poniedziałek, 28 listopada 2016

Jaga na Facebook'u:



Tytuł "Dziecko Roku" wędruje do...


Robię zakupy w sklepie. W większym sklepie. Nie przepadam za większymi sklepami, takimi ja ten, zwanymi popularnie hipermarketem czy supermarketem. Zresztą ze wzajemnością. Sklep też za mną nie przepada i ma w zwyczaju robić takim jak ja, mało stałym klientom, niespodzianki. Niespodzianka polega to na tym, że wchodzę do takiego (sic!) hipermarketu a tu cały asortyment jest poprzestawiany. Jak po przejściu trąby powietrznej czy innej cholery. W miejscu, w którym były zwykłe chusteczki higieniczne i chemia domowa, zalegają owoce, tu gdzie była mąka leżą majtki a chcąc znaleźć kawę odbijam się od półki na której podczas ostatniej wizyty leżały kubki i talerze. Jak na kobietę, nienormalna jest moja awersja i niechęć, do łażenia po sklepach. Więc jak mam zrobić szybko zakupy, biegam z obłędem w oczach, w duchu przeklinając marketingowe chwyty w praktyce. Szlag mnie trafia, bo podczas ostatniej wizyty ledwo ogarnęłam jak dotrzeć do półki z papierem śniadaniowym bez przewodnika i mapy to już jakiś geniusz stwierdził, że za mało czasu spędzam w tym sklepie i trzeba mi trochę skomplikować życie, zmieniając ustawienia towaru. W chwili kiedy to nerwowo usiłowałam zlokalizować potrzebny artykuł to jakiś wyrostek wpada we mnie z impetem. W pierwszej chwili miałam ochotę wrzasnąć, żeby ktoś spisał numery tej ciężarówki, która mnie potrąciła, ale widząc zerową reakcję wyrośniętego dzieciaka, odpuściłam. No dobra, to nie jest mój najlepszy dzień. Nadal szukam papieru śniadaniowego próbując ignorować małego intruza. Zazwyczaj jestem bardzo tolerancyjna w stosunku do cudzych małoletnich – w końcu rozpuszczony gnojek nie jest moim problemem, ale ten przechodził samego siebie. Widok ponad 10 letniego wyrostka rozwalającego z furią sklepowe półki nie należy do widoków normalnych ani przyjemnych. Matka starała się go, na zmianę, ignorować i uspokajać. Gówniarz drze się na cały głos „w dupie mam zakupy, chodź już” a mamusia milutkiego chłopczyka zmienia kolory od trupio bladego aż dobiła do mało twarzowego bordo.



