piątek, 17 marca 2017

Jaga na Facebook'u:



Sezon na żmije odc.2


Wizyty w banku mi się zachciało. I to kiedy ? W sobotę , kiedy większość populacji szalała w domu, ciesząc się z wynalazku wolnej soboty. Nieludzkie, niehumanitarne i niemoralne z mojej strony. Ale już się tłumaczę z tak okrutnego i bestialskiego postępowania. Zmusiła mnie sytuacja – z bankiem jestem związana węzłem mocniejszym niźli węzeł małżeński. Mamy kredyt hipoteczny, więc rozwód w/w instytucją nie wchodzi w rachubę. A że praca Dużego uniemożliwia wizyty i formalności w innym „roboczym” dniu wybraliśmy się do przybytku zwanego bankiem. Musieliśmy być razem. W końcu wspólne konto i wspólny kredyt zobowiązuje. 

Już w progu zacnego gmachu (jednego jedynego czynnego w sobotę) powaliła nas na kolana liczba osób załatwiająca formalności w tej instytucji. Ale pokornie usiedliśmy na wygodnych sofach czekając na swoją kolejkę. Oczywiście znakiem czasu jest możliwość zajęcia rąk i głowy czasoumilaczem, wsadziliśmy oczy w smartfony. Czekanie i cierpliwość nie idą u mnie w parze. Co ja bredzę, w ogóle nie mam cierpliwości do czekania w kolejkach. Rzucałam oczywiście ukradkowe spojrzenia znad telefonu, żeby mieć rozeznanie w sytuacji, ale przez kilkanaście minut sytuacja nie ulega zmianie, tzn, że przy stanowiskach obsługiwane są ciągle te same osoby. Miejsca na sofach rozbiło się coraz mniej i to wcale nie dlatego, że puchliśmy z nudów, tylko dlatego, że przybywało interesantów. Wzbudziło to niepokój jednej z dwóch pań obsługujących klientów banku. Energicznie wstała zza komputera, podeszła do nas, klientów i tonem nie znoszącym sprzeciwu zaczęła głośno wypytywać kto i w jakiej sprawie oczekuje na audiencję. Nie spodobał mi się sposób zbiorowej spowiedzi wygłaszanej przez każdego z oczekujących, bo nie mój interes, że pan obok ma ochotę zlikwidować debet a kobieta z dzieckiem nie umie korzystać z  bankowości elektronicznej i jej brak dostępu do konta interesuje mnie tyle samo co wczorajsza promocja cytryn w kieleckim Tesco. Kiedy doszła do nas odpowiedzieliśmy, że między innymi chcemy wymienić karty, żeby mieć darmowy dostęp do bankomatów. O reszcie problemów postanowiłam nie informować jej na forum publicznym. Warknęła, że kart się nie wymienia tylko anuluje opłaty bankomatowe… OK. Prosta jestem. Nie znam się. W końcu nie każdy musi być mądry. Ale tak nam powiedział konsultant na infolinii. To on zasugerował zmianę kart, bo za obsługę konta płacimy zamiast 6 zł – 16zł więc podobno jest to „w pakiecie.” Jedyny mankament tej operacji to osobista wizyta w siedzibie banku. Ale skoro pani wie lepiej od konsultanta to nie wnosiłam sprzeciwu. Czekaliśmy nadal jak łosie na swoją kolej. W końcu nadeszła wiekopomna chwila! Usiedliśmy przed panią dzierżąc w dłoniach dokumenty tożsamości. Pańcia po wprowadzeniu naszych danych w system popatrzyła na nas z wyższością i powiedziała
 - „Ale ja was nie mogę obsłużyć”
Zagotowałam się. A to niby dlaczego? Bo za krótko czekaliśmy? Bo już dwie osoby przed nami skapitulowały? Bo? Pani warczała dalej
-„Macie przypisaną do konta obsługę indywidualną a informacja jest widoczna na koncie internetowym”
Dostałam wytrzeszczu. No nie, po prostu nie!! Po to czekaliśmy trzy kwadranse?  Żeby się dowiedzieć, że mamy iść gdzie indziej? Że niby po 10 latach spłacaniu kredytu i jeszcze dłuższym posiadaniu konta w ich zacnej instytucji nikt nie raczył nas poinformować, że płacąc więcej za obsługę konta, nie musimy stać w kolejce? Super!! U mnie zazwyczaj uczucia wygrywają z racjonalnością, ale na szczęście tym razem rozsądek wziął górę. Miałam ochotę być taka samo miła dla Bankowej Żmii jak ona dla nas i pozostałych klientów, ale zdawałam sobie sprawę,  że jak się odezwę to wyniknie wojna a musimy to załatwić tu i teraz. Mimo sprzeciwów Pani Bankowej Żmii wymusiliśmy zaprowadzenie nas do osoby, która mogła by nas łaskawie obsłużyć i zapytałam Dużego czy docenia….Na szczęście doceniał. Oczywiście mój trud włożony w zaciśnięcie szczęk, bo jak już wspominałam nie jestem zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora, nie jestem jak wagon pełen medytujących tybetańskich mnichów – miałam ochotę i wysyczeć kilka tak samo miłych słów do tej kobiety jak ona do nas... Ale musiałam odpuścić i żałuję do dziś. Poszliśmy do innej osoby. Ta widząc moje rozjuszenie i irytacje sięgającą zenitu była dla odmiany miła.
P.S. 1 Karty jednak musieliśmy wymienić.
P.S. 2. Bank nie ma jeszcze usługi obsługi indywidualnej. Mają to w planach. Pani wyprzedziła dyrekcję, ale dziękuję za jej ignorancję i niedouczenie, bo zyskaliśmy kompetentną konsultantkę, która wie trochę więcej niż jej koleżanka.

