piątek, 7 października 2016

Jaga na Facebook'u:



Safari na polskich drogach?? Nie, dziękuję


Ze względu na charakter pracy Duży często wyjeżdża. Jeżeli mam okazję jadę z nim. Lubię oglądać nowe, nieznane zakątki Polski. Nieraz jadę jako osoba towarzysząca, nieraz jako upierdliwa żona a nieraz po prostu jako kierowca czy zmiennik. Tak było też i tym razem. Mieliśmy jechać samochodem koło 6 godzin, więc wprosiłam się na zmiennika. Duży wynajął mi pokój w hotelu kilka kilometrów od swojego miejsca delegacji, zapakowałam  torbę i w drogę. Już kilkanaście kilometrów dalej zatrzymał nas sznurek samochodów. Środek lasu. CB Radio było i tym razem pomocne, chociaż nie wiem czy nie wolała bym żyć w słodkiej niewiedzy…Dowiedzieliśmy się od kierowców, że kilka aut przed nami ktoś potrącił sarnę. Popatrzyłam przez okno od strony pasażera i zaraz tego pożałowałam. Zobaczyłam w rowie młode zwierze, wierzgające i rozpaczliwie usiłujące wstać. Bezskutecznie. zrobiło mi się jej żal. Sarenka zaraz zakończy żywot, bo… bo co??? Bo nie ma ogrodzeń, ponieważ zwierzęta muszą mieć przejście na drugą stronę?? Bo Zarząd Dróg postawił znak A18-Zwierzęta dzikie i na tym uważa sprawę za zakończoną? Bo niestety, zwierzęta zwykle pojawiają się przed autem w ostatniej chwili, kilka, kilkanaście metrów przed maską. Kierowca próbuje ratować się przed zderzeniem, hamuje, ale jadąc 40 km na godzinę oboje mają szansę, ale nie czarujmy się, kto jeździ z taką prędkością? Już widzę za sobą sznur aut i miny rozjuszonych kierowców, masakrujących klaksony lub w przypadku niemożliwego manewru wyprzedzania słyszę oczami wyobraźni, jakże to obszerne życzenia ślą w moim kierunku wszyscy, wolno jadący kierowcy, oby mi się i dalej wszystkiego naj... Albo też pozostaje wyprzedzanie, nawet „na trzeciego”,  byle się nie wlec 40km/h. Więc jeśli już szybkość auta jest większa to trauma wisi w powietrzu, tak jak widziana przeze mnie, naocznie. Podczas gdy kierowcy w CB Radio wymieniali swoje poglądy i mądrości narodów ja walczyłam ze złością. Jeden twierdził, że zwierzak zaraz wstanie, drugi, że to agonia, trzeci twierdził, że zaraz przyjedzie ktoś skończyć męczarnie sarny. Czułam jak ściska mi się żołądek. Minęło zaledwie kilka minut, jak na poboczu, nieopodal wierzgającego zwierzęcia zobaczyłam faceta, ubranego w gustowny, zielony mundurek. Zdążyłam odwrócić głowę w drugą stronę i usłyszałam głośny huk. Wystrzał. Teraz dla odmiany czułam jak ściska mi się gardło i z trudem powstrzymywałam napływające do oczu łzy. CHOLERA!!! To wcale nie czyjeś rozbite auto spieprzyło mój humor na dobre 500 km

14 komentarzy:

  1. Kocham zwierzęta. Przeczytałam ledwo początek i bałam się czytać dalej. Przeskoczyłam na koniec i wiem, że jesteś dobrą osobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety czasami jest to safari. Gdy jedziemy na wycieczkę, najwięcej leży na szosie zabitych psów, kotów, lisów, jeży.
    Na szczęście nie byłam nigdy świadkiem takiej sytuacji, jak Twoja. Mąż natomiast spotkał wieczorem lisa, który stał na środku drogi, zahipnotyzowany reflektorami, ale miał szczęście, bo mąż jeździ uważnie i zaczekał, aż lis zniknie w lesie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda sarenki. Szkoda, że odpowiednie służby nic nie robią, aby do takich sytuacji nie dochodziło.
    Pozdrawiam Jago. :) .

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas zdarza się na drodze całe zoo - lisy, kuny, owce, krowy, konie, psy, ale na szczęście na naszej wiejskiej dróżce nikt nie rozwija takich prędkości, żeby nie zdążył wyhamować, a poza tym, wszyscy już się tych zwierząt spodziewają, bo u nas to norma.

    OdpowiedzUsuń
  5. DOświadczylam uderzenia jelenia... wybiegł mi na drogę, zdążyłam odbić, bo było gdzie, ale i tak nogą zahaczył. NIeprzyjemne. W córki samochód uderzył dzik - wtedy przyjechały służby, i pozbierały ... a auto do gruntownego remontu. JAk to zmienić?

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo przykro mi się zrobiło po przeczytaniu Twojego posta. Myślę, że miałabym dokładnie takie same odczucia jak Ty.
    Przypomniały mi się dwie historie, wcale niewesołe. Ale nie będę ich opowiadać, bo nie chcę Ci psuć humoru. Wystarczy, że mi się kotłują po głowie w bardzo obrazowy sposób. Powiem tylko, że niestety to problem powszechny, nie tylko u nas. Koleżanka była w Australii i pierwsze co jej się rzuciło w oczy, to ilość zabitych kangurów przez auta. Czasami leżały dosłownie co kilka kroków przy drodze.

    Pozdrawiam jesiennie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze szkoda mi zwierząt, które zginęły na drodze....

    OdpowiedzUsuń
  8. Rok temu jechałam trasą Sydney-Canberra. Widziałam mnóstwo kangurów. Niestety, tylko na poboczu, martwych.

    OdpowiedzUsuń
  9. niestety Mój jakiś czas temu też miał bliskie spotkanie z rogaczem...na szczęście udało mu się go ominąć...było blisko

    OdpowiedzUsuń
  10. Grodzenie dróg nie jest rozwiązaniem. W Niemczech jest problem słabości genetycznej zwierząt, bo żyją w ogrodzonych lasach. Dopiero od niedawna robi się przejścia pod szosami i jak na razie jest to jedyne sensowne rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz naprawdę wszystko może się zdarzyć, bo po mieście spacerują dziki z małymi, lisy, pamiętam, jak kiedyś na Wisłostradzie przez jezdnię przeskoczyła mi przed nosem sarna, wskoczyła na drugi pas, na szczęście udało jej się przebiec i uciec do parku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moim zdaniem najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nawet kiedy się zadzwoni po ratunek dla takie zwierzęcia - nie czarujmy się wypadki były są i będą, niezaleznie ile człowiek jedzie i jak zarząd dróg zadbał o bezpieczeństwo - to przyjeżdża często nie pomoc, a egzekutor. Czy to pies ze złamaną łapą, czy sarna, czy coś innego. Jeśli ni jest to fundacja typowo zajmująca się ratowaniem zwierząt tylko weterynarz mający podpisaną umowę z gminą, hycel, czy myśliwy, kończy się do zazwycaj śmiercią, bo szkoda pieniędzy na leczenie. :(

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.