Zażenowana, półgłosem mu tłumaczy, że musi kupić mu zeszyty i papier kolorowy. Chłopczyna głośno wyraża swoje zdanie na temat szkoły i uczących tam pań i lepiej, że żadna z nich tego nie słyszała. Wszystko dzieje się dość szybko i dość głośno. Chłopak nie ma żadnych hamulców, zaczyna wyzywać wulgarnie matkę, budząc ogólne zainteresowanie i oburzenie znajdujących się nieopodal kupujących. Hmmmm, „ma co chciała”, pomyślałam mało współczująco o matce wrednego angora. Kiedy to nadal szukałam specjalnego papieru półpergaminowego składanego a dzieciątko po raz wtóry mnie potrąciło przechodząc niemalże po mojej mało filigranowej osobie, nie mówiąc słowa przepraszam, moja agresja nie dała się już stłamsić w zarodku. Ba, trudno ,było ukryć, że moja wściekłość sięgnęła zenitu. Złapałam gnojka za rękaw pytając po cichu czy wie jak zaraz bardzo go zaboli kopnięcie w tyłek. W tym momencie zobaczyłam przerażoną facjatę matki. Upppsssss…Chyba w napadzie wściekłości za głośno zadałam szczylowi pytanie. Ale już po ułamku sekundy widzę, że warto było. Gnojek zaniemówił. Łapał powietrze jak przedwcześnie wyłowiony karp na kolację wigilijną. Na jego górnej wardze pojawiły się krople potu. Przerażenie mieszało się ze zdziwieniem...Chyba pierwszy raz od urodzenia ktoś śmiał paniczowi uświadomić, że nie tylko bardzo wqrwia otoczenie, budzi niezdrową sensację, ale też jest chamski w stosunku do osoby, której z urzędu należy się szacunek. Do swojej matki. Tylko dlaczego to właśnie musiałam być ja? Właścicielka rozwydrzeńca profilaktycznie nie reagowała. Wokół odezwały się głosy oburzonych obserwatorów całej farsy. Jakaś starsza kobieta, w toczku na głowie i w eleganckim żakieciku powiedziała do mnie „Mój syn ma ponad 60 lat, ale jak by się tak do mnie odezwał to bym mu z dupy zrobiła jesień średniowiecza.” Parsknęłam śmiechem, bo w ustach dystyngowanej damy,  ubranej niczym angielska królowa, zabrzmiało to wręcz groteskowo, ale trudno było starszej damie nie przyznać racji. Zostawiłam rozsierdzony tłum i bez zakupu upragnionego papieru, opuszczając progi przesympatycznego sklepu zaczęłam się zastanawiać jaką ja byłam có®ką i stwierdziłam, że do tego rozwydrzonego paskudnika ze sklepu się nie umywałam i gdybyśmy byli równolatkami to i tak do pięt bym mu nie dorastała, ale tytułu córki roku też bym nie zdobyła. Nigdy się nie odzywałam do rodziców wulgarnie, ale też wiedzieli przy mnie, że żyją. Jako małe dziecko demolowałam i niszczyłam wszystkie z trudem zdobyte zabawki, jako biegająca z kolegami po osiedlu dziewczynka nie dawałam rodzicielce szans na założenie mi spódnicy, bo wystawały spod niej pokiereszowane, podrapane po wspinaczkach po okolicznych drzewach, chude nogi. Nawet zęba się pozbyłam w ulicznej bójce. Ale moi rodzice jako właściciele chudej jak patyk córki, byli w zaskakująco dobrej sytuacji, bo rodzice pobitych przeze mnie dzieci nigdy, ale to przenigdy, nie przychodzili na skargę. Po prostu koledzy wstydzili się przyznać, że zlała ich dziewczyna. Już w pierwszej klasie szkoły podstawowej uciekłyśmy z koleżanką z lekcji. Sprawa się wydała, bo po sąsiedzku mieszkała taka, która z przyjemnością na nas doniosła. Do dziś jej za to nie lubię. Nienawidziłam wtedy szkoły i marzyłam, żeby ją spalić. Gdybym miała nieograniczony dostęp do otwartego ognia niechybnie bym to uczyniła. Zwlekałam do domu wszystkie futrzaste nieszczęścia i żądałam od zaangażowania od własnej mamy, to znaczy karmienia. Jako dziecko i nastolatka zawsze miałam swoje zdanie. Okres typowego buntu nastolatki też dał im w kość. Testowałam ich wytrzymałość i cierpliwość przez kilka lat. Ale i tak uważałam, że starzy się mnie czepiają. W wieku 14 lat namówiłam swoje dwie serdeczne koleżanki, żeby z włosów do pasa obciąć się na modnego wówczas „jeża”czy popularnego wówczas Limahla powodując stan przedzawałowy u matki jednej z ogolonych koleżanek. Nigdy nie dotrzymywałam danego słowa, wiecznie się spóźniałam, w wieku 16 lat wróciłam pijana jak wór, bo równie mądra jak ja koleżanka, po butelce piwa dała mi do spróbowania wódkę, a w domu uparcie twierdziłam, że wcale nie piłam alkoholu tylko jadłam wiśnie a na dowód prawdziwość swych słów usiłowałam czytać książkę. Paliłam papierosy od 16 roku życia podkradając pojedyncze sztuki palącej mamie a w miarę rozwoju kradnąc całe paczki. Ale to rodzice się mnie czepiali. A przecież ja nic strasznego nie robiłam….Przynajmniej tak wtedy myślałam (o ile te bredzenia niczym chorego w malignie można było pomyślunkiem nazwać) Na szczęście z wiekiem trochę (!!) zmądrzałam, rodzice wytresowali mnie na punktualną istotę, która dotrzymuje słowa, no a już o chamskim odzywaniu się do własnych staruszków w ogóle nigdy nie pomyślałam. Dobrze, że Dziecek mnie oszczędził i nie dawał takich popisowych recitali w sklepowych zaułkach, bo pewnie nie dane by mu było dożyć pełnoletności w pełni zdrowia.

