niedziela, 18 grudnia 2016

Jaga na Facebook'u:



Całe życie z wariatami odc.1


W okolicach przygotowań do  świąt cierpię na chroniczne napady wściekłości. Mam ochotę wykupić last minute do Tajlandii, Indii, Sri Lanki czy Kambodży, spakować kilka rzeczy i nie mówiąc nic nikomu, wrócić już w nowym roku. To całe zamieszanie, ten obłęd w sklepach, to paranoiczne wręcz, upychanie zbędnego jedzenia do koszyków doprowadza mnie na skraj załamania nerwowego…Bo przecież nikt mi nie powie, że kupowanie w samą wigilię 14 paczek chipsów w różnych smakach plus dwie zgrzewki cud-coli to świąteczna tradycja. Ale wracając do przedświątecznych korków na ulicach, całego obłędu, szlag mnie trafia.  Święta. Czas radości…Ta…Radość jak się patrzy…Tylko czyjej radości, ja się pytam? Odkąd sięgam pamięcią, święta były dla mnie czynnikiem stresogennym i jak by taki stan trwał dłużej byłyby czynnikiem patogennym…Mam trójkę rodzeństwa, ale w okresie dzieciństwa i nastoletniej, burzliwej młodości cała trójka jednakowo działała mi na nerwy. Ojciec choleryk, z wybuchowym charakterkiem i donośnym  głosem, energiczna mama, w całym tym przedświątecznym bałaganie, z widmem wigilii na 28 osób, taką samą liczbą gości w pierwszy dzień świąt, no i czwórką dzieci i pośrodku tego bajzlu, ja, mająca zawsze zdanie inne niż ogół i wcale nie tak skłonna do współpracy jak by sytuacja i czas tego wymagał. Więc nic dziwnego, że święta od zawsze kojarzyły mi się z pośpiechem i nerwową atmosferą. Obiecywałam sobie, że jak ja będę dorosła….Zawsze marzyła mi się rodzina przy wspólnym stole. Bez zgrzytów, z uśmiechami i bez tego pośpiechu. I co? I kupa…Później było jeszcze gorzej. Jak wyszłam za mąż, doszła druga wigilia, a ze względu na  swoją pracę i obyczaje w pracy Dużego często i trzecia (a w praktyce pierwsza wigilia.) Ani rodzice ani teściowie nie wyobrażali sobie naszej nieobecności podczas rodzinnej kolacji. I tak w ten dzień warczeliśmy do siebie już od rana. Grafik napięty, harmonogram dopracowany, ale jak ktoś lub coś po drodze wyszło nie tak, walił się nasz misterny plan. A my, niczym maratończycy, z zegarkiem przed oczami, z obłędem w oczach, zmęczeni humorami świata i swoimi własnymi wojnami domowymi, biegaliśmy z jednego końca miasta na drugi i nie miało to nic wspólnego ze świątecznym nastrojem. Jak ja kiedyś nienawidziłam świąt… Teraz już moja awersja do świąt prawie całkiem zmalała i uczę się jak nie mieć instynktów morderczych w tym czasie, ba! Uczę się jak polubić święta, jak nie zwariować w ten radosny okres. 

Czas zadumy i refleksji? A kto ma czas na dumanie? Kto w ogóle wymyślił ten slogan na święta? Wszystkiego najlepszego? Ale co jest najlepsze? Jedzenie? Życie? Staram się, wyłażę ze skóry, bo chcę, żeby było fajnie, bo przecież idealnie nie będzie, ale ciągle i wciąż ktoś jest niezadowolony i żyje tylko po to, żeby sprawiać przykrość innym.  I to tak bez powodu, tyko tak sobie, dla zasady. Żeby dowalić, dokuczyć a później pobiec się pomodlić do kościoła. W końcu to czas wyciszenia i rodzinnych świąt. Próbuję wszystkich psychologicznych rad i mądrości, ale niewiele z tego wynika. ------>Próbuję od dawna <----Więc co?? Boże Narodzenie daleko od tego rozgardiaszu? W końcu to mają być święta a nie jakiś paranoiczny obłęd. Pomysł prawie genialny, żeby zagościć na Fuerteventurze czy na Ibizie?? Daleko od wszystkich…Taka myśl o bezludnej wyspie zakiełkowała mi już nie po raz pierwszy. Ale pewnie nie jestem odosobnionym przypadkiem. Gdyby wszyscy, którzy myślą tak jak ja lub podobnie, pognali na te bezludne wyspy to pewnikiem byłby tam tłok większy niż w hiper-super markecie w przeddzień zamknięcia.  Cdn, ale chyba w następnym roku. I wtedy wyrzucę z siebie dlaczego jeszcze nie zwariowałam, tak zupełnie i do końca i dlaczego nie wyjeżdżam w odludne tropiki…

