wtorek, 24 maja 2016

Jaga na Facebook'u:



Nie ma mocnych czyli baba za kierownicą

Tak wiele rzeczy na całe życie, zależy od jednej chwili

Minął już ponad miesiąc od tego traumatycznego przeżycia, trochę ochłonęłam i mogę już o tym napisać bez chęci mordu w oczach. W moim domu rodzinnym zawsze było auto, tato pozwalał nam samodzielnie ruszać, cofać, czy próbować swoich możliwości na parkingu. Ale ponieważ mój ojciec należy do tych facetów (niestety, tu współczuję mamie), którzy zawsze wiedzą lepiej jak kobieta powinna jeździć, ciągle strofuje, upomina i poucza jakoby miał patent na wszystko. Więc jako krnąbrna i przekorna nastolatka odmówiłam w warunkach domowych zrobienia prawa jazdy. Na kurs poszłam będąc młodą mężatką. W pierwszych naszych wspólnych jazdach Duży wykazał się anielską cierpliwością, bo jak każdy początkujący kierowca niejedno miałam na sumieniu. Ale od tego czasu minęło 20 lat... Jakoś nie miałam nigdy problemów ze zmianą auta na inny model czy inne gabaryty i nie miałam też problemów z jeżdżeniem parkowaniem, cofaniem. Zdarzało się, że bardziej doświadczeni kierowcy zakładali się czy uda mi się wetkać auto, w za małe w ich wyobrażeniu, miejsce parkingowe. Oczywiście, że udawało mi się bez zadrapań czy jakichkolwiek komplikacji. Jazda sprawia mi przyjemność i nie wyobrażam sobie życia bez czterech kółek. Ale kto z nas, jeżdżących codziennie, nie spotkał na swojej drodze kierowcy, który ma za nic przepisy ruchu drogowego? Kto z nas nie spotkał króla szos, któremu wydaje się, że skoro jest duży to może więcej?? Kto z nas nie zastanawiał się choć przez chwilę, dlaczego tacy ludzie mają nasze życie i bezpieczeństwo za nic? Tak było ze mną..To były sekundy...I co z tego, ze jechałam zgodnie z przepisami, co z tego, że próbowałam uciekać i ratowałam się jak mogłam.... Ale stało się - uderzyło we m nie kilka ton żelastwa. Na nic się zdały próby ucieczki od wielkiego Tira…No i miałam podobno szczęście...Statystyki wypadków tirów z samochodami osobowymi mówią same za siebie. Mało kto wychodzi z takiej "przygody" bez uszczerbku na zdrowiu. Strażacy, którzy przybyli na miejsce nie ukrywali swej radości z tego, że wysiadłam z samochodu o własnych siłach, więcej, że wydzierałam się na kierowcę Tira, który utrzymywał wszystkich w przekonaniu, że to moja wina. Niestety (dla niego niestety, bo dla mnie na całe szczęście) w ciągu paru sekund można było to udowodnić. Facet nie zatrzymał się wjeżdżając na skrzyżowanie z ruchem okrężnym, ja już byłam w ruchu, więc po pierwsze miałam pierwszeństwo a po drugie nie miałam szans w starciu z gigantem. Zaczepił szoferką o mój samochód niszcząc prawy, przedni  bok auta i dopiero wtedy zaczął hamować, ale wtedy naczepa bezwładnie go wyprzedziła niszcząc prawy tył mojego auta. Na moim aucie zostawił ślady jego lakieru z kabiny a z tyłu zgniecione blachy od uderzenia naczepą. Nie obeszło się oczywiście bez nerwowego udowadniania, kto jechał prawidłowo, ale policjanci mieli na tyle zdrowego rozsądku, że nie dali wiary jego głupim tłumaczeniom, że jakoby, wjechałam mu pod naczepę....Gdyby tak było musiała bym jechać na wstecznym...No i niesmak po tym jak kierowca próbował zwalić winę na mnie a wystarczyło zwykłe "przepraszam". Myślał biedak, że żółty trójkąt to oznaczenie męskiej ubikacji? Wrzeszczał, że mogłam się usunąć (ciekawe gdzie, kiedy już byłam na skrzyżowaniu, więc musiałabym się zdematerializować), krzyczał, że na zachodzie to wszyscy mu ustępowali pierwszeństwa…A na koniec mnie dosłownie osłabił, proponując, żebym wepchała auto na chodnik i żebyśmy „się dogadali”. Akurat. Zadzwoniłam na policję, bo pan kierowca nie chciał. Policja i straż przyjechała po 8 minutach. Dostał mandat, szkody będą usuwane z jego ubezpieczenia, ale nikt mi nie zwróci strachu, traumy i nerwów straconych w całym zajściu. Przez kilka dni, przysypiając, zrywałam się widząc jadącego prosto we mnie kierowcę olbrzyma. Gdyby to ode mnie zależało kierowcy Tirów nie mieli by prawa poruszania się po polskich drogach. To pozbawieni wyobraźni ludzie za kierownicą. Kolej zaczęła by być rentowna..Życzę ludziom jeżdżącym takimi olbrzymami więcej rozsądku i obowiązkowych badań psychiatrycznych raz do roku.


