środa, 11 maja 2016

Jaga na Facebook'u:



Nie jest łatwo.... ?


Ogólnie staram się  nie narzekać, ogólnie oczywiście. Zdarza mi się psioczyć na deszcz czy wiatr, ale ogólnie, robię co mogę, żeby nie być ględą, marudą. Tłumaczę sobie i wszystkim wokół, że nie mam powodów na marudzenia i narzekania. A jeśli życie stawia na mojej drodze upierdliwych maruderów, omijam ich szerokim łukiem.  Jakoś tak wysysają ze mnie całą energię, radość i chęć do życia. To, że coś sprawia mi trudność, nie jest powodem do narzekania. Zachciało mi się wagę zbijać (żeby nie było że jestem próżna to powiedzmy, że w  w celach prozdrowotnych oczywiście i tej wersji będę się trzymać jak niepodległości) więc ponoszę konsekwencje swojej decyzji. Zapisałam się do klubu fitness, ale towarzystwo tam przybywające nie zachęcało mnie do wysiłku fizycznego. Lalunie przychodziły tam na pewno nie po to, aby ćwiczyć. Dzielnie zdzierżyłam ich zachowania, ale jak zaczęły szydzić z dziewczęcia, które mając lat około 25 dorobiło się otyłości chorobliwej, mój system nerwowy tego nie zniósł. Szacun dla dziewczyny, która pokonała swój wstyd i wyszła z domowej kuchni, żeby ćwiczyć, dla dziewczyny, której chciało się coś z sobą zrobić. I jak zazwyczaj staram się zmielić pod nosem moje komentarze w kierunku innych, bo zdaję sobie sprawę, że język mam cięty i jad z  sarkazmem wyssałam z mlekiem matki, tak wówczas mój ozór był szybszy niż mózg i aparat zgryzu (w celu przygryzienia sobie języka) Kiedy dziunie - lalunie chichotały nad swoimi niewybrednymi żartami w kierunku grubej dziewczyny, nie wytrzymałam. Dwa szybkie zdania, z zapytaniem  czy lalunie  chcą mieć swój wypasiony smartfonik w swoim kształtnym zadku czy w przełyku i wystarczyło, aby dziewczynki wybałuszyły swe pomalowane gały we mnie z przerażeniem i co najważniejsze, odczepiły się od, co tu czarować, naprawdę dużej dziewczyny. Za to mnie zaczęły unikać jak zarazy. Chyba zabrzmiałam przekonywająco. I co?? Mi nie jest łatwo? A co ma powiedzieć dziewczyna, która, nie dość, że zaczęła walkę z dziesiątkami nadprogramowych kilogramów, to musiała znosić impertynencje pustogłowych  miss siłowni.