55 komentarzy:

  1. Kochana, każdy chyba takie święta przerabiał, ja też długie lata chadzałam na dwie wigilie, a nie daj Boże, gdy zaprosił kto inny, niż rodzice...
    Od kilku lat jest spokojniej, według mojego scenariusza, a dzięki mężowi, który wyręcza mnie w zakupach już od listopada, to naprawdę od soboty jestem w nastroju świątecznym...
    Na wigilię jedziemy do syna i cieszy mnie to nowe doświadczenie i z przyjemnością w piątek przygotuję to i owo, bo wigilia składkowa na 6 osób.
    Odkąd przestałam się spinać i przyjmuję wszystko jak leci z pewną dozą asertywności, to jest łatwiej i udaje się nie zwariować.
    Ale powiem Ci, że z drugiej strony, gdy ubywa bliskich, to czasami tęsknie za tym świątecznym zwariowaniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł. Też świąt nie znoszę, ale na szczęście sytuację opanowałam. Dosyć często mam wigilię tylko u mamy w 4 osoby: ja, mama, mój mąż i córka. Do teściowej zdarza się, że nie chodzę, bo albo nie ma nastroju albo zmęczona. I dobrze. Jest super, bo w domu nigdy nie robię. Nie ubieram choinki. Prezenty bywają bez okazji czyli od Ciebie samej zależy jak to ułożysz, czy poddasz się tradycji, czy zbuntujesz jak ja i obchodzić nie będziesz, a do sklepu po niezbędne rzeczy wyślesz męża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tradycja to tradycja - lubię to , radzę sobie, ale nie przepadam za zachowniami innych ludzi na tą okoliczność

      Usuń
  3. Spokojnych, zdrowych i wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz Jago, gdy zaczęłam czytać pomyślałam, oho, ktoś też wspomina święta jako okres nerwówki i chaosu. ja tez mam takie wspomnienia, z różnych powodów. I szczerze mówiąc niewiele udanych wigilii pamiętam. I bardzo chciałam, tak jak ty, w swoim domu robić to inaczej. I robię, ale też przeszłam okres rozdarcia między dwoma domami, przy czym każdy w innym mieście, na szczęście niezbyt odległym. Ale i tak spędzaliśmy część świąt w samochodzie. Potem to ja zaczęłam do nas zapraszać obie babcie z przyległościami. Wprawdzie robiłam wszystko tak, jak chciałam ale byłam umęczona do granic bo było z nocowaniem a mieszkanie nie jest największe. A teraz znów jedziemy, bo teściowa już nie w formie żeby do nas przyjechać. Ale przynajmniej wiem, że chcę żebyśmy tego dnia wszyscy byli razem. Choć kosztuje to nas z mężem wiele wyrzeczeń i nerwów. Pięknych świąt ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to zabrzmi egoistycznie, ale ucieszyłam się że nie byłam sama w tym obłędzie.

      Usuń
  5. Jago chyba każdy to przerabiał. To są dziwne, czasami sztuczne sytuacje, bo tak wypada........
    Radosnych Świąt Jago. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam coraz mniej się przejmować tym co wypada i coraz lepiej mi z tym....

      Usuń
  6. A ja lubię ten pośpiech, te goniące tłumy. Na przekór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w granicach rozsądku :)

      Usuń
  7. W domu jeszcze ogarniam, ale wyjazd w 1-szy dzień do rodziny męża to zawsze trauma.Nie znoszę plotek, sztucznych uśmiechów i udawania, że "sie lubimy". A do tego wszyscy czują się w obowiązku obdarować wszystkie dzieci ( w sumie 10) i znowu przywiozę worek plastikowego szitu i słodyczy z biedry. Na mnie patrzą jak na dziwadło bo w prezencie daję książki i gry :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w klubie :) I dodaj te "super szczere" życzenia . Brrr...