I dokładnie tak gdzie szczyt strzałki przy niebieskim autku na rysunku ten oszołom mnie rozjechał. 


56 komentarzy:

  1. Ha. Po pierwsze, cieszę się że żyjesz i jesteś w całości. Cóż, jako mieszkaniec najbardziej ludnej i zasamochodowionej części kraju, wiem co to jest wadzić się z tirami. Brrr....
    Ja też lubię jeździć, parkować nie umiem. No, znaczy zaparkuję, ale jeśli mam jakieś 10 metrów kwadratowych dla siebie. Nie lubię ścisku.:-)
    Moje dziecko niedawno dołączyło do automobilistów w Rzeszowie, uważaj, dopiero od pół roku ma prawo jazdy, a jak widzę umiejętności parkowania odziedziczył po matce! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mam nadzieję , że swój limit szczęścia do kierowców wyczerpałam. Jak będziesz Dziecko odwiedzać to nie zapomnij o zapowiedzianej kawie ze mną :)

      Usuń
  2. No, no. Ty to masz ciekawe życie. Dobrze, że nie tylko masz szczęście to jeszcze nie dałaś się ujarzmić tirowcowi. Pełny szacunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, wolała bym odpuścić te "ciekawostki" :) A kierowca był nie dość, że niedowidzący to jeszcze chamowaty

      Usuń
  3. Król szos, cholera jasna! Oczywiście, że powinni jeździć pociągami. W wielu krajach tak jest. Najbardziej mnie wkurza bezsilność. Bo co z tego, że jesteś trzeźwa,ze jedziesz przepisowo, skoro możesz trafić na idiotę. Dobrze,że jesteś cała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tym...Niech jeżdżą koleją. Zapłacił mandat i nadal będzie żył w przekonaniu, że duży jest i mu wolno

      Usuń
  4. Skąd ja znam te TIRowe maniery. Oni są po prostu koszmarni. Kilka lat temu też miałam starcie z tym typem kierowcy. Otóż jechałam sobie główną drogą i w dodatku miałam zielone, a tu obok mnie z podporządkowanej wyjechał ogromny TIR, który nagle zaczął zjeżdżać przede mnie myśląc, że się zmieści. No i się nie zmieścił, zahaczył w zasadzie tylnym lewym kołem, bo mniej więcej na tej właśnie wysokości był mój samochód i uszkodził mi prawy przedni błotnik. Mi na szczęście nic się nie stało, bo prędkość była mała. Zjechałam na pobocze i TIR również. Myślałam, że facet mnie przeprosi, a on z mordą do mnie wystartował i zaczął się wydzierać, że kto mi dał prawo jazdy, że ślepa jestem i takie tam niecenzuralne słowa. Wtedy byłam zdenerwowana i zielona w te klocki, ale teraz po latach jazdy już wiedziałabym jak się zachować. Zanim wyszłam z osłupienia, to kierowca wsiadł do TIRa i odjechał. No cóż wtedy mu się upiekło, ale teraz już tak łatwo by mu ze mną nie poszło :) Też apeluję do Kierowców swoich wielkich niszczycieli szos, by się ogarnęli i zaczęli dostrzegać również to co małe wokół siebie.