Zmieniłam miejsce, bo jakoś nie lubię się wkurzać na sytuacje na które nie mam wpływu.  I co się okazało? Że w zamian za zdradę konkurencji dostałam kilka godzin z trenerem osobistym. Trener niewiele starszy od mojego pierworodnego. Jak zorientował się, że daję rady kondycyjnie, postanowił pokazać jak powinno się ćwiczyć. Chwilami czułam, że nie dam rady, że już nie mam siły...ale on nie dawał za wygraną. Było mi niedobrze, miałam mdłości z wysiłku i kiedy jęczałam, że się porzygam i że to za trudne, on odpowiadał, że nie ma rzeczy prostych. Właśnie, że są!! Prosto przecież jest zjeść pudło ciastek czy  tabliczkę czekolady wielkości stołu. Podzieliłam się z nim swoimi refleksjami. I co usłyszałam?? "Zależy dla kogo" - odparł trener - "ja bym nie dał rady tego zjeść" - dodał, wytrącając mi tym samym argument z ręki i dokładając  jeszcze 15 wykroków z obciążeniem, robisz, robisz robisz... niżej na nogach…dasz  radę! No pewnie, że dam radę....Mi nie jest łatwo?  Wychodzę z siłowni, która mieści się na ostatnim piętrze jednej z rzeszowskiej galerii. Są ruchome schody. Podchodzę. Przede mną stoi matka podtrzymując za ramiona około 10 letniego chłopaka. Nie znam się na jednostkach chorobowych, ale na moje oko, chłopak był (chyba) z porażeniem mózgowym. Dzieciak boi się stanąć na ruchomych schodach. Jego ruchy są niezborne, niezgrabne i koślawe. Lekko się chwieje przy każdorazowej chęci wejścia na schody. Po kilku próbach wejścia na stopień matka chłopaka krzyczy do kobiety stojącej już na dole "On nie da rady, poszukamy schodów", odsuwa dziecko, żebym mogła zjechać na dół...Stoję na stopniu. Nieoczekiwanie, tuż za mną, dzieciak wykorzystując nieuwagę matki, z trudem, koślawo i niezgrabnie robi dwa kroki. JEST!!! Udało się. Odwracam się do niego. Jego matka asekurując staje tuż za nim. Dzieciak jest rozpromieniony.  Ja mam narzekać ? Na co ?? Na to, że się obżerałam słodyczami? Na to, że mi się zadek powiększył do rozmiarów nie znajdujących (p)okrycia w domowej garderobie? Uśmiechnięty i rozpromieniony chłopak macha do mnie wyciągniętym w górę kciukiem. Odwzajemniam gest. Lekko zaszkliły mi się oczy...Nie wstyd Ci Jaga...I co?? Mi nie jest łatwo??





49 komentarzy:

  1. Cięty język i wrażliwość to raczej wybuchowa mieszanka. Oj, nie jest Ci łatwo- i to nie z powodu miłości do słodkości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjjj.. Żebyś wiedziała że bardzo wybuchowa

      Usuń
  2. Takie same refleksje dopadają mnie często. Kiedyś idziemy z mężem i na coś narzekamy, nawet już nie pamiętam na co. Mija nas kobieta z dziewczynką na wózku , dziecko podłączone do skomplikowanej aparatury, leżące jak roślinka, a matka z uśmiechem o czymś opowiada...
    Spojrzeliśmy z mężem na siebie i wstyd nam się zrobiło, że my zdrowi, syn dorosły dobrze sobie radzi, za pracę nam płacą i narzekamy? Nie mamy prawa!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś mnie nie pociesza, że inni mają gorzej. Bo są też tacy co mają lepiej. No, ale ja jestem maruda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież tu wcale nie chodzi o pocieszenie się że inni mają gorzej. Chodzi o to żeby nauczyć się cieszyć z drobnych rzeczy.

      Usuń
    2. a kto napisał, że mają gorzej? Mogłabyś się zdziwić Ewa (Ind) :-) Wiem, co mówię :D

      Usuń
    3. Racja - nie pisałam, że mają gorzej - zrobiło mi się po prostu głupio, że sama nad sobą zaczęłam się roztkliwiać a tu, dla dzieciaka zwykłe wejście na schody to jak wyprawa na Mount Everest

      Usuń
    4. No dobra. Porównywanie się nic mi nie daje. Bo ja mam swoje Mount Everesty.
      Pracowałam z chłopcem, dla którego wiazanie butów było nie do przeskoczenia. Nie mógł zapamiętać kolejności ruchów. Mam się cieszyć, że ja to umiem? Skoro nie mnożę w pamięci liczb dwucyfrowych, co dla niego było pestką?
      Jak nie jest łatwo, to nie jesti porownania nic nie zmienią.
      A co mnie mogłoby zdziwić, Ewo Kaczm? Bo nie zrozumiałam

      Usuń
  4. Też przestałam narzekać, cieszę się tym co mam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie martw się kochana ja mam podobny charakter, który codziennie mi przynosi z tego powodu kłopoty:) Ale co mogę na to, że jestem wrażliwa na krzywdy ludzkie? To chyba dobra cecha? A że mam niewyparzony język, to już skutek uboczny:) Trzymam kciuki za twoja ciężką pracę, fajnie że ciężko pracujesz to przyniesie efekty:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nigdy nie przestanę narzekać! Mam to we krwi, w genach i we wszystkim innym! Wszędzie mi źle, a najgorzej w domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak by mi było w domu tak źle jak Tobie to bym się wyprowadziła :) To jak by chodzić z kamykiem w bucie i nie wyciągnąć go tylko narzekać :))))

      Usuń
    2. Kamyk sam powinien wylecieć z buta, bo przecież sam do buta wpadł!

