czwartek, 19 stycznia 2017

Jaga na Facebook'u:



Mezalians*


Dzień przed wigilią. Nogi już dawno wlazły mi w miejsce, popularnie zwane tyłkiem. Wyciągnęłam na chwilę obolałe kości na kanapie mając w perspektywie dalsze szaleństwa w kuchni. Delektując się chwilą ciszy od bulgotu kuchni i ciesząc się perspektywą 15 minutowego odpoczynku z niechęcią popatrzyłam na dzwoniący telefon….Uffff, to „tylko” koleżanka, pewnie znów chce jakiś przepis mojej mamy, którą zna i też tak jak ja, podziwia za talent kulinarno-cukierniczy. Odebrałam. Zamiast radosnego głosu dotarły do mojej świadomości strzępki zdań, przerywane żałosnym łkaniem. Chwilę trwał ten stan zanim udało mi się wyłapać kilka chaotycznych słów. Powtarzała: „uderzył mnie”, „nie wiem co dalej”  „co ja mam robić….” A ja niby skąd mam to wiedzieć, do cholery….Uderzył....uderzył...Dzwoni w głowie tak, że aż boli...Gonitwa myśli, a w głowie i tak pustka, taka wielka czarna dziura i ja, która zawsze wiem co powiedzieć, ale w tej chwili nie mam pojęcia jakich słów użyć. Cokolwiek w tej sytuacji powiem to wszystko zabrzmi głupio i pretensjonalnie. Wydusiłam tylko z siebie, że mi przykro. I tak mam zostawić koleżankę? Jednym zdaniem „przykro mi” załatwię wszystko? To jej trochę pomogłam… Pomocna ze mnie dusza jak cholera. Jestem rozżalona i wściekła tak, że ręce zaciskają mi się w pięści. Co za drań gnojek i bydlak!!! Po co on zakładał rodzinę, po co się żenił, po co zawracał jej głowę, po co, po co…Kotłujące się myśli rozsadzają mi czaszkę. Co jej mam powiedzieć? Co doradzić? A ich wspólne życie zapowiadało się tak dobrze, tak szczęśliwie. I tak niedawno, dosłownie kilka lat temu, w dzień podobny do dzisiejszego, mroźny, śnieżny i zimowy brali ślub. Bawiłam się na ich weselu…