    UFF dobrze, że to tylko tak się skończyło, bo nawet nie chcę myśleć co by było gdyby .... miałaś dużo szczęścia, ktoś tam jednak nad Tobą czuwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezczelni na maxa... Dobrze, że ja nie dałam się zakrzyczeć kierowcy.

      Usuń
  5. Jago identyczny wypadek w lutym miał mój syn, tylko, że w niego uderzył autobus dalekobieżny. Jechał do ojca do szpitala. Mieliście obydwoje szczęście, że nic Wam się nie stało. Mój syn też sam wysiadł z samochodu, który został skasowany. Cwaniak. Dobrze, że nie dałaś się skołować w tym stresie.Mój syn też od razu powiadomił policję. Jago nie masz pojęcia, jak się cieszę, że nic Ci się nie stało. Pozdrawiam. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój syn też miał szczęście.... Dzięki :)

      Usuń
  6. No nie dziwię się, że długo Cię trzymało... ja nie mam prawka, ale nawet jako pasażer klnę w żywe kamienie na kierowców, bo to, co się spotyka na drogach woła o pomstę do nieba. Takich piratów powinna jakaś gigantyczna pompa wyssać z szosy...
    Dobrze, że nic Ci się nie stało :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety taka jest prawda, że jak ktoś jest chamowaty w życiu codziennym to za kierownicą się to jeszcze uwypukla...Pomyślimy o czarnej dziurze dla kierowców - piratów

      Usuń
  7. Jesssu, kobieto, ale przeżycie. Ga jestem ślepawa i nie mam prawka,ale jak czytam takie historie to ciesę się, że nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię jeździć autem...Ale parę dni miałam traumę

      Usuń
  8. A po całym zdarzeniu dałaś radę znów siąść za kierownicę? Ponoć to trudna sprawa. Ja przeżyłam szok, jak TIR przy wyprzedzaniu urwał mi lusterko, a co dopiero takie przeżycie jak Twoje!
    Jakiś czas temu był reportaż o kierowcach TIR-ów. Jeden taki, obojętnym głosem, powiedział, że ma przykazane od szefa (właściciela wielu TIR-ów), że jak się coś dzieje to ma walić w osobowy, a nie np w mur, płot czy barierki, bo strat w pojeździe nie będzie. Włos się jeży!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze w ten sam dzień wsiadłam w auto zastępcze...Ale jak widzę TIRa na skrzyżowaniu dopóki on nie zjedzie ja nie wjadę - został jakiś lęk... Reportażu nie widziałam ale o nim słyszałam - chętnie bym to zobaczyła. Toż już za te słowa powinni zabierać prawko

      Usuń
  9. Ostatnio na przejściu dla pieszych taki prawie mnie rozjechał. Piesi mieli zielone, ale pan kierowiec postanowił się zmieścić między nimi.
    Jednak bym nie uogólniał, że wszyscy TIR-owcy to chamy i buraki, znam kilku świetnych i bardzo odpowiedzialnych kierowców. W każdej grupie znajdzie się idiota. A dużego bardziej widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim mieście to głównie kierowcy TIRów zatrzymują się przed zebrami, inni wala śmiało przez pasy...zwłaszcza taksówkarze!