55 komentarzy:

  1. Podziwiam kobietę - matkę tego dziecka za cierpliwość, że jeszcze w takiej sytuacji myślała o zakupach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jej nie podziwiałam - przecież ten wyrostek pewnie nie pierwszy raz się tak zachował .... skoro tak się jej podobało to niech znosi

      Usuń
  2. To Ty niezłe ziółko byłaś, ale z takich ziółek dobrzy ludzie często wyrastają, a w szkole długo się ich wspomina.
    Ten gagatek, o którym piszesz, albo zdominował matkę i rządzi w domu, albo leki powinien brać. Najgorsze, że ostatnimi czasy takie egzemplarze stają sie normą i większość rodziców liczy na to, że szkoła ich utemperuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy nauczyciele do dzisiejszego dnia pamiętają mnie i zwracają się do mnie po imieniu - co nie ukrywam, jest bardzo miłe. Ale wiem też dlaczego mnie pamiętają ;))

      Usuń
    2. Ja trafiłam kiedyś na taką Agatę, ale dziś uśmiechamy się z daleka do siebie, ona ma już dziecko i wyrosła z niej mądra młoda kobieta, opiekuje się przyszywanym bratem. Prymuski z wzorowym zachowaniem często nie poznają nauczycieli na ulicy...

      Usuń
  3. Chyba bym zareagowała tak samo jak ty. I to już za pierwszym razem. To przerażające jak niektórzy rodzice boją się własnych dzieci, albo ustępują dla świętego spokoju, albo myślą, że wychowają bez stresu. Bez stresu - proszę bardzo, ale nie bez wychowywania. Ty wydajesz mi się osobą, mimo przeszłości, którą barwnie opisałaś, dobrze wychowaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam ochotę gówniarza wydrzeć ze sklepy za ten łokieć .... Ta kobieta kręci sobie sama bat na siebie. Ja dobrze wychowana? dziękuję... Moja mama by Ci zaraz odpowiedziała "ROBILIM CO MOGLIM" - rodzice wtłaczali mi w mózg kanony dobrego zachowania i nieraz sami przesadzali

      Usuń
  4. Moja ciocia dałaby popalić temu gó...łepkowi. pracuje w szkole i wszystkie dzieci ją uwielbiają a chuligani boją bo każdego wytropi i sprowadzi do poziomu. Potrafiła mojego brata 3 kilometry a rowerze przez pole gonić jak nabroił i uciekał przed nią xD A ja? ja byłam zawsze grzeczna, nie sprawiałam żadnych problemów mamie, uczyłam się, nie przechodziłam nawet okresu młodzieńczego buntu! No...no to teraz na starość mi się odmienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bunt musi być - to wpisane w naturę człowieka??

      Usuń
  5. Gdy moja Córuś zaczęła chodzić do szkoły to taki jeden rozwydrzony szczyl uczepił się Jej. Szarpał, straszył, wyzywał. Chciałam pokojowo problem rozwiązać i najpierw rozmawiałam z nauczycielką. Nie pomogło. Potem spotkałam na wywiadówce mamusię szczyla. Rozmowa się nie udała, bo mamusia warknęła, żeby się odczepiła od niej i szczyla. Następnego dnia poszłam po Córuś do szkoły i trafiłam akurat na scenkę jak szczyl usiłował zabrać mojej Córuś czapkę. Złapałam szczyla za kołnierz kurtki i spokojnie powiedziałam, że jak się jeszcze raz zbliży do Córuś to łeb w plecaku będzie nosił. Jak ręką odjął. Niedawno Córuś do mnie dzwoni i płacząc ze śmiechu opowiada, że ten szczyl odnalazł Ją na FB, pogadali o starych dziejach, a on na koniec mówi, że do dziś pamięta, jak się mnie wtedy przestraszył ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Terapia wstrząsowa wskazana od zaraz . Na niektórych inna nie działa.

      Usuń
  6. Może, dzięki Twojej interwencji, ten szczyl nie wyrośnie na łobuza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię .... Chociaż powinnam poterepać tą mamuśką a nie dzieciorem. Pewnie nikt głupolowi nie powiedział że tak się nie robi

      Usuń
  7. Dzisiaj rodzice za dużo, bardzo za dużo dzieciom pozwalają. To może być wynikiem tzw bezstresowego wychowania.
    Pozdrawiam Jago.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest bezstresowe wychowanie tylko zupełny brak wychowania

