakreśliła eyelinerem kreski na powiece, pociągnęła tuszem rzęsy tak długie, że aż groteskowe i fachowo wydęła usteczka przy korekcie szminką a na koniec spryskała się perfumami. W pierwszej chwili pomyślałam, że skończyła ćwiczyć i po prysznicu poprawia makijaż, bo spieszy się do pracy, ale kiedy zobaczyłam, że naciąga na siebie zamiast koszulki króciutki top ledwo zasłaniający cycki, zamiast dresów czy wygodnych getrów-przyciasne różowo-czarne spodenki, którym było bliżej do majtek, niż do wygodnego sportowego stroju, eksponując półdupki a w wypacykowany dziobek wetknęła bezcukrową gumę do żucia – odjechałam. Widok paniusi, która pedałując na rowerku, mieli żuchwą niczym rasowa krasula, jest dla mnie nie do przyjęcia. Już widzę siebie w takiej sytuacji, kiedy to podczas zadyszki chcąc wziąć głębszy wdech i krztuszę się i duszę gumą. No debilizm. Ćwicząc staram się nie zwracać uwagi na otaczający mnie świat (czytaj: ćwiczących ludzi), ale często moje starania spełzają na niczym. No bo jak tu nie patrzeć na takie okazy? Na sali znów wpadła mi w oko czarna niuńka, zaobserwowana już w szatni. Teraz dla odmiany ze smartfonem w jednej łapce, a uchwytem orbitreka w drugiej…Leniwie przerabiała zgrabnymi, zbrązowiałymi nóżętami, nie za szybko, żeby się nie spocić, strzelała zza firanek rzęs sarnie, lustrujące spojrzenia na wszystkich przechodzących. Po chwili dołączyła do niej psiapsióła…ten sam typ tylko troszkę starszy model. Ta z kolei, świeżo odziana w  firmowym salonie Nike, w designerskich butkach pod kolor majtasów, strzelała sweet-focie robiąc dzióbek rodem z wybiegu dla szympansów i nawołując do psiapsióleczki „chodź stąd, zrobisz sobie selfie w lustrze”. No tak…koniec forsownych ćwiczeń. W końcu to całe 25 minut, łącznie ze zrobieniem fotek, oka, i fryzury.  Przeparadowały niczym łanie, wdzięcznie prężąc swe ciała, przez środek siłowni, wywołując oczywiście ogólną radość wśród ćwiczących tam panów z przerostem tkanki mięśniowej nad mózgiem. Teraz tylko odpowiedni filtr i zdjęcia na Instagrama i na fejsa. Ale będzie lajków….. Po cholerę komu rewia mody na siłowni? Oczywiście, że ciuch ma być czysty i wygodny, ale to co oglądałam przez te dni na siłowni i na zajęciach fitness powala mnie na łopatki. Butki (firmowe a jakże) kolorem dobrane do topu, makijażu czy wzoru na majtasach do ćwiczeń, oko zrobione nie gorzej niż na bal sylwestrowy, dobre, markowe perfumy…. Pewnie zacofana jestem – nie znam się. W końcu przychodzę tam tylko po to, żeby się pocić i spalić trochę tłuszczu i cukru. Przewagę „ćwiczących” stanowią dziewczyny oscylujące wiekiem w okolicach 30 lat…Dla mnie, kobiety, hmmm...dojrzałej - żenujące. Czyżby tak wyglądała kobieca twarz desperacji??







55 komentarzy:

  1. No to teraz wiem, że mój instynkt samozachowawczy dobrze mi podpowiedział, żeby szukać innych sposobów na utrzymanie linii...spociłam się od samego czytania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie zmęczenie - czuję się dobrze - osłabiają mnie takie słodkie idiotki

      Usuń
    2. Jago,, podziwiam, gratuluję i trzymam kciuki. Widzę, że jesteś konsekwentna:)

      Usuń
  2. dlatego ja na spalanie chodziłam na flamenco. Tam wszystkie byłyśmy piękne :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No jestem pod wrażeniem, że jak zapowiedziałaś tak jesteś konsekwentna i się wzięłaś za ćwiczenie ciała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O konsekwencji pogadamy za 3 miesiące - na razie siłą rozpędu chodzę