      Usuń
    2. Masz rację - ja też widziałam logicznych kierowców olbrzymich aut...Ale to osobliwość niczym biały kruk. Duży może więcej - dlatego obowiązkowe badania psychiatryczne co roku

      Usuń
  10. Z rysunku opisującego sytuację przed wypadkiem trudno orzec, kto był winien. Dopiero szkic powypadkowy, a szczególnie odległość samochodu osobowego od miejsca kolizji do miejsca zatrzymania się, mógłby określić z jaką prędkością jechałaś. Piszę o tym, bo jest to najczęstszy błąd kierowców i policjantów opisujących zdarzenie. Kierowca TIRa mógłby w takiej sytuacji bronić się tym, że jechałaś z nadmierną prędkością. To takie moje gdybania z pozycji kierowcy i ławnika orzekającego o podobnych przewinieniach. Pamiętajmy więc o zabezpieczeniu śladów hamowania, miejsca zatrzymania pojazdu, itp.
    Ja wolę jeździć tramwajem, przystanek mam ok. 15 m. od drzwi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - widzę, że Ty jesteś jednym z tych badaczy pisma świętego i dzielących włos na czworo...Nie mieszkam na przystanku tramwajowym tylko na peryferiach 10 km od centrum a nasze miasto jak piękne i szacowne tak komunikację miejską ma do dupy, jakikolwiek podmiejski mękoł zjawia się nie częściej niż raz na 45 minut, więc czymś jeździć muszę. Skrzyżowanie z ruchem okrężnym było niewielkich gabarytów więc na nic tłumaczenia Twoje czy kierowcy, że pojawiłam się niczym He-Man czy inny Supermen z ponaddźwiękową prędkością. Wjechałam na skrzyżowanie o jeden wjazd wcześniej niż on i uwierz, że nie na dwóch kołach z piskiem opon, bo tam się po prostu tak nie da. Gabaryty skrzyżowania uniemożliwiają rozwinięcie prędkości większej niż ta przepisowa. Facet po prostu zignorował ten żółty trójkąt myśląc zapewne, iście po męsku, że to męska ubikacja- więc olał temat i nie zatrzymał się mimo, że ja już byłam w ruchu. Całe szczęście, że to nie Ty przyjechałeś do wypadku tylko chłodno patrzący na zdarzenie policjanci.....

      Usuń
    2. Ty byłaś już na rondzie, więc bez względu na prędkość z jaką jechałaś miałaś pierwszeństwo. W wypadku policja najczęściej nie pyta o prędkość tylko na główne przepisy, które w miarę sensowny sposób mogą wyjaśnić przyczynę zdarzenia. Znam ten ból, bo też mieszkam w co prawda pięknym miejscu, ale zadupnym i jakiś czterokołowiec jest ty niezbędny, by się wydostać bliżej cywilizacji :)

      Usuń
    3. Gabunia76 - z tego samego założenia wyszedł policjant....Nie będę po raz wtóry udowadniać, że to nie moja wina, że po prostu jechałam. Już jechałam. A ten, pożal się Boże, kierowca do dziś myśli że ten żółty trójkąt to oznaczenie męskiego kibelka

      Usuń
    4. Ja nie orzekam, czyja wina, tylko - jako adwokat diabła - staram się przybliżyć Czytelnikom jakie problemy mogą spotkać przy dowodzeniu swoich racji. Z tego co opisujesz to Twój samochód mógł upaść jeszcze w obszarze ronda. Przypuszczam, że policjanci to zauważyli i nie mieli dalszych pytań. Jednak zawsze trzeba wziąć poprawkę, że w sądzie można trafić na przekupnego sędziego, albo bystrego adwokata i wtedy okaże się, że 2x2 to 5! Ale O.K. na przyszłość nie będzie już żadnych uwag. ;)

      Usuń
    5. Jaga spokojnie, mi nie musisz nic udowadniać, bo dla mnie oczywistą rzeczą jest, że kierowcą TIRa był jakiś wariat :)

      Usuń
    6. Nie chodzi mi o to, żeby na przyszłość nie było uwag tylko o to, że facet ewidentnie przegiął. Na szczęście od razu przyjął mandat więc ciągu dalszego w sądzie nie będzie.