      Usuń
  7. Uwielbiam wszystkich z niewyparzonym językiem. Z wiekiem też coraz częściej odważam się komuś dogadać, tak żeby w pięty poszło. A co do siłowni - szaaaaaaacun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj....Z tym uwielbieniem to Cię chyba troszkę poniosło :))) A ja z kolei z wiekiem pokornieje. Staram się trzymać język za zębami bo nie raz przyniósł mi on kłopoty

      Usuń
  8. Super tekst i bardzo prawdziwy! Łatwo nam jest na co dzień nie dostrzegać tego, jak wiele mamy powodów do radości, a trzeba o nich pamiętać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie o to mi chodziło - o zwykłą radość z codziennego życia

      Usuń
  9. Cieszę się, że dałaś radę. Ja próbuję ćwiczyć, nie wychodzi, więc rezygnuję. Słaba wola, więc się poddaję i tyle.Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia silnej woli jest sprawą dyskusyjną...wg mnie to problem nastawienia się psychicznego, tak jest z rzucaniem palenia czy z innymi "przypadłościami i decyzjami." Skoro podjęłam decyzję - jestem konsekwentna. Można to podciągnąć pod rozwój osobisty, bo nie tylko opery mydlane mi zostały.Zresztą tych nie oglądałam nigdy więc nie sądzę żebym teraz miała zacząć, zdecydowanie wolę siłownię. :) no i Tobie życzę wytrwałości bo w końcu nic nie przychodzi łatwo

      Usuń
  10. Jaguś nie masz łatwo ale jesteś kobietka z wielkimi dobrymi zasadami i realnym prawidlowym spojrzeniem na świat. A panienkom się nalezał prysznic za te przygaduchy w stronej madrej dziewczyny podejmujacej walke o swoje zdrowie Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)) To nie były "przygaduchy" - to były złośliwe, aroganckie i kąśliwe docinki. Dziewcze się nie odezwało - więc mnie szlag trafił.

      Usuń
  11. Ty to umiesz tak napisać i tak zmieniać nastroje czytelnika, że aż się boję. A tak na serio. Często takie zetknięcie się dwóch odrębnych światów pokazuje nam, co naprawdę w życiu jest ważne, co trudne, co nie do zniesienia. Taki pstryczek od nosa.
    Też nie lubię narzekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Polecam się na przyszłość :)) Bo ja tak widzę świat :)) Pstryczek w nos - ładnie napisane...

      Usuń
    2. Jago, trafiłaś w punkt. Ja cały czas powtarzam: nie ma co marudzić, bo zawsze może być gorzej.
      Pozdrowionka optymistyczne

      Usuń
  12. Sytuacja na siłowni jest dla mnie oburzająca. NIGDY nie należy się śmiać czy potępiać kogoś, kto próbuje coś w sobie zmienić na lepsze. Niestety, najłatwiej się śmiać i wydziwiać... Zawsze sobie tak tłumaczę, że karma wszystkich kiedyś dopada...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dobrze - jeśli karma wraca to one to poczują na własnych chudych tyłkach