Nawet poprosili mnie, żebym, jako bliska koleżanka, uczestniczyła z nimi w ślubnej sesji. Jako pierwsza dowiedziałam się że urodziła się im pierworodna córka, później byłam informowana o kolejnych ciążach. Jej marzeniem, jako jedynaczki, od zawsze była duża rodzina. Bardzo duża. I wydawało by się, że jej marzenia się spełniają. W ciągu zaledwie 6 lat „dorobili się” już czwórki dzieci. Najstarsze z dzieci ma prawie 6 lat, najmłodsze jeszcze nie chodzi. Ona pracująca w lukratywnym zawodzie, on na bardzo eksponowanym stanowisku i zarabiający tyle, że cyferki z wypłaty na koncie musi liczyć na palcach, a zwykły zjadacz chleba takich sum nie ogląda przez większość życia.   Ale nie wszystko wyglądało pięknie jak na reklamie płatków kukurydzianych. Niczym w baśni o złej królowej szybko pojawiła się rysa, która robiła się coraz głębsza. Okazało się, że królowa matka doszła szybko do wniosku, że nie o takiej synowej marzyła dla prawie 40-letniego synalka. Dzielnie jej sekundowała i podtrzymywała ją w chorych urojeniach, córeczka, tu jedyna siostra księcia, która mimo osiągnięcia ponad półwiecza życia, nadal nie znalazła sobie kandydata godnego swojej osoby. No i zaczęło się od utyskiwań na ich plany dotyczące prokreacji, że niby po cholerę im tyle dzieci, że hałas, bałagan a już najbardziej w uporządkowanym życiu królowej matki. Że jak przyjeżdżają w odwiedziny to tylko krzyki dzieci, płacze i pieluchy…Że przeprowadzili by się bliżej, bo 120 km w jedną stronę jechać po to, żeby tylko chwilę syneczka zobaczyć, to absurd w najczystszej postaci. No a później królowa matka poszła o krok dalej. Synowa zaczęła jej przeszkadzać w tak rzadkich spotkaniach z synusiem, którego, jak to określiła, złapała na dziecko, więc książę zadecydował, że swoją mamunię i siostrunię będzie sam nawiedzał. I nie ważne, że to jest to akurat czas świąt czy innych uroczystości, które zwykło się spędzać z najbliższą rodziną. Więc się dostosował. Spędzał. Pakował dzieci do fotelików i krzesełek, zabierał nawet zapas pieluch, zostawiając swoją żonę, często ciężarną, samą. Charakter pracy nie zezwalał na częste wizyty nawet w domu, w którym żyła i mieszkała jego żona z dziećmi. W końcu ona wiedziała za kogo wychodzi i sama chciała mieć dużo dzieci. A on jeszcze ten okrojony czas, dzielił z mamusią i siostrą. Wracał z domu rodzinnego nabuzowany, kipiąc jadem, złośliwościami i nienawiścią, inspirowany przez swoje rodzime kobiety, genialnymi pomysłami na życie. Jak była w którejś z kolejnych ciąż książę wymyślił (?) żeby przeprowadzić rozdzielność majątkową. W razie, gdyby nie chciała się zgodzić, zagroził jej rozwodem. Bo, że niby ona chce roztrwonić jego majątek, jego krwawicę. Bo pracować cały czas nie może, bo dzieci się zachciało rodzić. Więc, tak na wszelki wypadek, mamusia doradziła, żeby dom przepisał na bliską kuzynkę, która bliższa jego sercu niźli koszula. A to znowu, żeby nową, wypasioną brykę zarejestrował w ich rodzinnej mieścinie czyniąc z mamusi i siostruni współwłaścicielki. I co wyjazd do rodzinnego gniazda żmij było gorzej, smutniej i bardziej beznadziejnie.
Moja koleżanka, do tej pory zachłyśnięta swoim późnym małżeńskim szczęściem, zaczęła się żalić. Zobaczyła, że jej bożyszcze, jej książę nie jest taki cudowny i wyśniony, tylko, że to nie mający własnego zdania maminsynek. Zdarzało się jej popłakiwać w samotności, dzwonić i po prostu prosić o towarzystwo…Jak widziałam jego zacne lico, coś się we mnie buntowało.  Ale starałam się jej nie mówić o swoich wątpliwościach, bo do pewnych rzeczy lepiej dojść samemu...On za to na pozór bardzo elokwentny i miły dla odwiedzających ją koleżanek, ale na pozór…Przy wizytach dało się wyczuć chłód i rezerwę. Bywało że grzecznie acz chłodno wyprosił ze „swojego domu” którąś z jej przyjaciółek czy kuzynek. I tym sposobem jej liczne grono znajomych i przyjaciółek zaczęło się sukcesywnie wykruszać, aż zmniejszyło się do dwóch koleżanek. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, co jeden powrót do domu, było gorzej i bardziej dramatycznie. Facet na świeczniku, cieszący się ogólnym szacunkiem, popularny i często rozpoznawany na ulicy, znany i uważany w swoim środowisku za autorytet….I co? Po kolejnej wizycie u mamusi nie wytrzymał presji i jej oczekiwań co do jego rodziny? Musiał uderzyć? A co będzie dalej? Bo przecież jak uderzył pierwszy raz to nie będzie mieć oporów, żeby to zrobić po raz kolejny. Co z dziećmi? Co ma robić osoba, której świat, niczym rozbita szklanka, rozpada się na setki kawałków? Co z jej nadziejami i marzeniami o wspaniałej rodzinie? Bo faceta z klasą poznaje się nie po tym jak zaczyna ale jak kończy?  No, ale grunt, żeby mamusia była zadowolona. Reszta niech się dostosuje a jak nie chce się dostosować, to zaliczy dwa razy w pysk i też się dostosuje…





* Mezalians (fr. mésalliance) – małżeństwo z osobą niższego stanu np. szlachcica z chłopką. Było uważane za małżeństwo nierówne, nieodpowiednie i niestosowne. Dzisiaj pojęcie bywa używane w odniesieniu do związku osób różniących się wykształceniem lub statusem materialnym, niestosowne małżeństwo, skandal.