      Usuń
  11. Dzięki temu, że byłaś u mnie (za co dziękuję) trafiłem do ciebie (o to chyba w tym chodzi) i przeczytałem pierwszy twój post. Podoba mi się nie tylko styl jak i szata bloga, a przede wszystkim post z życia wzięty. U mnie zawsze mają pierwszeństwo blogi osobiste, więc mam nadzieję, że kiedy wrócę tu znowu by się rozejrzeć poczytam kolejne ciekawe wątki z twojego życia.
    Co do wypadku, cieszę się że wyszłaś z tego bez uszczerbku na zdrowiu i chociaż nie poddaję pod wątpliwość winy całego zdarzenia chciałbym zauważyć, że na pewno na przyszłość będziesz bardziej ostrożniejsza i nawet będąc na pierwszeństwie, zawahasz z przejechaniem, bo przecież nigdy nie wiadomo jaki wariat siedzi za kierownicą olbrzyma. :)
    Przy okazji zauważ kilka postów u mnie, sam jestem jednym z nich (tych olbrzymów) jeżdżąc autobusem.
    Zgadzam się w 100% z twierdzeniem, że kierowcy obowiązkowo powinni być częściej poddawani badaniom, nie tyle psychiatrycznym, co psychotestom. Co więcej uważam, że wielu z kierowcom osobówek też by się przydało.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal się upieram przy badaniach psychiatrycznych , bo obserwując większość z nich mam wrażenie że to niezrównoważeni wariaci. Psychotesty mają teraz obowiązkowo, ale dodatkowo raz do roku psychiatra

      Usuń
  12. Cieszę się, że nic Ci się nie stało i wyszłaś z tego cało - to najważniejsze.

    Co zaś do traumy i głupich kierowców ciężarówek - to temat rzeka. Moja mama miała taki przypadek, gdzie TIR-owiec skasował jej cały tył - skręcała do siebie do domu, w lewo, jadąc zgodnie z przepisami, a on "myślał, że zdąży przed nadjeżdżającym z przeciwka samochodem" i się nie zatrzymał. Idiota.

    Poza tym ci kierowcy to tzw. "bullies". Parę razy jechałam z Częstochowy do Krakowa - za Olkuszem zaczynają się okoliczne wsie, gdzie jest ograniczenie do 50 i często tam stoi policja. Poza tym biegają psy, dzieci, ludzie chodzą poboczem - to już tak na marginesie... I kiedy jechałam mniej więcej zgodnie z przepisami, tj. ok. 50-60, TIRy już mi prawie na zderzak wjeżdżały. Jeden mnie na siłę wyprzedzał - tylko po to, by pół kilometra dalej zatrzymać się na papierosa na stacji benzynowej.

    Jeden mnie też kiedyś próbował wystraszyć - wyjeżdżałam z trudnego podjazdu, spod ogromnego Tesco, gdzie trwały roboty drogowe i w dodatku nie było świateł i ruch kierował się sam. Przede mną i za mną wyjeżdżały auta, ale palant zobaczył laskę w Matizie i stwierdził, że się zabawi - i zaczął na mnie tym TIRem ruszać, śmiejąc się bezczelnie! Wjechałby prosto we mnie, ponieważ na skrzyżowaniu jego przód był wycelowany prosto w moją osobę, a Matiz to puszka - kopniakiem można zgnieść. Na szczęście się opamiętał i zatrzymał - wariat - tu zgadzam się z badaniem pajaców, bo chyba mu się coś we łbie poprzewracało.

    Podsumowując - gdy jeżdżę po polskich drogach, włącza mi się przycisk z napisem "AGRESJA" i zwykle mam ochotę kogoś zastrzelić. Co ciekawe, policja jest tylko wtedy, gdy mój mąż, który jeździ bezpiecznie, rozpędzi się z góry i pojedzie o 20 km za szybko na jednym pustym odcinku drogi. Wtedy są, żeby wlepić 250zł mandatu i 3 punkty co najmniej. Ale jak kilkadziesiąt ton prowadzonych przez kretyna na Ciebie wjeżdża, panowie policjanty nagle patrzą w niebo, podziwiając, k***a, gwiazdy...

    Uff, spokojnie... ;-))))

    Współczuję wypadku, naprawdę, i życzę bezpiecznej jazdy, z dala od szaleńców. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjjj.. Tu się nie da spokojnie. Widzę, że kierowcy tych gigantów budzą niezdrowe emocje nie tylko u mnie.