      Usuń
  8. Ja uwielbiam święta, chociaż wcześniej jestem w stresie bo nigdy nie wiem czy zdażę z wszystkim na czas. Też nie lubię tłumów w sklepach i mnie raczej śmieszą te wielkie zakupy, ale u nas to norma przed kazdym dłuższym weekendem, nie tylko przed świętami, wózki wyładowane po brzegi, np. 30 kartonów mleka itd. Sama często kupuję przez internet, ale czasem nie wszystko jest więc potem muszę stać w kolejce do kasy i czekać zanim przede mną tony zakupów skasują:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że to to tylko raz do roku :) za to handlowcy zacierają ręce

      Usuń
  9. Mam to samo. Wczoraj nawet powiedziałam do Męża, że zamiast wydawać kasę na prezenty ( a byliśmy wówczas w galerii handlowej w poszukiwaniu ostatnich podarków) lepiej zejdźmy na poziom niżej, gdzie mieści się biuro turystyczne i kupmy wycieczkę. Wigilię organizuję ja, a mój cholerny perfekcjonizm, sprawia, że ostatnio całą sobotę lepiłam pierogi o "idealnych kształtach". Wariuję już! :( A moja teściowa tylko wydzwania z tekstami: a tej ryby po grecku, co robisz to ja i tak nie zjem, ze swoją przyjdę, a na co wam ta choinka, a dlaczego pies biega w kurtce mikołaja... Wrrr!
    Spokoju nam obu życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to mi chodzi .... święta to święta tylko ludzie fiksują

      Usuń
  10. ubrałam (a właściwie Młoda ubrała) choinkę i położyłam pod nią prezenty... chyba mogę świętować... :))))))
    spokojnoiści Jago

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to wymaga trochę więcej zachodu :)

      Usuń
  11. Kiedyś wyjechaliśmy sobie, ale na Wielkanoc - i przeżyli bez nas.
    I miałam czas walki ze świętami, ale to z góry przegrana bitwa, więc lepiej to wziąć i polubić, co uczyniłam. I jest luz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego jestem na dobrej drodze ku polubieniu świąt - gorzej z zachowaniami niektórych ludzi - ich się nie da polubić

      Usuń
  12. dlatego my, choć młodzi stażem, stosunkowo ;), robimy Wigilię w domu, a święta w tym roku również w domu. Kto nie strzeli focha, to wpadnie...teście się zapowiedzieli, moi jeszcze mają obiekcje. Przecież nie muszą. Są jeszcze na tyle młodzi, że dadzą radę, bo...podróżują sporo, imprezują więcej niż my...no także tak postanowiliśmy. Bo nie chcemy dobudzać dzieciaków, patrzeć na ich zmęczenie, roziegane spojrzenia, rozkojarzenie, który to już prezent. nie i nie. też sobie coś obiecywałam w dzieciństwie i choć to trudne staram sie tego trzymać. Powodzenia Jaga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała ten rozum 20 lat temu to też bym się nigdzie nie ruszała w wigilię. Ale spoko - powoli to zmieniam

      Usuń
  13. Dla mnie święta już dawno straciły swoją magię .Ten przed świąteczny chaos, bieganina , tony jedzenia którego nikt nie jet w stanie zjeść , udawana radość itd. To jest strasznie męczące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczące ale zaczynam to lubić :)

      Usuń
  14. Moje odczucia są podobne - co roku o tej samej porze wydaje mi się, że następuje koniec świata.
    Jak można TYLE kupować!?
    Mimo wszystko spokojnych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raj dla handlowców - można kupować dużo jak widać :)

      Usuń
  15. Dzisiaj jest Wigilia, więc nie będę się rozpisywać, ale dodam tylko, że masz sporo racji. Jednak wiele zależy od nas samych, żeby nie popadać w takie wariacje.
    Spokojnych i radosnych Świąt Jago:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zmieniam powoli acz sukcesywnie podejście do świąt..

