piątek, 8 kwietnia 2016

Jaga na Facebook'u:



Nasz przydomowy zwierzyniec I

Odkąd pamiętam w moim życiu przewijały się zwierzęta. Różne – różniste. I nigdy nie czułam strachu przed zwierzętami. Jako kilkuletnie dziecko, podczas jazdy autobusem miejskim wykorzystałam nieuwagę rodzicielki, smyrałam wielkie psisko zajmujące spokojnie miejscówkę pod siedzeniem, wciskając chudego palucha pod kaganiec zdezorientowanemu zwierzęciu ku przerażeniu i oczywistej zgrozie właściciela. Nie tak dawno spacyfikowałam agresywnego owczarka niemieckiego uwiązanego na lince. Przemówiłam do niego tak czule, że ten wywrócił się „do góry kołami” pozwalając się czochrać po brzuchu. Właściciel dostał większego szału niż pies widząc obcych na swoim terytorium – no bo jak można do tak „agresywnego” psa podejść tak blisko i dać się mu lizać, skoro to agresor, pies stróżujący?? Nic na to nie poradzę – mam słabość do tej rasy a i one wyczuwają dobrych ludzi. Z siostrą, do domu rodzinnego, zwlekałyśmy wszystkie psie i kocie nieszczęścia – rodzicielka początkowo buntowała się, ale po kilku dniach zaczynała karmić nowo przybyłego domownika. W moim dorosłym i samodzielnym już życiu nie mogłam sobie pozwolić na zwierzaka, bo po pierwsze wg mnie trzymanie psa na 45 m2 to więcej niż lekki sadyzm w stosunku do zwierzęcia no i olbrzymi obowiązek dla właścicieli. Mały pies nie jest wg mnie odpowiednim reprezentantem swojej rasy – zdecydowanie wolę psy słusznej postawy, postury i maści. A posiadanie takowego osobnika w mieszkaniu nie wchodziło w rachubę. Posiadanie kota w bloku też nie wchodziło w grę, bo Dziecek był uczulony dosłownie na wszystko. Bałam się, że na takim metrażu unikanie się nie będzie możliwe. Ale po przeprowadzeniu się do domu już po miesiącu przytargałam do domu kota, którego mama poszła szukać erotycznych przygód zostawiając kocie dzieci samopas. Ratując go przed niechybną śmiercią zdecydowałam się na kociego oseska. Dostał mi się kot, któremu udało się jako pierwszemu, zacząć samodzielne ogarniać podejście do jedzenia. Kot dostał dumne imię Qba. Już po pierwszej wizycie u weterynarza okazało się, że Qba to ONA. Obserwując wredotę kociej rasy zaczęliśmy do niej mówić pieszczotliwie „Zołza.” I tak zostało. Dziś już nikt nie pyta „dlaczego.”