      Usuń
    2. Budzą. Wszyscy, którzy regularnie jeżdżą mają ten sam problem z kierowcami ciężarówek. Nie mówię, że wszyscy są źli i niedobrzy - myślę nawet, że spora część tzw. TIRowców to ludzie rozsądni i odpowiedzialni, aczkolwiek nie zawsze grzeczni i mili. Ale jest spora grupa piratów drogowych, którzy uważają, że wszystko im wolno, bo prowadzą duży pojazd. Nawiasem mówiąc, słyszałam, jak jeden kolega opowiadał o szkoleniu kierowców ciężarówek w Polsce - "jak już wiesz, że będziesz miał zderzenie z samochodem, to troszcz się już tylko o ładunek, bo i tak już jest po nich, więc po co niszczyć to, co się wiezie; nawet nie hamuj." Czy to prawda, czy nie, nie wiem, ale chłop się zarzekał, że prawda. Po tym, co widać na drogach, jestem skłonna w to uwierzyć.

      Usuń
    3. Z tymi szkoleniami brzmi trochę jak przesada, ale z drugiej strony wiem z opowiadań, że właściciele firm "terroryzują" pracowników - kierowców, więc wcale bym się nie dziwił, gdyby jakieś wewnętrzne szkolenia tak właśnie wyglądały.
      Ponieważ wiem, że jest wielu kierowców TIRów rozsądnych i odpowiedzialnych stanę w ich obronie tym sposobem, że nie tylko oni są winni. Kierowcy małych samochodów nie zdają sobie sprawy, że jeśli nagle wyjadą skądś przed TIRa lub depną po hamulcach tuż przed nim taki kolos nie ma szans wyhamować. Krytykując ich miejcie na uwadze, że dość często wina to 50/50.

      Usuń
    4. Ale oni to głośno mówią - ten który mnie staranował powiedział, że gdyby nie we mnie to by w znak wjechał....No przepraszam, wybrał mniejsze zło dla siebie??

      Usuń
    5. Szczerze mówiąc, taka praca kierowcy wcale nie jest łatwa - może być frustrująca, zwłaszcza jak szefostwo "ciśnie", że musi być dowiezione na wczoraj - podsłuchane rozmowy tu i tam zdają się to potwierdzać. Z drugiej strony, kierowcy ciężarówek powinni być uczeni odpowiedzialności i szacunku do innych kierowców - ci młodsi, mniej doświadczeni, którzy "załatwili sobie prawko na TIRy" zwykle tych cech nie posiadają.

      Kolejna rzecz: wina leży też czasem po stronie kierowcy "mniejszego" samochodu - znam przypadek, gdzie trójka młodych ludzi zginęła, ponieważ jeden z nich wyprzedzał bez sensu auto w nocy, na zakręcie, na pokrytej lodem jezdni, i wpakował się prosto pod TIRa nadjeżdżającego z przeciwka. W tym przypadku szkoda mi było pasażerów (jednym z nich był brat mojego przyjaciela) i tego własnie kierowcy samochodu ciężarowego - nie była to jego wina.

      W przypadku opisywanym w tym poście, wina - to jasne - leży po stronie chama-kierowcy TIRa. Na takich mam uczulenie. A poza tym, nawet jak jakiś nieodpowiedzialny wariat (nie brak takich; mam ochotę zesłać ich wszystkich na Syberię - może przestałoby im się, do cholery, spieszyć...) w Mercedesie wtrynia mu się na maskę, ciągle taki "ciężarowiec" powinien uważać, w miarę swoich możliwości, bo jednak on jedzie większą ilością złomu niż lekkomyślny Pan Dróg, któremu się wydaje, że bez wyprzedzania i ryzyka po prostu nie ma jazdy. Niestety, "with great power comes great responsibility".

      Usuń
  13. Najważniejsze, że nic się nie stało!