88 komentarzy:

  1. Podoba mi się Twój styl pisania☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby nie majętność owego pana i niechęć do licznej progenitury, to pomyślałabym, że opisujesz moją niedoszłą świekrę i jej bliźniaki. Ja już na starcie byłam niedobra, bo jako 29 lata, "urodzę dziecko z mongolizmem"-oczywiście zdaniem jego matki. Gdy okazało się, że dziecko zdrowe, to znalazły się inne powody do narzekania i nie dbania o pierworodnego. Ciekawe czemu mamusia mu nie doradziła, by się wykastrował, jak nie chciał tylu dzieci. Przecież ona palcem sobie ich nie zrobiła. Mężczyźni potrafią być głupi ale przy tym mieć swoje zdanie, takich jestem w stanie zaakceptować. Nie akceptuję takich, co to wiedząc, że są mięczakami, próbują wzmacniać swoje ego, wyżywając się na słabszych(żonie, dziecku, podwładnym).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadanie dzieci było ich wspólną decyzją, bo jak powszechnie wiadomo do tego jak do tanga - potrzeba dwojga :) A takich palantów należało by kastrować bez uprzedniego ostrzeżenia

      Usuń
  3. Aż sie w człowieku krew gotuje...w takich momentach myślę, jakie miałam szczęście i takowe ma mój syn także, bo dobrze trafił, a ja staram się być normalna, chociaż mam jedynaka, a jego wybrankę traktować jak córkę.
    Co sobie myślą takie matki-teściowe? To chyba powinno się leczyć albo izolować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie szlag trafia ale takie królowe matki (a raczej krowy matki) zdarzają się to i to powinno się leczyć zanim komuś zrujnują życie

      Usuń
  4. Mamusie zazdrosne o swoich synków, to nie takie rzadkie zjawisko, a jeśli synek jest mięczakiem to tragedia. Co taka żona ma zrobić... Nie zgadzać się. Ujawniać sprawę. Jeśli uderzył raz, to będą i następne razy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgadza się i to przez to dostała. Będzie następny raz... też jej to próbowałam uzmysłowić. Ona potrzebuje czasu i chyba jeszcze większego wstrząsu...

      Usuń
  5. Kawał gnoja z gościa! Niech koleżanka pakuje dzieciaki i zwiewa od chama i jego pokręconej rodzinki. Skoro dupek dobrze zarabia niech ściągnie z niego ile się da na dzieciaki. Dobry adwokat jej pomoże. Jest młoda znajdzie kogoś odpowiedniego. Życzę jej powodzenia i głowa do góry :) Teściowa pinda jedna jeszcze zapłacze... Pozdrawiam Cesarzowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kawał tylko cały gnój...Spakować się można tylko gdzie pójdzie...Niestety mają rozdzielność majątkową. Jej majątek to dzieci. Teściowa ma nasrane w mózgu i nic tego nie zmieni

      Usuń
  6. Bardzo mi szkoda twojej przyjaciółki bo na nic dobrego już liczyć nie może. I jak piszesz sama - na pewno znów uderzy. A uciec od niego? Jak, z dziećmi? Poza tym dlaczego ma wszystko zostawić? Szczerze mówiąc jak sie doczytałam, że on miał prawie 40 i dopiero się żenił to pomyślałam - oj, coś tu nie gra. Zwłaszcza, że tak ustawiony to powinien być rozrywany. Teraz wiadomo: mamusia i siostrunia skutecznie przeganiały. Nie wiem, co poradzić. Może powinna iśc do jakiegoś terapeuty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - to wszystko nie jest takie proste. Ona ma plan, ale na realizację potrzeba czasu. U terapeuty już byli i skończyło się na tym że pani psycholog też jest głupia i nie zna życia - więc skoro terapia nie pomogła więc już chyba nie ma ratunku . W tej sytuacji ona musi podejmować decyzje za swoje życie

      Usuń
  7. Kurcze, słabo, nie da się tego za bardzo ponaprawiać, a szkoda, bo dzieci najbardziej ucierpią. rozwód w tej sytuacji będzie pewnie długi i bolesny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj będzie , będzie - tylko ucierpią dzieci i ona - tego palanta mi nie szkoda.