W końcu nie każdy musi być mądry. 

41 komentarzy:

  1. Jago najważniejsze, że Duży docenił. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak. Wie jak trudno jest mi w takich sytuacjach milczeć :)

      Usuń
  2. Czekanie w kolejce to nic przyjemnego. Też nie jestem osobą cierpliwą i nie lubię bezczynnie siedzieć, także zawsze do poczekalni coś do zajęcia się sobie zabieram, np. książkę ;D. To jest w ogóle straszne, kiedy kolejka rośnie, a nikt się nie zainteresuje i wszyscy dalej czekają, bo przecież ,,każdy wygrał czas na loterii". Tutaj pani się zainteresowała, ale w nieodpowiedni sposób, to samo czasem spotykam w przychodniach lekarskich, sprawy załatwiane na korytarzu, przy innych ludziach, bez komentarza. Niekompetencja czasem bije po oczach, to ona jest specjalistką podobno, więc ona ma się znać, gdy się do niej zgłaszamy, a nie my. Płacą jej za to. Ja właśnie, chodząc do co niektórych lekarzy odnoszę wrażenie, że jednak to ja też powinnam się znać na medycynie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego wystarczy odrobinę się wysilić i być człowiekiem

      Usuń
  3. My ostatnio mieliśmy podobnie z firmą która nazywa się ORANGE. Głośno wymówię tę nazwę - a co... Skończyła się umowa, której już nie chcieliśmy przedłużać, bo żałosne to wszystko było i chcieliśmy najnormalniej w świecie oddać ORANGE to to do niego należy. Ja siedziałam u fryzjera a mąż jeździł od salonu do salonu. W jednym stał godzinę ( dobrze, że farbowanie miałam) po godzinie dowiedział się że ten salon sprzętu nie przyjmuje ( ?) Pojechał do drugiego, w drugim akurat nie mieli internetu(?) i nie mogli zarejestrować zwrotu. W trzecim też internetu nie było. Znając jego temperament, nie chciałabym być pracownikiem salonu w tamtym dniu. Po południu podjechaliśmy do salonu w innym mieście tam staliśmy dwie godziny. Najpierw spytaliśmy czy przyjmują sprzęt i czy mają internet. Powiedzieli, że mają ale czy akurat linia zwrotów działa dowiemy się jak już będziemy obsługiwani. Mieliśmy takie miny że i sprzęt przyjęli i internet działał. Mąż oświadczył głośno przy wszystkich oczekujących, że w razie jakichkolwiek trudności walnie sprzętem o podłogę i wyjdzie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj....Wiem , co czuje Twój mąż w takich sytuacjach.Widzisz jak ludzie się dobierają? To ja bym tak zareagowała:) rąbnęła bym sprzętem już w drugim miejscu... mój mąż by ze stoickim spokojem czekał i jeszcze mnie uspokajał

      Usuń
  4. Oj, z bankami tez miewam do czynienia. U nas wprowadzili automaty, w których pobierasz bilet kolejkowy, klikając na rodzaj sprawy do załatwienia. Ile razy klikałam moją sprawę, czekałam w nieskończoność, raz nawet zrezygnowałam. Teraz klikam wpłaty/wypłaty i jest o wiele szybciej, a nikt mnie nie odsyła...od kiedy to wprowadzili, wcale nie jest lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co mogę załatwiam on-line ale niektórych spraw nie da się załatwić przez internet i jest wymagana nasza obecność w banku