Kotka upodobała sobie pokój Młodego, tam najchętniej pomieszkuje traktując go jak jedno ze swoich kociąt. Jak tylko Dziecek zajmuje pozycję horyzontalną kotka biegnie go umyć. W całej swej wredocie tylko Dziecek dostaje od kociej eminencji pozwolenie na przemywanie ran po walkach ulicznych z bezmyślnymi psami chcącymi się z nią zaprzyjaźnić czy też na wciśnięcie sobie w pyszczek tabletki na odrobaczenie. Po jakimś czasie, kiedy to kotka miała mieć małe kocięta, przybłąkał się kot – biedny, chory i wyglądający jak trzynaście nieszczęść. Duży się zlitował i przygarnął kocisko. Jeździłam do weterynarza, wciskałam tabletki, kurowałam. Kiedy kot był już odratowany, zginął śmiercią tragiczną. Żałoba w domu trwała dwa tygodnie a po tym czasie zdecydowałam wziąć jakiegoś biedaka ze schroniska. Pojechaliśmy na zwiad….Weszłam do pomieszczenia gdzie były młode koty….Zamurowało mnie. Dziesiątki kotów miauczących każdy na swoją nutę i melodię. Ładne, bure, pstrokate, czarne, szare, trikolorki. Jeden ładniejszy od drugiego. Stanęłam na środku zastanawiając się, którego mam wybrać kiedy na ręce wskoczył mi kot. Brzydki to mało powiedziane. Paskudny. Jak dżdżysta noc listopadowa. Mało widziałam tak brzydkich kociąt. Szpiczasty pyszczek,  groteskowo wielgachne uszy, chudy jak szczapa i do tego miauczał w  przeraźliwie piszczącej tonacji. Kiedy go pogłaskałam ten wpadł od razu  w wibracje. Zrobiło mi się go żal. Zapytała czy mogę go wziąć – panienka zajmująca się wolontariatem w schronisku, moralizatorskim tonem zapytała „ZNA PANI HISTORIE BLUSA??” Niby skąd miałam znać?? Nie dość, że brzydki jak Kwasimodo, to jeszcze z „takim” imieniem i swoją  historią w tak krótkim, kocim życiu. Wolontariuszka opowiedziała, jak to dzika kotka po sterylizacji wróciła do swojego otoczenia a kocięta zostały. Wszystkie brzydactwa znalazły domy ale ten pechowiec zachorował na koci katar i jego nowy właściciel nagle przestał chcieć kichającego brzydala i oddał biedę do schroniska. Nie mogłam kociaka zabrać od razu, bo jeszcze trwała kuracja, ale zaraz po jej skończeniu pojechaliśmy po niego. I tym sposobem czarny brzydal został naszym kolejnym domownikiem.



W między czasie mieliśmy kilka psich i kocich podrzutków. Najbardziej przeżyłam podrzutka labradora. Suczka zjawiła się nagle w naszym ogródku – nie wiadomo skąd. Typowa labradorka, ot, taki radosny głupol. Kiedy jechałam do pracy biegła ze skowytem 300 m.  za samochodem. Później wracała, siadała pod drzwiami i czekała na nasz powrót. Nie mieliśmy jeszcze kompletnego ogrodzenia i pies upodobał sobie naszą „najulubieńszą” sąsiadkę. Szczekał na nią i zaczął przejawiać w stosunku do niej złość i agresję, co naprawdę nie leży w naturze labradorów. Widocznie psy rozpoznają charakter ludzi szybciej niż nam się wydaje. Oczywiście nie odbyło się bez wizyty policji. Psa nie mogłam zatrzymać, więc musiałam zawiadomić pracowników gminy. Na drugi dzień przyjechał urzędnik, zabrał psa do schroniska. Okazało się, że były właściciel psa znany był już z prób pozbycia się labradorki i tym razem wyrzucił suczkę z samochodu. Ale już kilka dni później dostałam maila ze schroniska wraz ze zdjęciami z nowego już, domu, do którego trafiła młoda suczka. Kiedy udało dokończyć ogrodzenie zdecydowaliśmy się na psa. Wybór rasy był trudny, bo chciałam żeby to była decyzja przemyślana. W końcu miało nas czekać kilkanaście wspólnych lat. W końcu po zastanawianiu się czy ma to być tosa inu, czy może owczarek czy rottwailer zdecydowaliśmy się na psicę rasy owczarek niemiecki. Pies z hodowli, ale jak się później okazało, po bardzo agresywnych rodzicach,  dużo pracy i cierpliwości musiałam włożyć z ułożenie psicy i w walkę o dominację w stadzie. Nie obyło się bez pomocy specjalisty-tresera, ale dziś psica jest najukochańszym futrem we wszechświecie.