      Usuń
  8. Dobrze już nie będzie. Sama mam dwóch kumpli lat 49/54, którzy nadal mieszkają z mamusiami, i nie potrafią zrozumieć, że właśnie przez mamusie nie mogą sobie tego życia jakoś normalnie ułożyć. Tragedia. Szkoda, że kobiety nie pamiętają, że wychowujemy chłopaków dla innych kobiet, i że nastaje moment, w którym należy się nieco/całkowicie z życia chłopaka usunąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to wiem, ale ona chyba ciągle żyje nadzieją na ...A takie mamusie powinno się izolować

      Usuń
  9. Co za paskudny typ bez własnego kręgosłupa! I co za paskudna rodzinka tego typa :(. A mogło byc tak pięknie... dzieciaczki... kasa jest, to się martwić nie trzeba... tylko radośnie dbać o siebie nawzajem...ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogło być pięknie ale on woli rady i porady mamusi

      Usuń
  10. Miałam podobną sytuację. Moi przyjaciele byli ze sobą tak długo jak ja z mężem. Ich sielankę przerwał fakt, kiedy zamieszkali ze sobą i kiedy mama faceta, a teściowa przyjaciółki, zaczęła składać im wizyty, nawet o 7 rano! Przemeblowywała im mieszkanie, doprawiała zupy... i buntowała synka przeciwko narzeczonej. Związek się rozpadł. Co prawda, moja przyjaciółka nigdy nie została uderzona przez swojego faceta, ale niesmak pozostał. A ja wciąż nie rozumiem jak prawie czterdziestoletni facet mógł porzucić wieloletnią partnerkę i wrócić do mamusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego mama i teściowa powinny trzymać się z dala od młodych ludzi, którzy muszą sobie życie ułożyć wg własnych potrzeb

      Usuń
  11. Szkoda, że wcześniej od niego nie uciekła. Wiem, łatwo się mówi, ale lepiej samemu niż w nieudanym związku /co by tu nie powiedzieć - z wieloma osobami/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz musi myśleć za 4 dzieci i za siebie - ale decyzję musi podjąć sama

      Usuń
  12. Gnojek, drań... Szkoda kobiety i dzieci, ale karma wraca. Dobrze, że mój chłopak ma normalną mamę :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gnojek to delikatnie powiedziane....Te uważaj - na razie to mama chłopaka a teściowa jest zawsze wredniejsza :) ...z urzędu

      Usuń
    2. Myślę optymistycznie :) Wszystko działa w dwie strony :P Każda akcja rodzi reakcję :D

      Usuń
  13. Nie wiem, jak to skomentować. Ale na wszelki wypadek gdyby ten nieszczęśliwy człowiek kiedyś na owy post natrafił, warto wiedzieć, że nie musi tak być. To wszystko da się przerobić, ale całkiem możliwe, ze w tym przypadku - z dobrym psychoterapeutą, bo chłopak jest ewidentnie rozdwojony; matka ma na niego nadal dalszy wpływ niż najbliższa rodzina (żona) a jeśli taka hierarchia zostaje zachwiana, źle się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się nie da komentować - byli na terapii w poradni ale działało do kolejnej wizyty u rodziny, więc chyba już nie ma ratunku

      Usuń
  14. Czytając to uświadomiłam sobie jaki na mnie ciężar i odpowiedzialność spoczywa za wychowanie synów, jako przyszłych mężów. A koleżanki mi szkoda, choć taki mężuś i mamusia to częste klimaty niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mamusia....takie typy powinno się w kosmos wypi.....

