niedziela, 8 stycznia 2017

Jaga na Facebook'u:



Całe życie z wariatami odc.2 ostatni




Wiedziałam, że tak będzie i że nie będę mieć czasu, żeby usiąść w ferworze zamieszania świątecznego, napisać kilka rozsądnych słów czy nawet odpowiedzieć na komentarze, ale tak wybrałam. Tak chciałam. Tak miałam. Święta takie jakie mi się marzyły. Nie w tropikach, nie na Ibizie, nie na tropikalnych wyspach. Ale w naszym domu. Właśnie zakończyłam świąteczny czas. Wyjechali ostatni goście, dom zaczyna żyć starym rytmem. Przedświąteczne przygotowania mają swój urok. To nie natłok prac w kuchni i świąteczne porządki doprowadziły mnie to tak absurdalnych pomysłów. Mimo, że w złości i w zmęczeniu zdarzało mi się bredzić jak Piekarski na mękach to nie wyobrażam sobie innych świąt. Świetnie sobie radzę ze smażeniem karpia czy pozostałymi, tradycyjnymi, dwunastoma wigilijnymi dniami. Byłam w stanie tak się zorganizować, żeby do zatłoczonych sklepów nie wchodzić już kilka dni przed Wigilią i żeby poza wigilijną kolacją upiec dodatkowo kilka chlebów, makowca i ugotować kompot z suszonych owoców. Zgadnie z zaleceniami uczonych w piśmie przygotowania do świąt zaczęłam dużo wcześniej. Znalazłam chętną do pomocy w lepieniu pierogów już w poniedziałek, bo od czego są zamrażarki? Mama dostała za zadanie zrobienie wigilijnych gołąbków, które dla mnie do dziś stanowią problem, bratowa zrobiła piękne uszka a reszta dań to już drobiazg… I to nie o tą stronę przedświątecznego obłędu mi chodziło. Do szału mnie doprowadza ludzkie zakłamanie, fałsz i obłuda. Odnoszę nieraz wrażenie, że niektórzy żyją tylko po to, żeby robić na złość innym. Żeby komuś dokopać, szczególnie jak ten inny jest  w pozycji leżącej. Bo to takie ekscytujące i ludzkie mieć wrażenie wyższości. To właśnie ta strona świąt jest tak przeze mnie znienawidzona. Ludzie, którzy powinni być pomocni, bliscy i serdeczni - kipią jadem i nienawiścią. I po co? Tylko po to, żeby pokazać swoją przewagę nad resztą świata? Żeby poczuć się lepiej? Bo tak i już? Nie znajdę na to pytanie odpowiedzi…i jak mam być szczera to chyba już nawet nie chce mi się szukać. Ja wiem, że to nie opowieść wigilijna i filmowego „happy endu” nie będzie, ale po co zatruwać innym życie?
W pozostałych  aspektach przygotowań do świąt i samych świąt jestem tradycjonalistką do bólu. Nie ukrywam, że miałam ochotę nie raz i nie dwa w ferworze  świątecznych przygotowań rzucić tym wszystkim w diabły żeby nie patrzeć na wykrzywione twarze w grymasie nienawiści do całego świata. Wyjechać i co dalej? Zostawić rodziców, którzy mają już swoje lata, ale do dziś nie odmówią pomocy? Ojca, który na hasło malowanie, już następnego dnia o 7.30 puka do drzwi obładowany puszkami farb, barwnikami i drabiną malarską? Ojca, który ma 77 lat, ale nigdy mi nie powiedział, że jest zmęczony moimi pomysłami i remontami? Mamę, która zawsze upiecze coś słodkiego na wszystkie imieniny, urodziny czy inne rodzinne spędy, bo wie, że wszyscy uwielbiają jej wypieki i nikt nawet sobie nie pomyśli, żeby iść i kupić coś gotowego w pobliskiej cukierni? Brata, który w razie potrzeby przyjedzie z drugiego końca miasta zmienić mi koło, bo akurat złapałam kapcia i nie powie, że jest zmęczony po pracy?  Drugiego brata, który mimo, ze notorycznie, wszędzie i wiecznie się spóźnia w razie potrzeby ściągnął by przysłowiową ostatnią koszulę, żeby ją oddać? Czy siostrę, z którą się widzę nie więcej niż raz na rok, ale mam  z nią codzienny kontakt i wiem, że to ja, w jej niełatwym życiu, w obcym kraju, jestem oparciem w najtrudniejszych dla niej chwilach? Jak mam zostawić najbliższych, którzy na co dzień nie raz doprowadzali mnie do białej gorączki, ale czekający na ten dzień przez tyle czasu, żebyśmy chociaż w ten dzień mogli się spotkać wszyscy? Każdy z nas ma swoje rodziny, swoje problemy, swoje życie, ale dobrze jest uczestniczyć w nim choć trochę, żeby dawać przykład naszym dzieciom, jak nie należy spędzać świąt. Kiedyś to będzie ich rola, kiedyś to one przejmą nasze tradycje. Żeby kiedyś i one mimo silnej pokusy, nawet nie myślały o spędzaniu świąt na Dominikanie. Bo w końcu po to jest rodzina, prawda? 