Oczywiście nie odpuszcza żadnemu intruzowi, nie ważne czy to inkasent czy zbieracz złomu – psica pilnuje swoich włości. A my jej pozwalamy być psem stróżującym. Nawiedzają nas też zwierzęta "sezonowe." Mamy zaprzyjaźnionego jeża Jerzego, jaszczurki, zaskrońce, żaby…Były kotki podrzutki,  pieski znajdy bo jakoś nigdy nie umieliśmy ignorować futrzastych. I nie wyobrażam sobie, żeby w naszym domu nie było kudłatych stworzeń. Mimo sierści na fotelach, mimo pozaciąganej tapicerki na krzesłach, mimo konieczności odkurzania 3 razy w tygodniu, mimo wszystko…A może miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do zwierząt??


cdn...


36 komentarzy:

  1. I my mieliśmy owczarka niemieckiego.
    Pozdrawiam Jago. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne psy a dobrze ułożone mogą być mądrymi stróżami i towarzyszami

      Usuń
  2. Z dużą uwagą przeczytałam ten post. Ludzie są różni, ale dla mnie miarą wartości człowieczeństwa jest postawa wobec innych istot, szczególnie słabszych, jak również (a może przede wszystkim" wobec "braci mniejszych". Fantastycznie, że są też tacy ludzie jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ,ale zawsze lubiłam zwierzaki

      Usuń
  3. A u mnie też zwierzyniec - 3 koty - jak na razie. U mnie znowu zwierzęta mają zwyczaj przychodzić za nami spod sklepu (1,5 km od miejsca zamieszkania) no i jak przyjdą - to tak zostają, co zrobić gdy właściciela brak ? :) A nam nie przeszkadza ich towarzystwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A takie znajdy są najwdzięczniejsze

      Usuń
  4. Ja też z tych lubujących się tylko w dużych "gadzinach". Tak prawdę mówiąc, to ten mój "Bulterier" jest z nich najbardziej kompaktowy, choć już waży 30 dychy i jeszcze trochę przybierze:) Pies doskonale wyczuwa charakter i to jest w nich najpiękniejsze, bo pokazują nam jakimi osobami jesteśmy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na darmo się mówi, że pies się upodabnia do właściciela... Bulterier-Fajny piesek - ale też ma charakterek :) Jak byś mu pozwoliła to na pytanie "CZY BOISZ SIĘ SWOJEGO PSA" musiałabyś odpowiadać twierdząco :)))

      Usuń
  5. Najważniejsze, że ciąg dalszy nastąpi...no pewnie, że traktowanie naszych braci mniejszych ( z wyjątkiem gołębi dachowych) jest miarą człowieczeństwa, a że wszystkie do CIEBIE lgną to mnie nie dziwi. Psy miałam dwa, rybki, papużki, żółwie. Może na emeryturze sprawię sobie psa, bo teraz siedziałby sam w domu (w bloku na 3 piętrze)i wył całymi dniami, jak inne, które "umilają" nam osiedlowe życie...
    A ten bieda słodziak jest cudny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieda to najbrzydsze kocię jakie widziałam - dlatego go wzięłam

      Usuń
  6. Super!! Zazdroszczę bardzo, psica piękna (zachwycałam się już jej zdecydowanym charakterem przy okazji innego Twojego wpisu, jak to się obraziła... hehe). Też miałam przygody z psami - ostatniego zabrała mi moja mama i nie chce oddać, bo się tam w nim zakochali. No cóż. Może kiedyś przypałęta się coś, co jednak zostanie na dobre... Pozdrawiam! (p.S. Typowe te koty... Ale brzydal wcale taki brzydki nie jest...;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny wilk! No po prostu piękny!! Nie znalazłam w notce imienia.
    Pewnie już mówiłam kiedyś, ale nie lubię kotów. Boję się ich. Nie zmienia to faktu, że i opowieści o kotach i ich zdjęcia bardzo lubię. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg opowieści o futrach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aza - a kot to nie lew i nie można się ich bać :) Mają swoje nawyki i trzeba je zaakceptować, bo zmienić się nie dają

      Usuń
    2. No można, można. Boję się od dzieciństwa. To pewnie jakaś fobia. Siłą rzeczy z opowieści rodzinnych wiem, że kot skoczył kiedyś do wózka na mnie. Odtąd nie znoszę żadnych bardzo puszystych futerek (nigdy nie marzyłam o futrze z lisów na ten przykład;-))). Gdy byłam dzieckiem i rodzice chcieli ograniczyć mi dostęp np do telewizora czy radia wystarczyło połozyć tam kłębek waty.