      Usuń
  8. jakbym ja się do ojca tak odezwał za dzieciaka, to amba fatima...:) ba jakbym przy nim do kogokolwiek się odnosił bez szacunku. PS. Nie lubię karpia:P u nas na święta szczupak króluje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karp to tradycja a ja lubię tradycje tylko w wigilię :) Jemy po kawałeczku :) Gówniarz był ir ytujący i to jemu ktoś powinien zrobić z dupy jesień średniowiecza

      Usuń
  9. No cóż, mamy ze sobą sporo wspólnego :D a co do bachora, obawiam sie, ze kopiuje niestety stosunek swojego ojca do matki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzę z założenia że może domownikom łeb urwać i do kadłuba nasrać skoro oni tak lubią, ale w miejscu publicznym niech się zachowuje tak żeby nie drażnić otoczenia

      Usuń
  10. Idealnym dzieciakiem to ja też nie byłam, ale tak inaczej nieidealnym. Bo ja aż do matury to żadnych pić, paleń, wagarów, nieodpowiedniego towarzystwa i takiego tam nic a nic. Za to wypaliłam rodzicom dziurę w kołdrze lampą, bo czytałam nocą zamiast spać ( lampa pod kołdrą), a jako trzylatka oplułam mamę - nie złośliwie, własnie się tego w przedszkolu nauczyłam i chciałam pokazać jak ładnie już umiem pluć... I nie jadłam. To znaczy nie grymasiłam, jadłam wszystko, tylko w ilości mikroskopijnej - dwa gryzy bułki i już byłam najedzona. łyżka zupy i dość. Podobno mam szału dostawała...
    A w sytuacjach jak ta opisana... Terapia szokowa może być pomocna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to coś pomogło gówniarzowi, ale ja sobie ulżyłam - wiem też byłam straszna ale mi na takie rzeczy by rodzice nie pozwalali. Ja nic nie chciałam jeść - dzisiaj to brzmi niewiarygodnie bo kocham jedzenie

      Usuń
  11. zareagowałabym podobnie. niejednokrotnie przekonałam się, że w takich sytuacjach stanowcza reakcja kogoś obcego potrafi wywrzeć efekt piorunujący.
    ps. też jakaś dziwna jestem - nie cierpię sklepów wielkogabarytowych z nieukrywaną wzajemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to za frajda łazić po sklepach w wolny dzień i to całą rodziną ?? fuuuujjjj

      Usuń
  12. Jak ja zazdrościłam takim rozwydrzonym koleżankom :P Ja zawsze poukładana i licząca się ze zdaniem innych, marzyłam o wybrykach i szaleństwach, zwłaszcza o fryzurze na Shinead O`connor, ale zawsze czułam, że nie wypada. Ehhhhh nudne ze mnie dziecko było.
    A takiemu gówniarzowi, na placu zabaw też zagroziłam, że nogi z zadka powyrywam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie byłam rozwydrzona...rodzice mi nie pozwalali na to żeby być rozwydrzoną. Ja zawsze miałam swoje zdanie i swoje pomysły na życie.

      Usuń
  13. Już mogę wstawić komentarz. Widocznie problem był po mojej stronie, nie Twojej Jaga.
    Tekst mi się podoba.Może dlatego, że też nie znoszę łażenia po marketach. Jak już łazić to po księgarni.
    Poza tym nie lubię takich dzieciaków i obawiam się, że ode mnie też by oberwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) To nie był dzieciak tylko wredny angor z pustogłową mamuśką

      Usuń
  14. kilka razy opisałam podobne zdarzenie (np. restauracja, rodzice zupełnie nie zwracający uwagi na potomka, który biega między stolikami, staje za krzesłem i szarpie oparcie) i zawsze trafiają się czytelnicy zarzucający mi egoizm - że przestrzeń publiczna jest dla wszystkich, że nie powinnam oceniać bo może to dziecko ma jakieś schorzenie o którym nie mam pojęcia, itd. Generalnie z tych wypowiedzi wynikało, że skoro nie mam już małych dzieci to mam się nie wtrącać. Dlatego gdy widzę gówniarza drącego się jak strażacka syrena i stojącą nad nim mamusię powtarzającą proszalnym tonem "nie rób tak" to myślę o matce - dobrze ci tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest egoizm tylko prawo do spokoju. Nie szkoda mi mamusiek które rozwydrzyły własne dzieci do granic bólu - szkoda mi otoczenia które musi znosić wycie syreny strażackiej w wykonaniu dziecięcia...