 Żeby drażniła, żeby wkurzała, żeby doprowadzała do piany, żeby było się z kim kłócić na co dzień, ale żeby w razie potrzeby można było na nich liczyć i żeby to właśnie z nimi można było usiąść do wspólnego wigilijnego stołu i nie myśleć o świętach z obrzydzeniem. To się nazywa rodzina...I nie wyobrażam sobie jak mogła bym wyjechać w święta i zostawić całe to wariactwo – nie tęskniła bym tylko za tymi, którzy mnie nie chcą oglądać mimo, że muszą i na każdym kroku udowadniają, że nie mają najmniejszej ochoty na oglądanie mojej, zazwyczaj, roześmianej facjaty. Jakoś będę musiała żyć ze świadomością, że nie każdy chce być miły i nie każdy chce, żebym uczestniczyła w życiu innych. Ale trudno.  No i będę musiała żyć ze świadomością, że we wszechświecie są istoty, które mnie nie znoszą. W końcu nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili. Tylko ile życie było by prostsze gdybyśmy potrafili rozmawiać. Ale trudno.  Dam radę. W końcu Jaga to ja... Oby do wiosny…   


                                                                                        Koniec

29 komentarzy:

  1. Kiedyś rozmawiałam z przyjaciółką na podobny temat, tzn. lubienia i nielubienia się ludzi. I ona mi powiedziała: wiesz, jakby mnie X lubiła to ja bym się ze wstydu spaliła. I faktycznie tak jest. Są ludzie, którymi nie należy się przejmować, i trzeba się cieszyć, że nie traktują nas jak przyjaciół. Myślę, że o takich ludziach między wierszami pisałaś w swoim podsumowaniu. Skądinąd wygląda na to, że miałaś fajne święta i dni okołoświateczne. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet moją ukochaną czekoladę nie każdy lubi....więc coraz mniej się tym przejmuję ale w świąteczny czas emocje biorą górę nad rozsądkiem

      Usuń
  2. To ważne, co piszesz - żeby nasze dzieci przejęły pałeczkę we wszystkim, w chodzeniu na groby, w obchodzeniu świąt, w pomaganiu sobie, nawet gdy inaczej jest łatwiej, bo tak nas nauczyli rodzice, bo tak trzeba...
    Pewnie, że czasem sie nie chce, że męczą rozmowy na niektóre tematy czy różnice zdań, ale to taki koloryt, takie nasze piekiełko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego musimy dawać przykład naszym dzieciom nawet wtedy kiedy nie zawsze mamy na to ochotę

      Usuń
  3. Nie mam tak licznej rodziny, a z dalszą jakoś nie utrzymuję kontaktów. I tradycjonalistką też nie jestem. Ale moją mamę zawsze musi mieć kto przytulić na święta. W tym roku miała dwa zaproszenia: do nas, albo do mojej córki (też jedynaczka). Wybrała u córki, bo ma problemy z oczami i chce odczekać z wyjazdami do czasu przeprowadzenia operacji zaćmy, najlepiej na obu oczach. Wtedy mam nadzieję przyjedzie i odwiedzi też nas. Może już na Wielkanoc. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Boże Narodzenie musi być tradycyjnie... no i ważne jest żeby było też rodzinnie

      Usuń
  4. sama nie wiem... nas jest dużo, tradycyjnie zawsze wszyscy u mnie, bo u mnie miejsca najwięcej. I, podobnie jak u ciebie, organizacja w sensie gotowanie i takie tam to żaden kłopot, zawsze się ogarnia. Tylko u nas wszyscy się lubią. Nie, nie zawsze jest idealnie, bo każdy ma swoje słabości, ale jakoś jest miło, czym czasem jestm zaskoczona, bo bywa, że się martwię, jak ten z tym czy z tamtym. A nie... jest ok... to co napisałas pozwoliło mi na refleksję , że to jest piękne i jak najbardziej warte pielęgnowania. A nie ukrywam, że jakiś czas temu miałam okres buntu ja, i to ja nie chciałam żadnych tam choinek, kolacji tej całej reszty. Musiałam być dla innych trudna do zniesienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale bezinteresowne zrozumienie czy brak nienawiści i wzajemnej niechęci chociaż w ten świąteczny czas byłby wskazany. Reszta jest OK

      Usuń
    2. No własnie. Tak na chwilę włączyć w sobie - na chwilę chociaż - tylko dobro.