      Usuń
  13. Witaj Jago :)
    Bardzo ciekawy i mądry wpis. Za ten Twój cięty język dostajesz ode mnie duży plus, bo jeśli jest on w słusznej i dobrej sprawie, to się chwali. Pustym i zepsutym panienkom należała się taka cięta riposta. Oby więcej takich odważnych, a świat może wreszcie zacząłby się zmieniać na lepsze? Poniekąd rozumiem o czym piszesz, bo jestem osobą impulsywną i najpierw coś mówię, a potem to przemyśliwuję. Szczerze powiedziawszy, wiele razy bardzo tego żałowałam, więc nauczyłam się, jednak trzymać swoją impulsywność na wodzy.
    Tak w ogóle, to stoję akurat po stronie tych innych, dla których schody, czy mała górka są właśnie jak Mount Everest. Powiem Ci, że jest mi ciężko bardzo, mam dość poważnie obciążony organizm różnymi ustrojstwami, ale pomimo wszystko jest we mnie chęć walki, chociaż przyznaję, że czasem wymiękam i na chwilę zaczynam się staczać, po to, by znów próbować się wspiąć na szczyt. Nie jest to prosta walka, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Myślę, że byłoby mi prościej wyjść z domu i pracować nad sobą, ale niestety na swej drodze
    spotykam większość takich próżnych lasek niż osób z takim ciętym językiem jak Twój i wierz mi, że to potrafi podciąć skrzydła nawet odpornej na docinki osobie.
    Wiem, że nie powinnam się przejmować, ale niestety nie dam rady się na to uodpornić, dlatego za każdym razem język staje mi kołkiem w gardle i oczy zachodzą łzami. Moja droga Jago może zechcesz zostać mym bodyguardem, żebym mogła nauczyć się, jak radzić sobie w tych ekstremalnych dla mnie sytuacjach.

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wytrwałość i powodzenie w dążeniu do swoich celów :)
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i zapraszam oczywiście ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Jago :)
    Bardzo ciekawy i mądry wpis. Za ten Twój cięty język dostajesz ode mnie duży plus, bo jeśli jest on w słusznej i dobrej sprawie, to się chwali. Pustym i zepsutym panienkom należała się taka cięta riposta. Oby więcej takich odważnych, a świat może wreszcie zacząłby się zmieniać na lepsze? Poniekąd rozumiem o czym piszesz, bo jestem osobą impulsywną i najpierw coś mówię, a potem to przemyśliwuję. Szczerze powiedziawszy, wiele razy bardzo tego żałowałam, więc nauczyłam się, jednak trzymać swoją impulsywność na wodzy.
    Tak w ogóle, to stoję akurat po stronie tych innych, dla których schody, czy mała górka są właśnie jak Mount Everest. Powiem Ci, że jest mi ciężko bardzo, mam dość poważnie obciążony organizm różnymi ustrojstwami, ale pomimo wszystko jest we mnie chęć walki, chociaż przyznaję, że czasem wymiękam i na chwilę zaczynam się staczać, po to, by znów próbować się wspiąć na szczyt. Nie jest to prosta walka, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Myślę, że byłoby mi prościej wyjść z domu i pracować nad sobą, ale niestety na swej drodze
    spotykam większość takich próżnych lasek niż osób z takim ciętym językiem jak Twój i wierz mi, że to potrafi podciąć skrzydła nawet odpornej na docinki osobie.
    Wiem, że nie powinnam się przejmować, ale niestety nie dam rady się na to uodpornić, dlatego za każdym razem język staje mi kołkiem w gardle i oczy zachodzą łzami. Moja droga Jago może zechcesz zostać mym bodyguardem, żebym mogła nauczyć się, jak radzić sobie w tych ekstremalnych dla mnie sytuacjach.

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wytrwałość i powodzenie w dążeniu do swoich celów :)
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i zapraszam oczywiście ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. I bardzo dobrze, że zareagowałaś, tak trzeba. Chyba te lalunie nigdy od nikogo nie usłyszały, co inni o nich sądzą. Lub może było odwrotnie. Często takie osoby, które wybierają sobie ofiary w swoim otoczeniu, nie zaznały żadnego uczucia ze strony swoich rodziców i krewnych. Ale co my możemy na to poradzić - tylko sprowadzić je na ziemię lub wysłać do psychologa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drażnią mnie takie pustogłowe kretynki - mogły sobie chichotać nie czepiając się nikogo - same zaczęły.