      Usuń
  5. A ja właśnie w tym tygodniu podpisałam taką umowę, ale jak na razie obywało się bez kolejek, mam nadzieję, że szczęście będzie mi dopisywać w dalszym ciągu. Jakby co, do kolejki będę zabierała książkę. W domu na czytanie ciągle brakuje czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejka nie była tak irytująca jak zachowanie tej żmijowatej paniusi

      Usuń
  6. Taa...skąd ja to znam. Nasze konto stało się kontem VIP, z osobistym opiekunem. I wszystko było cacy dopóki nie chcieliśmy załatwić sprawy w sobotę. Konsultant VIP w soboty nie pracuje. Ale my nie mamy nic przeciwko temu, żeby nas obsłużyła panienka z okienka. Zwłaszcza, że kolejki prawie nie było. Ale niestety! Pani nam nie może pomóc, bo mamy konto VIP! Nie należy się i już

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nic nie zrobicie i nie załatwicie bo ktoś sobie to tak wymyślił !! No niestety sobota to jedyny dzień kiedy takie sprawy możemy załatwiać

      Usuń
  7. Jakoś tak sie składa, że w zasadzie wszystko załatwiam przez internet. Ale dobrze jeszcze pamietam czasy chodzenia do banku i zgadzam sie Jago, że w tym miejscu łatwo znaleźć żmiję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie zawsze możemy załatwić wszystko On-line - a szkoda. Musieliśmy złożyć podpisy i znosić humory żmijowatej paniusi

      Usuń
  8. jak ja nie lubię załatwiać takich bankowych spraw, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory nie było większych problemów ... ale teraz już wiem, że nie wszystkie panie są milutkie

      Usuń
  9. Od czasu, gdy postanowiłam założyć konto w banku, mam jednego i tego samego doradcę. Gdy go przenieśli z placówki znajdującej się blisko mojego domu, zadałam sobie trud odszukania nowego miejsca pracy i jeżdżę dalej ale opłaca się, bo nie muszę tłumaczyć osobie niewtajemniczonej z czym przychodzę. Teraz załatwiam opłaty przez internet, a w razie wątpliwości porozumiewam się telefonicznie. Mój bank w soboty jest nieczynny, więc wiem, że wszystko muszę załatwiać od poniedziałku do piątku. Ta Twoja żmija, to raczej był padalec. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha ...dobre. Padalec. Kupuję. Podoba mi się Ale do kobiety "żmija", bo rodzaj żeński, też mi pasuje

      Usuń
  10. Coraz częściej myślę, że człowiek na podręcznym wyposażeniu powinien mieć gumową kupę i zostawić ją pod biurkiem takiej oto Bardzo Miłej Pani. Do tej pory zawsze chciałam taki prezencik pozostawić na wycieraczce siedziby ZUSu, ale trzeba iść z duchem czasu i wszechobecnym buractwem, i nie ograniczać się tylko do instytucji państwowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GUMOWĄ ??? Toż prawdziwa by nie zaszkodziła takiej żmijowatej torbie na ropę :) No i oczywiście z wszelkimi walorami zapachowymi w tej materii

      Usuń
  11. Oj, chyba nikt nie lubi czekania, kolejek, a potem nieuprzejmej pani za biurkiem. Pamiętam takie sytuacje z Polski, bo tu jednak jest inaczej. Swoją drogą Jago, dzięki temu napisałaś świetny tekst, podszyty humorystycznym spojrzeniem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejki mi nie przeszkadzają tak bardzo jak wredne podejście do człowieka... Jakoś tak mi się patrzy na ten świat - a może to i dobrze, bo inaczej pałała bym chęcią mordu nie jednego żmijowatego istnienia

      Usuń
  12. Nic tylko zacząć ćwiczyć jogę dla odprężenia. Nic tak nie pomaga w takich sytuacjach jak odprężenie. Nie ma co się denerwować! To bardzo szkodzi i na zdrowie i na urodę.
    Ja mam wrażenie, że coraz bardziej trafiamy na ludzi niekompetentnych. I czasami internet jest lepszym medium do dowiedzenia się jakiś informacji niż pani w okienku. Smutne, ale prawdziwe. Życzę więcej powodzenia z bankiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joga mnie nudzi - no sory - nie dam rady. A nerwy ? cóż - jakoś trudno przejść mi obojętnie nad takimi sytuacjami i nie irytować się