      Usuń
  15. Nie zdarzyło mi się być świadkiem takiej sceny, jak opisana przez Ciebie. Pewnie też bym zareagowała, tyle tylko, że nie mówiłabym o skopaniu tyłka, byłaby perswazja umoralniająca. Z matką kłóciłam się często, bo narzucała swoje zdanie bez przerwy. O karze za chamskie zachowanie wspomniałam w ostatnim poście. Do 17 roku życia mój syn zachowywał się przyzwoicie. Wraz z piciem alkoholu, paleniem i uleganiem wpływom kolegów(uwielbia popisywać się)zaczęłam obrywać werbalnie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, obawiam się, że takiej młodej wredocie żadne gadki umoralniające by nie pomogły...Kłócić się z matką każdy z nas potrafił ale to co wyprawiał ten gówniarz przechodziło ludzkie wyobrażenia....

      Usuń
  16. Niewiem jakbym sie zachowala w takiej sytuacji. Na szczęście nigdy nie zdarzyło mi się nic podobnego. Mam nadzieję, że moją córkę dobrze wychowam i takich scen nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On był widocznie chowany w przekonaniu że wszystko mu wolno. Nie zareagowałabym gdyby mnie nie stratował

      Usuń
  17. Ho ho ho, to z Ciebie, Jago, był niezły "numerek". Ja też mam trochę za kołnierzem, choć mniej ostentacyjnie niż Ty to robiłam, uchodząc za SUPER GRZECZNE dziecko ;)
    O małolatach robiących w marketach dym, już kiedyś pisałam, o ich matkach także - niereagujących, a może nie potrafiących się zachować, gdy ich latorośl, wychowana bezstresowo, demoluje sklep, ludziom stopy i koszyki...
    Ot wychowanie. Dawniej nie było marketów. Na szczęście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychowanie bezstresowe?? Nie ma czegoś takiego...To wymysł rodziców, którym nie chciało się wychowywać własnych dzieci

      Usuń
  18. powiem coś niepopularnego...może dostanę cięgi, ale to niestety dzisiejsze wychowywanie w duchu bezgranicznej cierpliwej miłości z kategorii "dzieko może", które popieram, ale...z pewnymi wyjątkami. nie sprawdza się zawsze i do każdego dziecka. żeby dobrze wychowywać dzieci trzeba mieć twardą d...i wielki dystans. wiem coś o tym, bo podobno moje prawie 6letnie czy 3,5 letnie czegoś tam nie powinno robic, bo nie rozumie, nie jest w stanie tak kombinowac. g...prawda :) potrafi. i trzeba się pilnowac, by trwac w stanowczej grzecznosci, a kiedy trzeba pokazac swoje emocje i powiedziec - zaraz zwariuje, jak sie nie uspokoisz :) Jaga, podziwiam postawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziecko nie było wychowywane tylko chowane a to już spora różnica. No i to nie był 3 latek - to wyrostek wchodzący w wiek nastolatka....

      Usuń
  19. No, ale Ty też niezłe ziółko byłaś (hi, hi), choć oczywiście 10-latek wymiata. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam w inny sposób wredna :)

      Usuń
  20. Ja byłam grzeczna z małymi wyjątkami do 17 roku życia(kujon, introwertyk), a później nowi na szczęście już byli znajomi przestawili mnie na ciemną stronę mocy-to sobie poszalałam... Coraz więcej takich dzieci, dlatego ostatnio mam negatywny stosunek do nich. Angor nieźle pomiata matką, kompletny brak wychowania. Uważam, że niektórzy przed decyzją o powiększeniu rodziny powinni przejść kurs, albo kupić sobie zwierzątko(chodź tym też trzeba się zajmować). W ogóle część społeczeństwa nie powinna posiadać dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy powinni specjalne testy przechodzić przed chęcią posiadania chomika a co dopiero dziecka....

      Usuń
  21. Efekty bezstresowego wychowania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej brak jakiegokolwiek wychowania ....

