wtorek, 21 czerwca 2016

Jaga na Facebook'u:



Mój mąż sypia z wariatką ...



...i stwierdzam to z całą odpowiedzialnością. Na nic próba zwalczenia szaleństwa. Na nic próby pilnowania się, szturchania i samopouczania. Wariatka pozostanie wariatką. Nie chodzi mi o drobne szaleństwa w stylu "nie lubię latać samolotem", czy "mam lęk wysokości", bo z tym się jakoś oswoiłam i nauczyłam żyć. Chodzi mi o rzeczy, które dla wszystkich wokół wydają się niezrozumiałe i patrzą na mnie jak był była uciekinierką z domu wariatów albo przynajmniej pensjonariuszką oddziału psychiatrycznego na chwilowej przepustce. No a dla mnie są to rzeczy po prostu nie do przyjęcia. Będąc na jakiejś kolacji w restauracji zamówiłam wodę gazowaną. Dostałam. I do niej szklankę w stylu coca-cola. To kształt szkła z którego żaden napój nie przejdzie mi przez gardło.



Idiotyczne? Może...Nie będę wdawać się w szczegóły tej obrzydliwości, ale nie wypiję i już. Poprosiłam o wymianę szklanki, pani zapytała czy szklance coś jest, czy brudna czy coś z nią nie tak....Nie , po prostu chcę inny kształt. Dlaczego to się wydaje takie dziwne?? No i ten wzrok skierowany na mnie i mówiący "KOBIETO JESTEŚ WARIATKĄ i chyba coś z tobą, a nie z tą szklanką, jest nie tak..." W razie niemożliwości wymiany na inny  wzór czy model szklanki piję po prostu z butelki. I nie pytajcie dlaczego - ze względów estetycznych nie powiem co mi przypomina picie z tej szklanki. Po prostu fui i fujjjj. Wariatka, prawda?
Chodzę na siłownię. Regularnie. Ale nie za żadne skarby świata skorzystam tam z prysznica. Zresztą nie tylko tam. Każdy prysznic który jest tłumnie odwiedzany od razu jest u mnie przekreślony. Musiała bym najpierw zaatakować go butlą z etykietką Aerodesin 2000. Skrzywienie zawodowe, ale długo pracowałam w miejscu gdzie widziałam "efekty uboczne" korzystania ze wspólnych łazienek i natrysków. No i znałam wyniki badań. Oczami wyobraźni widzę dermatofity chodzące czwórkami i żadne klapki mi nie pomogą zapobiec Tinea pedis. A wiem, że leczenie jest długie i uciążliwe, więc wolę wskoczyć w auto i wejść w domowy zdezynfekowany prysznic. Wariatka, prawda? 
Mimo, że staram się być otwarta na nowości to żadną miarą nie mogę się przełamać, żeby spróbować owoców morza. Żadna mątwa, kałamarnica czy inna ośmiornica nie przejdzie mi przez gardło. Wygląd ma obrzydliwy i żadne walory smakowe czy odżywcze nie są w stanie mnie przekonać. Czuję wewnętrzne fuj i nie dam rady...Najgorsze, że ten smak wyczuję nawet w najodleglejszych zakamarkach sałatki.
No wariatka...


Odkąd mieszkamy na peryferiach miasta (terytorialnie to wieś) przyzwyczaiłam się do odwiedzin różnej maści owadów. Nie straszne mi pająki, wielkie ćmy czy inne latadełka. Nie pałam do nich miłością wielką i prawdziwą, wręcz nie przepadam za nimi, ale pomagam im opuścić nasze domostwo starając się nie robić im krzywdy przy okazji. Nawet mi to wychodzi. Pająki lądują za oknem posiadając jeszcze wszystkie odnóża a ćmy czy inne skrzydlate nadal mogą latać. Tylko na świeżym powietrzu. Ale nie mogę zdzierżyć much. Dla mnie to siedlisko bakterii, chorób i syfu różnorakiego i jeśli takowa franca lata pod sufitem, dotąd się czaję, aż ją zgładzę. Zupełnie i całkowicie. Na śmierć. Ale żadną miarą nie wezmę jej w palce. Żywej ani martwej. Do podniesienia jej potrzebuję niemalże być odziana, jak do utylizacji odpadów radioaktywnych.