      Usuń
  4. BRAWO, widzę że synuś nie wyolbrzymiał- mamcia wzięła się poważnie za odchudzanie! 3mam mocno kciuki! Ja sama jakoś nie mam odwagi ruszyć się i to do tego na norweską siłkę- wiesz jaka TU jest rewia mody? wiesz co to są getry za 700 zł? tak legginsy za 7 stówek..taka dziunia przychodzi ubrana za 3 klocki ale co je wyróżnia od polskich dziuń? One faktycznie ćwiczą i to ostro! Bo Norki mają bzika na punkcie ćwiczeń i obawiam się że wyjdę przy nich trochę żenująco xD z moją kondycją heh. Dlatego ćwiczę ale w domku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha ha .... Dziecek przesadza jak zawsze. Ja tak dla zdrowotności macham na tej siłowni

      Usuń
  5. Brawo dla Ciebie, a takie niunie muszą istnieć dla urozmaicenia świata ;-). Rewie mody na siłowni jeszcze jako tako zrozumiem, ale tylko wtedy, gdy jak wyżej pisze Mada - panna (pani) odziana w legginsy za 700 zł naprawdę daje czadu, a nie klika foty i wydyma dzioba ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te obserwowane przeze mnie wydymały dzioby - a to też jest męczące

      Usuń
  6. O nie nie, o nie... jak przeczytałam o tych eyelinerach to już wiedziałam! Jezu, ile kobiet tak ma to jest niepojęte :D Pocą się potem tymi podkładami i szminkami i wyglądają groteskowo... o ile w ogóle się postanowią spocić ;)
    Kochana, gratuluję , baw się tam dobrze na siłowniach! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dlatego w domu ćwiczę, jestem aspoleczna :(,widzac takie wynalazki, nie dalabym rady, bo jak piszesz....oczu nie zamkne nakilka godzin....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się zamknąć oczu - nawet wówczas będziesz widzieć te różowe majtasy

      Usuń
    2. Nie chce oceniać takich dziun, bo i my na swój inny sposob, tez swirowalysmy....chyba:)ja dzis dziubek do zdjęcia zrobilam,wrzuve na insta, a co! O

      Usuń
  8. ja od dłuższego czasu wybieram się na siłownie,ale właśnie obawiam się ,że takie 'kobietki' będą za bardzo mnie denerwować i..jak na razie pozostaje mi bieganie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo je olej albo zrób sobie siłownie w domu

      Usuń
  9. Ciekawy tekst, znam wiele kobiet, które zakładają że właśnie w siłowni poznają wymarzonego mężczyznę stąd ich starania pełen makijaż, odpowiedni strój - seksowny
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na siłowni wymarzony mężczyzna?? Błahahaha...dobre - i że zwróci niby na siebie uwagę kretyńskim zachowaniem i debilnym strojem - no jest to jakiś sposób na złowienie faceta

      Usuń
  10. Dziewczę trzydziestoletnie? Buahaha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no a jak miałam nazwać taką gęś ??

      Usuń
  11. Nie chodzę na siłownię, więc obecnie nie doświadczam podobnych widoków, ale słyszałam, że wiele osób chodzi tam by pokazać swoje nowe ciuchy, a nie ćwiczyć. Gdy byłam kilka razy, to na nic podobnego się nie natknęłam, pewnie nieźle bym się uśmiała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to zapłakać nad nimi należy a nie śmiać się :))))

      Usuń
  12. hahah. ja to Cię po prostu uwielbiam, opisujesz to tak, że...już tą dziunię zobaczyłam. to między innymi dlatego tak cięzko mi zmobilizować się do chodzenia "do takich miejsc". za Ciebie trzymam mocne kciuki. Twoj sukces będzie dla mnie mocnym kopem...w tyłek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty sobie ją wyobraziłaś a ja musiałam na nią patrzeć :) Dzięki za dobre słowo

      Usuń
  13. Zaliczyłam kilka miejsc, gdzie ćwiczono fitness, ale najdziwniejsze było ostatnie - nie, nie wypacykowane lalunie, ale towarzystwo wzajemnej adoracji - "o jaki ty masz piękny kolor włosów, a jaką fantastyczną bluzkę, a jak schudłaś...." . Nooooooo! Nie wiem, czy tym kobietom nie ma kto prawić komplementów, że same sobie muszą? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzę zazwyczaj sama więc też niezręcznie się czuję w takich sytuacjach.