      Usuń
  22. Też nie jestem fanką zakupów, ale wolę je robić właśnie w większych sklepach niż w tych małych, bo mogę zobaczyć produkt, dotknąć i nikt mnie nie pospiesza. ALE właśnie, też nie cierpię kiedy wszystko przestawiają. To jest straszne i ten pomysł z mapą, to jak najbardziej w takiej sytuacji, przydałaby się. ;) Człowiek oszczędzi czas. A co do tego dziecka. Podziwiam odwagę, bo choć wkurzyłabym się na maksa, że ktoś mnie potrącił (i to tyle razy!), to chyba nie zdobyłabym się na zwrócenie uwagi. To naprawdę nie jest przyjemne, kiedy ktoś cię potrąca i nawet ,,przepraszam" nie powie.
    Pozdrawiam serdecznie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się ignorować ale za bardzo wyrośnięty gówniarz był żeby przejść obok . Zwrócenie uwagi to jakiś taki odruch i bunt że nikt go nie nauczył dobrych manier

      Usuń
  23. Oj, też nie byłam aniołem bo w książki uciekałam i nie było siły która by mnie do powrotu do żywych namówiła. :) Czyli leń.
    A takiego gowniarza kopnęłabym w tyłek z przyjemnością!!! Dobrze ze go postraszyłaś. A w ogóle hipermarketów nie znoszę i unikam jak ognia. Do milego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki też maniakalnie czytałam nawet całą noc....

      Usuń
  24. Witam wszystkich. A ja się obawiam, że gdyby mama tego małego kryminalisty zdecydowała się mu sprzedać strzał w pośladek, to w sklepie też znaleźliby się obrońcy uciśnionych grożący opieką społeczną. Od skrajności w skrajność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, żeby ktoś zwrócił uwagę matce widząc zachowanie rozwydrzonego bachora...Tym bardziej że to nie było małe, bezbronne niewinne dziecko tylko wyrostek pomiatający całym światem

      Usuń
  25. I bardzo dobrze... należało mu się... miejmy nadzieję, że nie nabawił się traumy i nie zacznie sikać do łóżka. Wstyd przyznać, ale byłam bardzo grzecznym dzieckiem i w ogóle nie rozpieszczonym, choć byłam jedynaczką. Ale ty przynajmniej masz superanckie wspomnienia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale mi go nie szkoda...Dobrze mu tak - właściciel głupiej mamuśki. Rozpuszczony i nie wychowany

      Usuń
  26. Nie dziwię Ci się, że zareagowałaś, ja z pewnością też bym zwróciła temu łobuzowi uwagę, tym bardziej, że z tego co piszesz nie był to już malutki kilkuletni chłopczyk. Mój syn na szczęście już jest dorosły, ale gdy jestem na zakupach, to tak obserwuję nieraz rodziców i ich małe pociechy, które dokazują na całego, a rodzice przyczajeni patrzą na reakcję innych, bo najzwyczajniej w świecie boją się zwrócić swojemu dziecku uwagę nie mówiąc już o jakimś drobnym skarceniu. Zaraz pojawiają się tacy obrońcy, którzy oburzeni zwracają rodzicom uwagę, że tak się nie robi, że niby to i tamto, porażka. A potem Ci sami obrońcy będą się skarżyć do drugiej osoby, że niby jakie te dzieci są niewychowane. No cóż czasy są ciężkie i zwrócisz dziecku uwagę to jest źle, nie zwrócisz to jest jeszcze gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci są różne , ale powtarzam , dzieci a nie wredne angory!! Nigdy nie komentuje zachowania dzieci, bo dzieci są różne więc rodzice powinni najlepiej wiedzieć jak właściwie zareagować . Ale to była patologia!

      Usuń
  27. Dawno u Ciebie nie byłam (pewnie dlatego, że dawno nie byłam nigdzie), wracam, czytam pierwszy tekst i już mi się podoba. Wyobrażam sobie jak lawirujesz pośród półek, nie mogąc niczego znaleźć i z minuty na minutę coraz bardziej się denerwujesz, że Ci znowu wszystko poprzestawiali. Mam to samo. Też nie wiem po kiego grzyba to robią. Tzn. wiem, bo chcą, żebyśmy więcej kupiły, ale to chyba nie działa. Jeszcze mi się nie zdarzyło kupić czegoś, czego nie chciałam kupować, tylko dlatego, że znalazłam to zamiast np. szamponu czy ziemniaków. No i czuję też Twoją frustrację kiedy dzieciak na Ciebie wpada, a później zachowuje się tylko coraz bardziej i bardziej chamsko. Mam to samo czasem na korytarzu szkolnym. Ale się powstrzymuję, bo bo wiesz... nauczyciele uczniów bić nie mogą ;) Ba, nawet dotykać ich nie powinni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i witaj....I to jest błąd, że nauczyciel nie może wlać takiemu rozwydrzeńcowi...nieraz taki kubeł zimnej wody dla gówniarza byłby wybawianiem

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.