      Usuń
  15. o matko i wszyscy święci a Ona wie, że jest patelnia w domu?
    normalnie w nocy, kiedy On śpi bierze patelnie i jak nie przypierdoli ...że już nigdy więcej żaden cham i prostak jej nie uderzy !!!
    no i tak sie sprawy załatwia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale istnieje ryzyko że że się ocknie i będzie jeszcze gorzej a zabije świnie to pójdzie siedzieć za człowieka :P

      Usuń
    2. e to trzeba umiejętnie przypierdolic Jago ;-P

      Usuń
  16. Miłości tu nie widzę, a tym samym szans na to że będzie lepiej, za to może być gorzej, więc rozwiązanie jest tylko jednov- odejść. Taki toksyczny związek tylko niszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odejść - tylko gdzie z 4 dzieci .Faktycznie toksykologia straszna

      Usuń
  17. Powinnaś jej poradzić, aby zrobiła obdukcję. Palant nie musi o tym wiedzieć, a ona, o ile rękoczyny się powtórzą, za każdym razem niech gromadzi dokumentację znęcania... mogłaby również zainwestować w kamerkę i nagrywać wszystko. A ty ją wspieraj, bo musi wiedzieć, że jest ktoś, do kogo może się zwrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspieram - tylko tyle mogę zrobić. Reszta decyzji należy do niej

      Usuń
  18. Łatwo jest komuś doradzać, ale decyzje niełatwo się podejmuje. Powinna zrobić obdukcję, przeprowadzić rozwód z jego winy, a potem wystąpić o alimenty. Jeżeli gość dobrze zarabia, to alimenty będą wysokie. Zresztą alimenty można sobie zabezpieczyć, jeszcze przed rozwodem... Ale to są porady obserwatora, osoba, która jest w środku świat widzi całkiem inaczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie doradzam, co powinna czego nie powinna - kto może wiedzieć poza nią samą, prawda? Ja wiem, że rozdzielność majątkowa obowiązująca między małżonkami nie wpływa na obowiązek alimentacyjny między nimi, jaki powstaje po orzeczeniu rozwodu, ale jest kwestia mieszkania....

      Usuń
  19. Smutne. W tej całej sytuacji jedno jest dobre, że koleżanka ma Ciebie - dobrą duszę, której nie jest obojętny los jej rodziny. Gdybym miała oceniać "księcia" powiedziałabym, że jest niedojrzały emocjonalnie. Gdybym miała coś doradzić, to doradziłabym delikatne i powolne odseparowanie małżonka od złych wpływów mamusi, bo ewidentnie widać skąd pochodzi to całe zło i przyczyna nieporozumień. Jeśli nie zostaną przerwane kontakty z "królową- matką" to niestety nie uda się naprawić relacji małżeńskich. Możesz koleżance dać siłę i wsparcie, ale to ona sama musi rozprawić się z własnym mężem i dalszym życiem. Z autopsji wiem, że takie mamuśki potrafią nieźle namieszać w życiu synalków. Istotne w tym wszystkim jest to, czy się na to godzimy czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona się nie godzi - i co jej z tego ? A wsparcie to jedyne w czym mogę jej pomóc

      Usuń
  20. Dwadzieścia lat miałam do czynienia z " królową matką" i czytając początek tego wpisu, aż mi serce stanęło - bo okazuje się że nie tylko moja historia. Potem Królowa matka stała się królową babcią, która zawładnęła wnukami tak, że ja kiedy już trzasnęłam drzwiami - do tej pory dzieci nie odzyskałam ,mimo że są dorosłe ale napojone jadem do głębi - królowa babcia jeszcze żyje i ma się - z tego co wiem - całkiem nieźle. dziękuję Ci za to, że mogłam to przeczytać. Życzę bohaterce tego wpisu, żeby - jak już kiedyś odważy się zrobić taki krok jak ja dzieci jeszcze nie były uzależnione od "królowej babci" - bo ja czekałam za długo. ( a siniaki też miewałam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję, taka teściowa jest gorsza niż stado żmij...Odnoszę wrażenie, że Bohaterka ma ciągle nadzieję na cud

      Usuń
    2. Dawno powinna wiedzieć, że cuda się nie zdarzają,zwłaszcza w obecności żmij!
      Współczuję jej szczerze. Mam nadzieję, że życie się odpłaci tej żmijowatej rodzince. Porządnie i skutecznie odpłaci! Bo jak wiadomo "Nic w naturze nie ginie"!!!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  21. Takie historie potrafi napisac tylko zycie Swietnie to ujelas Masz lekka reke Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też bym wolała, żeby życie pisało fajniejsze scenariusze....