      Usuń
  16. Dzielna z Ciebie dziewczyna. daj mi parę kilo, bo ja mam ich za mało :)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z radością - dycha jest Twoja :)

      Usuń
  17. Tak straszliwie się zestarzałam, że zaczęłam doceniać to co mam. Wstaję rano i zacieszam. Może zaczęłam sobie zdawać sprawę jak szybko można wszystko stracić? A może zmądrzałam? Tańcz dzisiaj, jeśli możesz, nie wiadomo co będzie jutro.
    Uściski. Ja w zetknięciu z chamstwem kamienieję...a tak chciałabym użyć jęzora i wywijać nim jak szablą:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba z wiekiem pokorniejemy i cieszymy się tym co mamy. W zetknięciu z chamstwem wybucham - nie moja zasługa ani wina

      Usuń
  18. Ze wstydem muszę się przyznać, że ja już dawno uodporniłem się na wszelkiego rodzaju przejawy chamstwa i wulgaryzmów. Podejrzewam, że jest to efekt wypaczenia zawodowego dotykającego wielu nauczycieli. Omijam takie sytuacje w myśl powiedzenia, że "to nie moje małpy, i nie mój cyrk". Czasami się tylko zastanawiam - tak jak Ty to zrobiłaś - że może jednak powinienem zareagować.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem , nie zastanawiam się jak "to" zrobić, może dlatego, że mam taką naturkę?? - u mnie to iskra i... BUUUM !! Leci słowotok .... Dlatego moje szczęki muszę być mocne żeby za często nie puszczać języka zbyt wolno

      Usuń
  19. Cieszenie się chwilą, to piękna rzecz. Można się jej nauczyć, chociaż nauka trochę trwa. Potem jednak naprawdę lepiej się żyje.
    Na chamstwo niestety nie umiem zareagować - złością, nie ma sensu, najlepiej celną, a złośliwą uwagą, ale takie przychodzą mi dopiero kilka godzin po sytuacji, w której tej ciętej riposty należałoby użyć. Cóż, taki mój refleks, godny szachisty korespondencyjnego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz...a ja często wolałabym zamilczeć, ale to silniejsze ode mnie. Najpierw mówię a później myślę, że mogłam się nie odzywać.

      Usuń
  20. Droga Jago, wczoraj weszłam na Twojego bloga z listy "Pani od biblioteki". Czytam dopiero pierwszą zakładkę i śmieję się zazwyczaj, bo masz wspaniale lekki styl pisania, dużą doże autoironii i przewspaniałe poczucie humoru. Już wiem, że Twojego bloga przeczytam od deski do deski, każdą zakładkę.Dlatego nie zdziw się jeżeli zaczną jak grzyby po deszczu wyrastać moje komentarze. Do tego miejsca(idąc od pierwszego postu w zakładce)miałam ochotę z 5 razy na komentarz. W tym miejscu jednak nie mogłam pohamować swojego" komentarzowego gadulstwa", bo treść dotyczy mnie w całości: mam nadwagę(choć niestety już nie 25 lat)i od urodzenia choruję na Dziecięce Porażenie Mózgowe. Dopóki nie zaczęłam chodzić samodzielnie w wieku lat 5, to matka też prowadzała mnie czasami, biorąc pod pachy, tak jak w opisanym przez Ciebie przypadku. Na szczęście z ruchomymi schodami zetknęłam się dopiero jako dorosła kobieta, ale rozumiem radość tego dziecka. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że chcesz czytać całość - Nie kazdemu podoba się moje postrzeganie świata przez ironię i sarkarm

      Usuń
    2. Bo niewielu ma odwagę w ten sposób patrzeć na siebie i innych. Dziękując za godziny spędzone z Twoim blogiem, życzę dalszych rewelacyjnych tekstów i równie udanych opraw graficznych, które w całym blogu robiły na mnie oszałamiające wrażenie.

      Usuń
    3. Może patrzą tak żeby nie widzieć ...

      Usuń
  21. Czasem człowiek nie docenia tego, co ma...
    A ma tak wiele...
    Ciągłe narzekanie, negatywne podejście bez powodu.
    A przecież można inaczej.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.