Jeśli podczas mordu spadnie na blat kuchenny przeprowadzam dezynfekcje, fumigację i inne egzorcyzmy mające na celu odkażenie miejsca w którym poległa mucha. Wtedy mogę dokonać dezaktywacji i utylizacji. Wariatka no nie?
W domowej kuchni posiadamy sztućce.  Do dziś nie wiem dlaczego jednego kompletu po prostu nie walnę w kosz na śmieci…Jeśli któryś z domowników się pomyli i nakrywając do stołu po prostu mi go położy obok talerza a ja go przez nieuwagę i zamiłowanie do jedzenia wsunę go w paszczę zaraz z obrzydzeniem ciskam nim przez długość kuchni, trafiając celnie do zlewu, tracąc ochotę na jedzenie, ale tylko tym sztućcem. Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Nie znoszę tego modelu widelca i już. Po wymianie na inny kształt kontynuuję pochłanianie posiłku. Widelec powoduje u mnie niezrozumiały atak wstrętu a moi domowi faceci patrzą na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Wariatka no nie? 
Ostatnio doszło kolejne zachowanie świadczące o niestabilnej a wręcz zachwianej psychice. Nie wjadę na skrzyżowanie jak w pobliżu stoi TIR. To akurat, po ostatnich przeżyciach, jest to wytłumaczalne, ale przecież do cholery, nie każdy kierowca tego giganta to bezmózg. No wariatka….
I to wariatka, jak nic, kwalifikująca się do indywidualnej terapii u psychiatry. Ale jakoś te dziwactwa to dopiero wierzchołek mojej prywatnej góry lodowej. Na moje liście są jeszcze słowa i teksty wypowiadane przez innych, działające na mnie jak przysłowiowa płachta na byka. Jedno słowo czy zdanie jest mnie w stanie rozsierdzić, zbulwersować czy rozdrażnić na długi czas i tak wyprowadzić z równowagi, że tego nie zapominam. Nauczyłam się z tym żyć, zachowywać pozorny spokój i nie dawać po sobie poznać, ale o tym kiedy indziej…




38 komentarzy:

  1. Hm... rozumiem publiczne natryski, owoce morza (oj, jak rozumiem!), muchy (jeszcze lepiej to rozumiem T., mąż znaczy), no i oczywiśćie TIR-a rozumiem. Ale szklanki i widelca, choć próbowałam ogarnąć na różne sposoby) nie umiem sobie wytłumaczyć. I przyznam się (tylko nie bij), że przy tych dwóch rzeczach przeleciało mi przez głowę, że to jakiś bzik jest ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzik niezaprzeczalny - bo szklanki są do dołu zwężane - i robi się pod koniec ciepławy glut....Fuuuuujjjj

      Usuń
    2. A widelec jest głupio zaprojektowany i mi nie leży...

      Usuń
  2. E, no to normalne nerwice natręctw przecież, a nie wariactwo, mnie by wobec tego nigdy na żadna przepustkę nie wypuścili. Chyba nie zacznę wypisywać, co u mnie w tym temacie, bo strony zabraknie:). Herbata tylko w czarnym kubku, sztućce podobnie, ciuchy kolorami, skarpetki złożone tak, a nie inaczej, i cała masa podobnych... A źle bardzo reaguję na pająki, w sensie nie mogą być ze mną w jednym pomiesczeniu, wychodze, wybiegam, wyskakuję. Dobrze, jeśłi bez krzyku. Ciągnąc dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale krzykiem pająka nie załatwisz - odporny na broń akustyczną :) Reszta nie robi na mnie wrażenia