      Usuń
  16. Ha, ha :) Mam nadzieję jednak, że te święta są/były spokojne. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja się dopisuję na te wyspy ;-) Chociaż dotąd myślałam tylko o wyjeździe do hotelu - przecież w luksusowym hotelu też można dobrze spedzić ten czas...? Owszem, rodzina jest super, cieszę się, ze ją mam, ale przyznaję, że spędzenie wszystkich na kupę powoduje jakąś głupawkę. Choćbyśmy uśmiechali się cały czas, to jednak za tym uśmiechem pojawia się zgrzytanie zębami. Wiem, że też moja natura nie ułatwia mi przeżywania świąt - taki ze trochę zbyt duży indywidualista, kochający ciszę i spokój...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale i tak bym tęskniła w ten dzień za rodziną :)

      Usuń
  18. Ufff... dobrze, że Święta trwają tak krótko :) Pozdrawiam poświątecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja akurat lubię Święta :) Ale muszę mocno dbać o to, żeby nie przekształciły się w gonitwę, której potem będę mieć dość. Tak więc jak z czymś nie wyrabiam to wyluzowuję - nie wszystko musi być zapięte na ostatni guzik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero zaczynam przygodę z polubieniem

      Usuń
  20. A ja pomimo tych wszystkich szaleństw przedświątecznych i spędu rodzinnego kocham Święta Bożego Narodzenia. Co roku cieszę się i dziękuję Panu Bogu, że mogłam do nich dotrwać. Może i perspektywa wypadu na jakieś ciepłe wyspy jest kusząca, ale nie wyobrażam sobie, by nie było mnie przy rodzinnym i wigilijnym stole. Jest gwarno, jest zamieszanie, bywa i trochę nerwowo, ale nikt nie będzie dla nas bliższy niż nasi najbliżsi, teraz są, ale przyjdzie taki czas, że może ich nie być, a wtedy będziemy żałować, że nie byliśmy wystarczająco blisko nich w tych wyjątkowych chwilach.

    Też kiedyś więcej się spinałam i denerwowałam przez co ta niemiła atmosfera udzielała się wszystkim w koło, więcej się kłóciliśmy. Pewnego razu powiedziałam sobie dość i wrzuciłam na luz, przecież i tak te moje krzyki i biadolenie, to wkurzanie się na wszystko i wszystkich nic nie zmieni, więc po co sobie i innym psuć humor, lepiej machnąć ręką, policzyć do 10-ciu i pomyśleć o czymś miłym, to działa i wtedy wszystko wydaje się o wiele prostsze i przyjemniejsze :) Mój syn nie ma czasu, mój mąż nie ma czasu, a ja nie dam rady wiele zrobić, więc przestałam się skupiać na detalach, bo głowa muru nie przebiję. Teraz staram się po prostu nie zwracać uwagi i nie nakręcać się i jest mi z tym całkiem dobrze ;)

    Życzę Ci Jago w tym Nowym Roku więcej cierpliwości, siły i spokoju, a mniej nerwów, nie przejmuj się drobiazgami, wrzuć na luz i uśmiechnij się do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) zaczynam dopiero przestawiać swoje podejście do świąt - po latach głupawki to i tak spory sukces

      Usuń
  21. Też obiecywałam sobie, po zeszłorocznych doświadczeniach, że w tym roku wyjadę na wczasy ze świętami i nowym rokiem w pakiecie, albo chociaż z jednym z nich. I co, no o kant dupy rozbiło się wszystko, bo jak położyłam się tydzień przed świętami, tak spędzę w łóżku aż do nowego roku. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Też coraz częściej myślę o tym, żeby spędzić Święta lub Nowy Rok w jakimś egzotycznym miejscu. Najlepiej tak, żeby zobaczyć bombki pozawieszane na palmach :D Gonitwę przedświąteczną znam bardzo dobrze, chociaż powiem, że ostatnio jakoś tak nam się udaje wszystko ładnie opanować. Mniej jedzenia. Pierniczki piekłam z gotowej mieszanki i są pyszne! Pierogi robi teściowa, więc ja nie muszę :D No właśnie, bo ja mam taki niebywały luksus, że wszyscy zawsze razem spędzamy ten czas, więc nie ma gonitwy po domach. Tzn. jest, ale zawsze przemieszczamy się razem - moja rodzina i rodzina męża plus my. Najpierw u teściów, później u moich rodziców, a później u nas. U nas jak sardynki w puszcze, ale też fajnie.