      Usuń
  5. Wiesz Jago pięknie to napisałaś, i może to głupie, ale się wzruszyłam czytając Twój wpis. Masz rację na świecie jest mnóstwo zła i nienawiści. Bywa niestety, że w najbliższej rodzinie są różne przykre spory i waśnie i ten z tym, czy tamtym nie usiądzie do wspólnego stołu lub nie połamie się opłatkiem. My ostatnio z mężem rozmawialiśmy właśnie o tym, że życie jest poniekąd takie krótkie i nieprzewidywalne, że szkoda go na wszelkie kłótnie, złości, nienawiść, zawziętość, bo potem nagle coś się dzieje niespodziewanego i czujemy pustkę w sobie, żal, jest nam ciężko na duszy, że przecież nie musiało się to wszystko tak potoczyć, że przecież mogło być inaczej, przyjemniej, przyjaźniej, a teraz nie da się już tego naprawić, czasu się niestety nie cofnie. Cieszę się, że Twój czas świąteczny był taki radosny i rodzinny, to jest najważniejsze, by wszyscy ze sobą żyli w zgodzie i by zawsze można było liczyć na tą drugą osobę. I tak jak piszesz pomimo różnych spięć, bo tego się nie wyeliminuje całkiem z życia, przychodzą te ważne chwile, które puszczają w niepamięć to co było i budują tę bliskość i więź, bez której nie byłoby tej całej magii i sensu życia.
    Ja co prawda nie mam tak licznej rodziny, bo tylko jednego syna i jedną siostrę, ale staram się dbać o jak najlepsze relacje między nami i gdy tylko coś się dzieje, staram się tym zainteresować i w miarę moich możliwości pomóc. Wiem też, że gdybym miała jakiekolwiek problemy zawszę mogę liczyć na swoich bliskich. Cieszę się z tego i doceniam to bardzo, bowiem zdaje sobie sprawę, że jest całkiem sporo takich ludzi, którzy są samotni bądź właśnie żyją w ślepej nienawiści i żalu i nie mają się do kogo zwrócić o pomoc tylko borykają się z tym całkiem sami, często nie radząc sobie z tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Gabuniu - szkoda życia na nienawiść Nigdy nie wiadomo co kogo czeka i gdzie - więc po co?? Skoda, bo można fajniej

      Usuń
  6. Ja tak jak Gabunia, wzruszyłam się. Powinno się kultywować zwyczaje i przekazywać młodym. Moja siostra w obrębie swojej małej rodziny to robi. Natomiast ma trudności z przejściem z bramy do bramy, by mnie uściskać świątecznie, lub zapytać czy czegoś nie potrzebuję, bo zna mojego syna odkładającego wszystko na później. Pozdrawiam w nowym roku. A te bałwanki na zdjęciu, to Twoja robota?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie z rodzinką bywa - ich się nie wybiera - trzeba się z nimi nauczyć żyć, bo bez nich ciężko

      Usuń
  7. Piękny wpis...wzruszający. W żadnym innym czasie nie pragniemy tak bardzo być z rodziną, jak w święta Bożego Narodzenia. Ja w te święta też mogłam cieszyć się rodziną, a nie zawsze tak jest, bo mieszkamy daleko od siebie. Co do złych osób, myślę jak Gabunia - życie jest za krótkie, żeby się nimi przejmować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - to magiczny czas i żeby nie wiem jak źle było to chcemy być z rodziną

      Usuń
  8. BO taka rodzina to skarb i jak to mówią w niej drzemie największa siła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubimy jakoś rodzinnie spędzać ten czas i prawie każdy jest zadowolony

      Usuń
  9. mogę tylko powiedzieć że zazdroszczę takiej rodziny na którą można liczyć. Mi się nawet nie chce wspominać wigilii gdy przyjechaliśmy we 2 do mojego rodzinnego domu i zastaliśmy syf i brata i ojca pijanych. Dobrze że przywieźliśmy ze sobą jedzenie bo jedyne co brat próbował przygotować to wątpliwej jakości bigos. Na szczęście pozostałe dni świa miałam przyjemne bo mimo że na te 2 najbliższe osoby nie mogę liczyć to mam i babcię i ciocie i dalszą rodzinę która mi to jakoś rekompensuje. pozdrawiam cieplutko w te mroźne dni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wOw.... przykre. Dobrze, że jest jeszcze babcia i ciocia

      Usuń
  10. Grunt, że wspaniale spędziłaś czas. I tak, jak sobie wymarzyłaś. Resztę się wytnie ;)
    Serdeczności ślę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę. Aż miło było czytać

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś tak jest, że z wiekiem coraz bardziej docenia się więzy rodzinne...niestety, niektórych nie można już odbudować. pOZDRAWIAM:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, też coś wiem o tej niemożliwości odbudowy

      Usuń
  13. Nie ma co sobie świąt psuć tylko dlatego, że ktoś ma jakiś problem. Sama wychodzę z założenia, że róbmy tak, żeby nam było najlepiej (póki oczywiście kogoś nie krzywdzimy).
    To piękne, że dbasz o tradycję- mam wrażenie, że powoli od nich odchodzimy, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie właśnie tradycyjne i "normalne" święta ...

      Usuń
  14. a jednak zdarzają się takie sytuacje, kiedy próbujemy spędzić święta inaczej, na tej przywołanej Dominikanie. Zazwyczaj stwierdzamy, że to nie to, że święta trzeba spędzić inaczej, ale niekiedy jednak się to podoba...bo mimo że jest rodzina, to mamy jej serdecznie dość...
    na marginesie fajnie, że masz braci i siostrę, na których możesz liczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie wybieram się nigdzie na święta ... mam nadzieję że te pomysły były spowodowane zmęczeniem. A posiadanie rodzeństwa generalnie nie u każdego jest to powodem do radości - tu akurat sprawdza się

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.