      Usuń
  22. Najgorsze jest to, że tacy Panowie często przed ślubem panują nas swoją świerzbiącą ręką, a potem... potem to już jest na wszystko za późno. Dodatkowo gdy teściowie się wtrącają, to jest koszmar i mętlik w głowie synalka. Chwalę niebiosa, że nie mam męża maminsynka i liczy się tylko z moim zdaniem :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takim panom powinno się te świerzbiące ręce utrącać .... a teściów w kosmos na wycieczkę

      Usuń
  23. Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że pierwsze podniesienie ręki musi być ostatnim. Jedyne, co można w tej sytuacji zrobić, to jak najszybciej się pożegnać. Moja przyjaciółka nie chciała mnie słuchać i w ten sposób zniszczyła życie sobie i trójce dzieci, które wchodzą w dorosłość nienormalne, znerwicowane, zakompleksione, zdziczałe. Druga nie rozstała się w porę z alkoholikiem - dzieci popłynęły... do zakładów karnych.
    każda kobieta, która na siłę tkwi w toksycznym związku - bez względu na motywacje - jest sama sobie winna i winna tragedii dzieci. To jest moje zdanie, oczywiście, ale poparte wieloletnim doświadczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też to wiem na szczęście nie z własnego doświadczenia ale moja koleżanka liczy chyba jeszcze na cud....

      Usuń
    2. Nic gorszego od liczenia na cud...

      Usuń
  24. Mężczyzna który podnosi rękę nie zasługuje na to by być z kobietą, nie ma tu tłumaczę że nie wytrzymał presji. On już taki jest woli rozwiązania siłowe. jedyne co można zrobić to odejść lub... oddać i odejść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musi być jej decyzja - ja na razie mogę ją tylko wspierać

      Usuń
  25. Życie tego małżeństwa bardzo przypomina mi moje własne, choć nie byliśmy tak majętni, a długi generowały dalsze problemy. Tu też na kanwie byli rodzice, którzy gruntowali poczucie wykorzystywania własnego synka przez drugą, moją rodzinę. A kiedy frustracja sięga zenitu, wtedy sięga się po przemoc.
    Ani nie byłam księżniczką z bajki, ani królewicza nie miałam.
    Co przeszłam, to moje. Nie chcę oceniać, jakie jest podłoże takich zachowań, ale na pewno wpływ tu ma "rodzicielska tresura". Dzieci zmanipulowane posiadają despotycznych rodziców. Same są uwikłane w prawdziwej pułapce uczuć, w których z jednej strony dominuje nienawiść do rodziców, z drugiej ślepe posłuszeństwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co tym rodzicom z takiej miłości i ślepego posłuszeństwa? Bez sensu...Po co zatruwać życie innym ??

      Usuń
    2. Widzisz, rozum przychodzi po latach albo wtedy, gdy wykrusza się jedno z ogniw zła.
      Mój teść nie żyje, teściowa jest od nas zależna - żyjemy TERAZ w zgodzie. Całe lata zmarnowane...
      Dziwię się tym, którzy chcą tkwić w swej złości. Przecież po to człowiek ma rozum, żeby z niego korzystał.

      Usuń
  26. Bardzo przykra sprawa, ale niestety wcale nie tak rzadko spotykana. Przerażające też jest to, że matka, która teoretycznie powinna chcieć przede wszystkim szczęścia swojego dziecka, potrafi zrobić tak wiele, żeby rozpieprzyć jego małżeństwo. A i on... Jeśli uderzył - to kawał sukinsyna z niego, nic więcej. Trzymam kciuki za koleżankę.

    I dziękuję za odwiedziny i mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety - i to jest wbrew logice. Może ona za szczęście uważa życie synusia obok siebie?