      Usuń
  3. Większość do zaakceptowania. Tylko tego ciągłego odkażania bym nie wytrzymał!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wariatka wariatką, ale są tacy ludzie co lubią wariatów! Na przykład ja (faktycznie sama do normalnych ludzi nie należe, ja natomiast nie zabijam pająka, tudzież muchy lecz wywalam żywą przez okno...bo taka biedna była). Bardzo fajny pozytywny blog, a nie taki smętny smutas! :)
    Pozdrawiam a w wolnej chwili zapraszam na mojego nowego forever--child.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) mi też szkoda latadełek poza muchami. Nie znoszę ich

      Usuń
    2. No i dzięki za dobre słowo :)

      Usuń
  5. Każdy ma mniejsze lub większe wariactwa, staram się nie przejmować drobiazgami, ale życie składa się właśnie z drobiazgów, więc mam prawo do kapryszenia. Kobiety w pewnym wieku dobrze wiedzą czego chcą, co lubią a czego nie cierpią i nie należy im tego oferować, podawać albo wchodzić w drogę, jeżeli jest się marnym owadem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga...owady miejcie się na baczności

      Usuń
  6. Też bym odkażania nie wytrzymał. Mam znajomą, która wszystko zalewa domestosem. Lubię ją, jak zaproszę, to cały dom na wsi do czysta wysprząta :-) Jej mąż się przyzwyczaił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale odkażanie jest w sytuacji ekstremalnej - np jak mucha się rozbryźnie na blacie - fujjjjj

      Usuń
    2. Do odkażania, po muchach, blatów kuchennych mam rozpylaczu od kwiatków wódkę z wodą z rozduszonymi goździkami. Odkażone i ładnie pachnie.

      Usuń
    3. O widzisz.... wypróbuję. Nalewka goździkowa :) wersja bez cukru :) Suuuuper - podoba mi się

      Usuń
  7. Moim zdaniem to też jeszcze nie wariactwo... jako ciekawostkę powiem Ci, ze mój dziadek potrafił wyjąć muchę z zupy i nie brzydził się, ale broń Bóg , aby gdzieś włos przyuważył...mawiał, że nie ma większego brudasa, niż człowiek:-)
    Owoce morza lubię, ale muszą być dobrze zrobione.Za nic natomiast nie zjem nic tłustego, smażonego na węgiel itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuuuuuujjj - zupa z muchą , bleeee. Ale włos jakoś też nie budzi mojego zachwytu

      Usuń
  8. Takie wariactwo może być, tym bardziej, że ja też się załapuję. ;) . :) .
    Muchy też zabijam na śmierć ;) i jak na blacie jest mord, to też "odkażam".
    Pozdrawiam Jago. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że nie jestem w tym odosobniona - widocznie mamy wysoką świadomość jak brudne nogi miała ta mucha

      Usuń
  9. Jak to dawno teak na prawdę nie jest normalnymu śpiewały fasolki "każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma"...
    Bez obrazy dla innych, ale nikt w zasadzie, tak na prawdę nie jest normalny, każdy ma jakieś fobie większe lub mniejsze, jest w jakimś stopniu Mizofonikiem (tutaj pisałam o tym u siebie http://gabunia76.crazylife.pl/2016/04/05/gdzies-ty-sie-chowal-czlowieku/ ) cos lubi, czegoś innego wręcz nie cierpi itp. Dla niektórych nasze zachowania mogą wydać się co najmniej dziwne, ale dla nas samych są najzupełniej oczywiste i uzasadnione.
    Ja np. tak jakoś dziwnie zostałam wychowana, czy może nauczona przez życie, że staram się jak najczęściej tolerować wszystko i wszystkich, nawet jak mnie to strasznie wkurza i nie do końca się z czymś zgadzam, natomiast już inni niekoniecznie szanują mnie i moje zachowanie oraz poglądy w danym temacie.
    Co do Twoich nienormalności ;) faktycznie obrzydzenie do szklanki i widelca mnie zadziwia. Owoce morza lubię, może nie wszystkie, ale jak nie znam jakiegoś smaku, to staram się próbować i raczej nie odrzuca mnie wygląd tylko zapach (smród) BLEE ... Z dezynfekcją nie przesadzam, bo można przedobrzyć w drugą stronę, odkażam rany, i myję ręce mydełkiem antybakteryjnym. Natomiast robale i owady, FUJ nie cierpię, więc jak widzę to tłukę na kwaśne jabłko (muchy, pająki, mrówki, komary) reszcie staram się zwracać wolność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz a ja wypuszczam wszystkie owady :) poza muchą oczywiście... ja też nie przesadzam z dezynfekcją ale mucha jest obrzydliwa. Piosenkę z przyjemnością sobie przypomniałam