      Usuń
  14. Chodziłam jakiś czas nasiłownię a właściwie do fitness klubu. Wytrzymałam miesiąc. Chodziłam tam ćwiczyć i ćwiczyłam. Wychodziłam czerwona, spocona i zadowolona. Potem właściciel rozszerzył ofertę o solarium i różne takie, no i klientela też się zmieniła. Na te dzióbkowe a to nie dla mnie. I sobie poszłam i nie wróciłam :D Ćwieczę w domu i jest fajnie. A fitness club omijam łukiem dalekim! Buziaki- również od Futrzatego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie mi też nie przeszkadzają :) śmieszą i drażnią ale nie tak że bym przestała ćwiczyć

      Usuń
  15. Fajna ta pupa na zdjęciu, mogłaby konkurować z pupami celebrytek. Oni robią takie rankingi, czyja najładniejsza. ;) .
    Pozdrawiam Jago. :) .

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha skąd ja to znam. Śmieszy mnie widok wszystkich wymalowanych i wypindrowanych osób na siłowni. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hi hi hi...>>wypindrowanych<< - fajne określenie

      Usuń
  17. Ja uwielbiam ćwiczenia i całe życie trenuje. Jednak z tych powodów, które opisałaś wolę trenować w domu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale w domu nie jest tak zabawnie :)

      Usuń
  18. "Dziunie" chodzą na takie fitnessy z dwóch powodów - aby poderwać faceta, a drugi, żeby pokazać się przed kumpelą, niech zazdrości, że nie stać ją na majtki za 700 :-)
    Chodziłem przez jakiś czas na siłownie i inne ćwiczenia pod dachem, ale to nie dla mnie wolę się wybiegać gdzieś w przyrodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli miałam rację - tak wygląda kobieca desperacja :) też lubię biegać ale na takich zajęciach jest inny wysiłek fizyczny

      Usuń
  19. Ponieważ żle się czuję w dużych grupach to zwykle ćwiczę kameralnie, ale swoim wpisem nie tylko utwierdziłaś mnie w moim zdaniu, że nie dałabym rady w grupie, to jeszcze rozbawiłaś:)
    P.s. Twój komentarz do wpisu o moim wkurzeniu się na znikające komentarze to dowód na istnienie kota Schrodingera (jednocześnie jest i go nie ma). Nie mam możliwości odpowiedzieć, na blogu go nie widać, a na G+ niby momentami miga, ale..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę ćwiczyć stadnie i gromadnie - mam przynajmniej kogo obserwować

      Usuń
  20. Nawet mnie nie strasz... kiedy urodzę już Maleństwo, jednym z punktów było zapisanie się na siłownię, nawet już miałam upatrzoną - ale tych dziuń to chyba nie zniosę. Bo podejrzewam, że są pod każdą szerokością geograficzną;]
    Ech, rób swoje i nie patrz na boki...chyba żeby się pośmiać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie straszę - zachęcam - będziesz mieć rozrywkę przy męczących ćwiczeniach, patrząc jak te okazy się prężą nie męcząc się wcale :)
      A w ogóle to miło Cię powitać :)

      Usuń
    2. Haha, właśnie Jago- to jest jakaś tam rozrywka :D Są jeszcze ci piękni panowie, którzy spędzają na siłowni przynajmniej 6 h- podniosą 3 razy ciężarki i robią kółko po sali, potem zrobią 3 przysiady i znów robią kółko :D
      Ależ się zawzięła w tej walce o siebie :)