      Usuń
  27. Nie chcę oceniać, bo wiem, że nic nie jest proste, a gdy coś się wydaje oczywiste, to tak na prawdę wcale nie jest. Wydaje mi się, że w związku Twojej koleżanki już od początku musiało coś być nie tak, ale ślepo zakochana udawała, że tego nie widzi, myślę, że przecież takie rzeczy nie mogą tak nagle wyniknąć, a skoro tak było to nieodpowiedzialnym faktem jest decydowanie się na dzieci, przynajmniej zaraz na początku, a już na czwórkę to w ogóle się dziwię, wszyscy przecież wiedzą, że gdy coś się dzieje w związku, to najbardziej zawsze cierpią dzieci. No cóż faktycznie ciężko jest coś doradzać, bo dopóki człowiek nie znajdzie się w danej sytuacji, nigdy tak na prawdę nie wie jakby postąpił, jaką decyzję podjął. Uważam jednak, że teraz powinna przede wszystkim myśleć o dzieciach już nie o sobie, zacząć działać, a nie czekać na kolejnego mocnego kopa, który może się okazać jakąś poważną tragedią nie do udźwignięcia. Myślę, że powinna zwrócić się do jakichś organizacji, które się zajmują tego typu problemami w rodzinie, psychologów, opieki społecznej, dobry adwokat, oni może by jej doradzili co ma zrobić, mają przecież doświadczenie zawodowe. Może powinna z nim stanowczo porozmawiać, że jeśli się nie zmieni i nadal będzie ciągle jeździł sam do mamusi, to ona się z nim rozwiedzie i pozbawi go praw rodzicielskich. Nie wiem, moim zdaniem jednak powinna się poradzić tu i tam.

    Powodzenia i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie że ona do dziś jest ślepo zakochana, mimo, że twierdzi, że widzi to wszystko i jest inaczej. Masz rację - nie da się doradzać komuś w tak osobistych sprawach

      Usuń
  28. Zjawiam się z rewizytą i wpadam na rodzinny dramat. Ach, co za historia! Az się wierzyć nie chce, że autentyczna, że takie rodzinne zołzy naprawdę istnieją. Fuj! A kysz i precz! Tylko, że rady na taką sytuację niełatwo znaleźć. Rzucić drania! Najprościej powiedzieć, ale z czwórką dzieci to nie jest tak prosto.
    A może opowiedzieć o pobiciu temu "zgromadzeniu żmij"? Może je to otrzeźwi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja z pierwszą wizytą i to samo ....
      wrrrrrrrrrrrrrrrr
      a dla Gospodyni uśmiech :)

      Usuń
    2. Spotkały się dwie nowicjuszki:)))

      Usuń
    3. Niestety - jak najbardziej autentyczna - ja bym tej baby tak pieszczotliwie ZOŁZĄ nie nazwała

      Usuń
  29. O nieeee.. byle jak najdalej od mamisynków!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od wody ognia i takich facetów chroń nas Panie

      Usuń
  30. Smutna ta historia. Niestety to zaczyna być częste, kiedy starszyzna się wtrąca w życie młodych. Kombinując, decydując z a nich, układając im lepiej życie. Powodzenia dla Twojej koleżanki. Życzę jej więcej pewności siebie, może powinna być odważniejsza w swoim związku, a jeśli mąż "góruje siłą" nich od niego ucieka. Dzieci są ważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona musi pewne decyzje podjąć sama , nikt za nią tego nie zrobi

      Usuń
  31. Aż mnie szlag trafił jak to przeczytałam. Trzeba było już wcześniej gościa puścić kantem :/ okropne. Okropne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to musi się zastanawiać co zrobić żeby wyjść z tego z jak najmniejszymi ranami

      Usuń
  32. Łatwo mówić "przetrzymaj" albo "uciekaj". Nie wiem, jakie jest dobre rozwiązanie, ale trzymam kciuki- oby koleżanka znalazła prawdziwe szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - chyba nie ma dobrego rozwiązania

      Usuń
  33. no żesz...jak ja nie rozumiem tych facetów mamisynków, co to nie potrafią sami myśleć. po co taki jeździ? no nie kumam. u nas jest tak, że to ja motywuje męża, by zadzwonił do swoich rodziców...on jakoś zbyt często nie ma potrzeby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest trudne do ogarnięcia ...