      https://www.youtube.com/watch?v=x4QQD-qOm2w

      Usuń
    2. O rany ale mi w pierwszym zdaniu jakiś twór wyszedł, chciałam napisać: "jak to dawniej śpiewały fasolki", a wyszło nie wiadomo co :)

      Usuń
    3. Nie istotne - sens wyłapałam - piosenkę posłuchałam :)

      Usuń
  10. Jeżeli mężowi to nie przeszkadza to niech sobie z nią sypia, wariaci podzas snu nie są szkodliwi. Gorzej gdyby Tobie to przeszkadzało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś wszyscy do tych wariactw się przyzwyczaili

      Usuń
  11. Do szklanki trzeba wrzucać lód - ciepły glut jest wtedy do uniknięcia... Inna sprawa, że wtedy lód się roztapia i na dnie szklanki już nie jest tak dobre, jak na początku, ale cóż... Widelce rozumiem całkowicie. Ja również musze mieć określony ksztalt sztućca, aby nim zjeść - wyjątkiem są tanie jadłodajnie, w których zdarzyło mi się spożywac posiłki, najczęściej z konieczności, w czasach zamierzchłych. Wtedy moje standardy spadają do zera mniej więcej i sama obecność widelca jest plusem. Poza tym mam nieco inne "wariactwa", ale ogólnie porównywalne. Na przykład jak mam paczkę długopisów, nie do pomyślenia jest włożyć je w innym porządku (kolorami) niż były oryginalnie. Jeśli czerwony był koło różowego, to świat wali się, gdy na jego miejscu ląduje zielony. No, po prostu to nie do pomyślenia. Jakbyś zamawiała grupową sesję u psychiatry, to daj znać. Już dawno powinnam się na taką udać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie jestem sama:) razem nam będzie raźniej :) Na szklankę mnie nie namówisz już wolę wodę z gwinta pić :)

      Usuń
  12. Siostro w wariactwie padnij w me ramiona! Szklanka jeszcze przede mną, ale widelce mam ulubione, kubek do herbaty i kawy (oddzielne oczywiście) takoż. "W gościach" brzydzę się cudzymi kapciami i jeszcze parę takich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kapciami rożnie jest - ogólnie wolę bez kapci

      Usuń
  13. Nie jesteś sama. Myślę że podobnego typu wariactwa ma większość ludzkości (łącznie ze mną), tylko się do tego nie przyznaje. Także spoko- wszystko z Tobą ok ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Każdy ma swoje dziwactwa. To nic złego. Ja też mam swoje. Każdy je ma. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mam aż takich dziwactw, ale nie zasnę w pomieszczeniu z otwartą szafą albo szufladą. Nie i już!

    OdpowiedzUsuń
  16. Eeeeeeeeee, jaka tam wiariatka. Każdy ma jakiegoś bzika ;)
    Właśnie zaczęłam dumać, jakiego ja mam. Nic naprędce nie wymyśliłam, ale przed laty moim bzikiem było sprzątanie - w każdej sytuacji i o każdej porze. Gdy przyjeżdżaliśmy na wczasy, zanim weszłam do łazienki, dezynfekowałam całe pomieszczenie ;)

    Pozdrowienia ślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie - w tym przekonaniu mnie utrzymuj :)

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.