      Usuń
  21. Moja walka na siłowni też trwa. Dziunie się zdarzają, ale u mnie są tak wysportowane, że po prostu lekko przychodzi im trening, a że przy okazji zrobione, to już należy do ich stylu. :) Każdy musi mieć coś, co mu sprawia radość. Jestem wyrozumiała, zajmując się wyłącznie sobą i swoim profilem, tym na insta też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem wyrozumiała - inaczej rechotała bym się z ich poczynań w głos :)

      Usuń
  22. A ja po przeczytaniu Twojego wpisu zatęskniłam za tym czasem kiedy chodziłam na siłownię regularnie. Teraz nie chodzę bo... nie mam czasu? Wiem, że brzmi jak wymówka, ale jak sobie myślę wieczorem po ciężkim dniu, że jeszcze miałabym się gdzieś ruszyć to mi się całkowicie odechciewa. Albo tych wieczorów po prostu nie ma, bo kończę robotę w nocy. Tak wiem, wiem... są jeszcze weekendy. Ale wtedy siedzę na kanapie i piję wino. Witaj zdrowy trybie życia! ;)

    Oczywiście plany powrotu na siłownie są. Chyba miałam więcej szczęścia do towarzystwa, bo u mnie wszyscy sążnie ćwiczyli, chociaż czasem czułam się jak sierotka w swoich trochę mniej wypasionych ciuchach. Jakieś tam markowe nike, adidasy i takie tam mam, ale często leżały brudne w koszu, a ja łapałam pierwszą czystą i wyprasowaną koszulkę bez żadnych znaczków. Ale chyba nikt na to nie zwracał uwagi. Wspaniałym rozwiązaniem na mojej siłowni były telewizorki, które miały multum fajnych programów, więc ludzie się na nie gapili, pedałując jak szaleni na rowerku czy zdobywając Mont Blanc, a nie na wspołćwiczących. A ile się dowiedziałam z tych programów, m.in. o winnicy w naszej okolicy, którą zdecydowanie mam zamiar odwiedzić. Hmmm... chyba za dużo o winie w tym komentarzu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko jest regularnie biegać na siłownię przy "normalnym" życiu, rodzinie i pracy zawodowej

      Usuń
  23. A ja swoją siłownię musiałam porzucić, buuu; wyprowadzka wymusza na mnie poszukanie nowego miejsca kaźni :) Albo będę z zapałem pedałować na rowerku stacjonarnym i hula-hopem masakrantem bujać we wszystkie strony :) Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia życzę i żebyś znalazła takie miejsce z którego będzie Ci wszędzie "po drodze".

      Usuń
  24. Znajoma trenerka opowiadała, że kiedyś jak taka "Dziunia" zaczęła bardziej energicznie ćwiczyć i machnęła głową, to... jej włosy przeleciały przez całą salę. Okazało się, że miała doczepiane :) Ale to był klub fitness bardzo specyficzny - trenerka pań nie mogła rozróżnić, bo były podobne po... operacjach plastycznych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś "sztuczne" włosy czy makijaż nie pasuje mi do wysiłku fizycznego

      Usuń
  25. Siłownie i fitness to nie dla mnie, chociaż same ćwiczenia jak najbardziej, ale nie mogę dobrać sobie odpowiedniego sprzętu(rotor ucieka, na stacjonarny nie wsiądę, bo nawet gdyby ten kierunek się udał, to odwrotny zakończyłby się runięciem i przygnieceniem przez rower). A tak bez towarzystwa i technicznego wspomagania nie za bardzo się chce. Za Twoje Ćwiczenia czy z paniami czy z dziuniami czy samotnie- trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie mam przeciwwskazań - wręcz mam zalecenia do wysiłku fizycznego. Siłownię zmieniłam , teraz tu gdzie chodzę są "normalne" kobitki

      Usuń
  26. Ja przy swoim Mózgowym Porażeniu Dziecięcym też nie mam przeciwwskazań do ćwiczeń. Wręcz przeciwnie, powinnam jak najwięcej. Nie wiem jaki sprzęt mogłabym zakupić, by mi pomagał w ćwiczeniach.

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.