    Wszystkiego dobrego Jago Ci życzę na Nowy Rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc jednak święta mają swój urok :)

      Usuń
  23. Hahaha, ja tam święta uwielbiam... narobię sie jak dziki koń, ale lubie mieć świadomość, że wszystko jest uprzatnięte i dopięte na ostatni guzik. Wigilię robię zawsze u siebie, w nosie mam, co inni o tym myślą, chcą być ze mną w ten dzień - zapraszam, drzwi stoją szeroko otworem, jeśi nie, też dobrze, nie obrażam sie na nikogo... Ale juz po stresach, teraz tylko Sylwester:) Hucznego Ci życzę i szczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam zmieniać swój sposób patrzenia na święta - jeszcze trochę to i ja tak napiszę :)

      Usuń
  24. To rzeczywiście jest problem - świat i my sami ustawiamy sobie poprzeczkę wysoko i potem ledwo do niej doskakujemy. Bo musi być posprzątane, ugotowane i napieczone, do tego prezenty, zakupy, goście... A przecież przeciętny człowiek ma do tego pracę zawodową i codzienne obowiązki, więc wyrobienie się ze wszystkim kosztuje nas sporo. Więc często do tej kolacji siadamy już tak wykończeni i zestresowani, że ledwo potrafimy się tymi świętami cieszyć...
    Nie wiem, jakie są Twoje sposoby na spokojne Święta, ale warto robić cokolwiek, byle nie zatracić się w tym biegu. Ja na przykład mam zasadę, że 2 dni przed świętami już nie chodzę do sklepów. Coś zapomniałam? Trudno. Ale przebijać się przez te tłumy z obłędem w oczach - co to to nie. ;-)
    A co do wakacji w tropikach, to znam wiele osób, które tak uciekają... Ja sobie tego nie wyobrażam. Zimowe wakacje w ciepłych krajach - chętnie. Ale nie w Święta. Święta mają być z rodziną. Taka tradycjonalistka ze mnie. :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za wysoko, zdecydowanie za wysoko :) ale ta część fizyczna i techniczna nie jest dla mnie problemem - to zachowania ludzi doprowadzają do szału

      Usuń

  25. jaga najlepszego zażyczam w nowym roku i zdrowia i spełnienia ))
    a wiesz kto wymyślił slogan o zadumie i zatrzymaniu się i takie tam?? kościół !!Księża z katolickiego obrządku zapewne, wszak oni maja czas na wszystko he he

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nudzą się , dlatego takie herezje wymyślają

      Usuń
  26. Ło matko, koszmarnie to się wszystko przedstawia... Ale nie wyjechałaś w tropiki, więc coś jest na rzeczy- jakieś światełko w tunelu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko - już niedługo dokończę mój monolog świąteczny

      Usuń
  27. Przerabialam już Święta w 2 rodzinach.Ze wzgledu na odległość połowa dnia uplywala nam w podróży. W tym roku było spokojnie i tak jak sobie wymarzyłam.
    Co do zakupów, nigdy nie robię ich w Wigilię lub w przeddzień. To kwestia zorganizowania się i upieczenia chlebaw domu.Bo przecież najczescuej tuż przed Świętami kupujemy jednak pieczywo aby było świeże, prawda? Pozdrawiam i życzę luzu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem też na dobrej drodze do tego :) Pieczywo piekę sama od dawna więc na święta nie stanowi też problemu. Zakupy też planuję tak żeby w ostatnim tygodniu już nie szaleć po sklepach - luzu się uczę i już mi niewiele brakuje do pełnego

      Usuń
  28. Wiesz, co? Mnie się ciśnienie podniosło od samego czytania! Dobrze, że już po. Teraz zostało mi tylko życzyć Ci wspaniałego 2017! Niech będzie świetny!

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.