    OdpowiedzUsuń
  14. Kierowcy tirów wiedzą, że nikt im nie podskoczy, bo nie ma szans w zetknięciu z tą kupą żelastwa. Poza tym tirami jeżdżą młodzi i niedoświadczeni kierowcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodnie z maksymą "duży może więcej"

      Usuń
  15. Też nie lubię TIR-ów. Kiedyś jechałem sobie spokojnie na rowerze, gdy wyprzedzający mnie TIR, zdmuchnął mnie do rowu. Dobrze, że rów był!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zidiociali maniacy 3/4 populacji kierowców tych aut i zdania nie zmienię

      Usuń
  16. Czytając te komentarze nasuwa się pytanie: Czy wy wszyscy macie czyste sumienie? Nigdy nie zawiniliście albo chociaż nie stworzyliście zagrożenia? Ciągle narzeka się na kierowców olbrzymów, owszem jest ich dużo, ale sprawdźcie statystyki, które auta najczęściej spowodują wypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt pewnie nie ma czystego sumienia, ale trochę ludzkiego podejścia do sprawy a nie wrzask i chęć zwalenia winy jak było konkretnie u mnie

      Usuń
  17. Hm. Przykra sprawa. Na pocieszenie powiem Ci, że osobiście uległam, a właściwie moje auto trzem wypadkom, w której sprawcami byli ZAWSZE mężczyźni ;)
    Pierwszy myślał, że nie zatrzymam się na stopie.
    Drugi zahaczył mnie w czasie omijania (przez 20 lat jeżdżenia autobusem nigdy mu się to nie zdarzyło, a jednak...)
    Trzeci cofał z podporządkowanej na główną, po której jechałam (jak to się stało, że mnie nie widział?)
    W każdym razie życzę Ci dużo siły i jak najszybszego wykluczenia z pamięci tego nieprzyjemnego wydarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz trzeba mi sił i cierpliwości w załatwianiu formalności. I co?? jakiś cymbał później powie, że baby nie potrafią jeździć .... ??

      Usuń
  18. nie dziwię się, że dopiero o tym piszesz...jestem w szoku. serio. sama jeżdżę często dopiero od stosunkowo niedawna, mam mnóstwo pokory i wkurzam się, gdy widzę lekkie podejście innych kierowców.
    dobrze, że nic Ci się nie stało... bo rzeczywiście z tirem to nie są żarty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najgorsze jest to, że nie ja zawiniłam....

      Usuń
  19. Brawo Kobieto. Kierowcy tirów czestu uważają się za święte krowy, bo duży może więcej jak widac nie zawsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) I jeszcze jak zrobią coś źle to mają pretensje do całego świata - bo oni powinni mieć drogi dla siebie

      Usuń
  20. Mnie tir też kiedyś próbował staranować; prawie wjechałam w barierki, bo mnie podobno nie widział; bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie szkoda, chyba już wszystko zostało powiedziane :)

      Usuń
  21. Uff! Dobrze, że jesteś cała. A co do krzyków tego pana, to już kilka razy słyszałam, że to podstawowe zachowanie facetów przy stłuczkach z kobietami. Zawsze wrzeszczą. Chyba taka forma obrony. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak bo faceci z nazwy są nieomylni i nie może być ich wina

      Usuń
  22. Współczuję, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło! Auto to tylko auto, najważniejsze, że Tobie nic się nie stało.
    Ja tylko przez wakacje miałam kilka niebezpiecznych chwil, gdy cudem mi się udało usunąć, bo ktoś by na mnie wjechał, np. jadę sobie spokojnie, wyjeżdżam zza zakręt, a tam auto na moim pasie, które wyprzedzało przed zakrętem... Coraz niebezpieczniej na drogach :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście.... statystyki mówią same za siebie

      Usuń
  23. Ech Jaga, nawet nie śmiem porównywać swojego przeżycia, które trwało ułamki sekund, a Twojego, gdy widziałaś przed sobą tego kolosa i słyszałaś jak on zgniata Twoje auto. Współczuje bardzo takiej traumy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolosa zobaczyłam z boku jak już we mnie wydzwonił....A trauma no cóż - nie ukrywam - została do dziś

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.