      Usuń
  13. O, to jakaś wyjątkowa żmija,
    bo w bankach są bardzo uprzejmi...
    Współczuję, też by mnie szlag trafił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj byli sympatyczni - dopóki nie trafiłam na żmiję

      Usuń
  14. Jaga najpierw nie w temacie, otóż komenta nie usunęłam...bo to powinna być, tym razem, Twoja decyzja. Bardziej boje się o Cibie, bo Cię anonim namierzy i sie tu wprowadzi...nie wiem czy tego chcesz? moderowanie gwarantowane !!!
    a co do banók ekh mam ci ja z nimi trzy światy bo aż trzy banki obskakujemy z Naczelnikiem ((( niestety.nic owego nie powiem w tej matrii i tylko potwierdzę wyżej wymienione oznaki miłości )))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żmija to żmija - trzeba uciekać albo się bronić

      Usuń
  15. acha już jest moderowanie )))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Czy ja Cię bardzo rozjuszę, jeśli powiem, że przez lata mieliśmy taką Opiekunkę w Banku, że dzwoniłam z życzeniami świątecznymi ?? Teraz mamy Młodzika, ale bardzo z nami współpracuje w procesie wychowawczym...Przechodzimy etap "to my dzwonimy jak potrzebujemy"...Bo bardzo był zaangażowany...;o)
    Ale może to dlatego, że nie mamy "hipoteki"...;o)

    P.S.Zainteresowało mnie to "Tesco w Kielcach"...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj wszyscy byli sympatyczni - w końcu wisimy im grubą kasę - ale ta paniusia była wredna dla zasady

      Usuń
  17. A wystarczyłoby trochę życzliwości tej pani... no cóż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. życzliwość w sobotę ? Nie żartuj

      Usuń
  18. Zajrzałem z czystej, ludzkiej ciekawości i wygląda, że ... zostanę na dłużej:) Podziwiam Dużego! Ja bym po kilku minutach wstał rzucił kilka niecenzuralnych i opuścił przybytek! Oczywiście wróciłbym za czas jakiś z podkulonym ogonem, ale z tarczą, a nie na! ::))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cię gościć u siebie :) Duży ma anielską cierpliwość - zresztą wytrzymuje ze mną tyle lat a to już o czymś świadczy

      Usuń
  19. Skaczę pod sufit...ze nie musze chodzic do banku. Nie znam tematu. Choc lacze sie w bolu

    OdpowiedzUsuń
  20. Z takich właśnie powodów bardzo nie lubię wizyt w banku. Bardzo.
    Akurat byłam w banku w piątek i chciałam wpłacić swoje pieniąchy - zbieram pięciozłotówki do skarbonki. Gdy podeszłam do stanowiska, usiadłam i zakomunikowałam babie (oj - babie), że chciałabym wpłacić 300 złotych w pięciozłotówkach to zapytała mnie z pretensją czy będzie musiała to liczyć. Cóż.. odpowiedziałam jej, że z tego co wiem to powinna przeliczyć, bo to przecież jej praca. W trakcie mozolnego liczenia, kilku spojrzeń pełnych nienawiści do moich pięciozłotówek i haratania o blat biurka swoim tipsami stwierdziła, że mogłam to zanieść do sklepu, bo przecież oni w banku nie potrzebują takich nominałów, a sklepy i owszem. Podziękowałam za sugestię najmilej jak potrafiłam i w tym samym momencie baba się pomyliła i musiała liczyć od nowa. Było mi z tego powodu strasznie wszystko jedno, że musiała się tak swoimi świeżymi paznokietkami namachać.
    Najśmieszniejsze jest to, że tak mnie wkurzyła, iż następnym razem z pięciozłotówkami postaram się odwiedzić ten sam bank i podejść do tego samego stanowiska z tą samą babą. Dla mnie frajda, a ona matmę sobie znów przypomni. :)
    Owszem - czasami trafię na miłą osobę w banku, ale najczęściej jest to ktoś niezadowolony z życia i nienadający się do jakiegokolwiek kontaktu z klientem. Tak jak w Twoim przypadku. :D
    Pozdrawiam serdecznie, M.

    OdpowiedzUsuń
  21. Generalnie jakoś tak to wygląda, że zazwyczaj jak ktoś siedzi za biurkiem, to mu ego puchnie. I w banku szczególnie :D Może to ten nadmiar pieniądza (wszak wirtualnego) prowadzi do tej opuchlizny? Tak. Ja też unikam. A ostatnia moja wizyta była bardzo blizniacza. Na szczęście niedługo będzie rok i powoli zapominam :D

    OdpowiedzUsuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.