      Usuń
  34. Hmm ...historia straszna. Ja bym na jej miejscu będąc - skoro ,jak piszesz Ksiązunio jest rozpoznawalny nagłośniła sprawę. Wstyd dla Mamusi Księcia i jego rodziny. Opinia babskiego boksera jest niedobra dla imagu.
    Rozdział majątkowy jest dobry w każdym wypadku i Księciuni skoro chciał mieć tyle dzieci w razie czego będzie musiał tę rodzinę zaopatrzeć czy mu się to podoba czy nie. Nie ma domu - b edzie musiał odpowiednie mieszkanie zapewnić swoim w końcu dzieciom i ich matce. A nic tak nie boli jak uszczerbek na kasie o która jego matka i siostrunia walczą. Bo im wcale nie chodzi o szczęscie syna i brata ale o jego kasę.
    Tak bym zrobiła ja. Czwórka dzieci - owszem cięzko ale naprawdę nie wiem czy one koniecznie muszą żyć w toksycznym związku i patrzeć jak Mama jest bita.
    Oczywiście - to co zrobi Twoja koleżanka jest jej sprawą i tylko ona sama w tej chwili musi podjąc jakąs decyzje co do swojej przyszłośći i swoich dzieci. Dzieci jej raczej nie będzie chciał zabrać bo królowa nie zechce ich ...skoro jej teraz przezkadzają...
    Radziałbym dobrego adwokata od spraw rodzinnycch. Takiego nie bojącego się pana rozpoznawalnego itp. Bez względu na koszta.
    Tak wpadlam z rewizytą a tu taki temat. A w Polsce dalej nie podpisują konwencji o przemocy w rodzinie .No niech to gęś kopnie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się ze on ma więcej możliwości żeby zniszczyć ją niż ona jego ...

      Usuń
  35. Historia jakich wiele. Daleko mi jednak do oceniania kogokolwiek...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nivejka - To jest trudne do ocenienia - każdy zrobił by inaczej "na jej miejscu" ale nie wiem czy ktoś byt chciał być w tym miejscu w którym jest ona

    OdpowiedzUsuń
  37. Z rodziną to różnie bywa... Ja się cieszę, że mam całkiem udaną, choć oczywiście też swoje za uszami mają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak każda rodzina - nie ma nigdzie sielanki

      Usuń
  38. Znam bardzo podobne sytuacje. Podczas rozwodu okazuje się, że tatuś i jego rodzina zaczynają walczyć o dzieci. O odebranie praw rodzicielskich matce. Wieloletni koszmar sądowy. Walka o spędzanie czasu z dziećmi. Wspólny czas z dziećmi odliczany z zegarkiem w ręku. Donosy na policję. Nagrywania. Bezustanne robienie dzieciom sieczki w głowach. Trudno uwierzyć, że to rodzony tatuś i rodzona babcia mogą dzieciom i synowej taki horror zafundować na wiele lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się wierzyć nie chce że człowiek który twierdzi, że kocha swoje dzieci może im robić coś takiego tylko dlatego żeby dokopać ich matce :((((

      Usuń
  39. Jeśli facet uderzy raz, uderzy i drugi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tego jestem świadoma - ona niestety nie

      Usuń
  40. Wszystko się w człowieku buntuje, gdy czyta takie historie. A niestety jest ich sporo...

    Niestety koleżanka musi znaleźć w sobie siłę, by uwolnić się od tego typa. Musi robić obdukcje, nagrywać go, zbierać dowody i świadków - bo to się i tak skończy rozwodem. Nawet jeśli mają rozdzielność, to on na dzieci będzie musiał płacić alimenty. Lepiej żeby dzieci nie musiały tego oglądać i miały spokojny dom...

    Inna sprawa, że takim chamem i mamisynkiem człowiek się nie staje w jedną noc. Przypuszczam, że sygnały były od samego początku, ale człowiek zakochany ich nie widzi albo nie chce widzieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do dziś wielu sygnałów nie chce widzieć :((( chyba podświadomie ma nadzieję na poprawę bytu

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.