      Usuń
  8. O! Więc jednak Dr. Dolittle jest kobietą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajniki rozmów ze zwierzakami dopiero zgłębiam-najgorzej mi idzie ze skalarami

      Usuń
  9. jestem kociarą nad kociarami! jak tylko osiądę na stałe w jednym miejscu mój dom wypełni się zwierzyną i będę miała w nosie sprzątanie, sierść czy porwaną tapicerkę- koty w moim domu były i będą zawsze! Psów się boję odkąd tuż przed sylwestrem 10 lat temu jeden mnie pogryzł. Nie bałam się ich wcześniej kompletnie ale po tym incydencie kiedy wielki jak niedźwiedź chyba kundel obiegł mnie i zaatakował od tyłu, to krzyczałam i odskakiwałam nawet gdy malutki kundelek biegł w moją stronę- no masakra. teraz jest trochę lepiej choć i tak się boję szczególnie gdy jakiś pies biegnie w moją stronę. niesamowite co jeden atak może zrobić z ludzką psychiką, ale psa też chcę mieć bo swojego własnego bać się nie będę:)
    ps wiem już dlaczego od razu polubiłam Ciebie i Twojego bloga, bo kochasz zwierzęta czyli musisz być dobrym człekiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie jak można nie lubić zwierząt. Przed sylwestrem psy mają traumę przez wystrzały i petardy.... Dziecek ma też fobię bo jak był małym dzieckiem ugryzł go pies - ale domowemu się nie daje :)

      Usuń
  10. piękny pies
    czy masz wrażenie, że ONki są zawsze uśmiechnięte?

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie kochane zwierzaczki tuliłabym bez końca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Fajne ale kotka nie nadaje się do tulenia :)

      Usuń
  12. No jak możesz Jago...Blus jest przecudny :) i wygląda prawie jak mój Julian kiedy go przywieźliśmy do domu...a wyrósł na przepięknego kociego arystokratę :) Poza nim w domu jest jeszcze mops i owczarek tybetański :) był rottweiler, owczarek niemiecki i kaukaz
    buziaki Wanilia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz nazywa się Gizmo i z tym brzydalem na fotce niewiele ma wspólnego - faktycznie jest ładny czarny kocur.

      Usuń
  13. :-) dom bez zwierząt jest tak niepełny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni że niepełny :)

      Usuń
  14. Psica jest cudna! Jak moje bachorasy podrosną do sprzątania po psie też przytulę jakiegoś owczarka:) Póki co mamy stareńką kocicę co już nawet uciekać nie ma ochoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - taki pies to jak kolejne dziecko

      Usuń
  15. No i moja Jagus jesteś moją siostrą przyrodnią bo jak kocham też od dziecka psia i kocia mama i tak mi juz wdorosłym zyciu pozostało miałam jamniczkę tera od dziesieciu lat od szczeniecych lat jej owczarzycę Fionkę....

    OdpowiedzUsuń
  16. Jago zdobyłaś moje serce tym przydomowym zwierzyńcem! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nowa ona.. vitka :) kochana skąd ja to znam?? sama w bloku mam rudzielca a moja mama nauczyła mnie miłości do zwierząt za co jestem jej ogromnie wdzięczna... cieszę się ze istnieją takie osoby jak ty którym zwierzęta nie są obce.. udanego dnia buziak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie jest mieć zwierzaki w domu :)

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.