poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Jaga na Facebook'u:



Sezon na żmije odc.4


Mam wrażenie, że niektórzy ludzie, po pierwsze nie zasługują na to zaszczytne miano, a po drugie, powinni przechodzić specjalne testy psychiatryczne, zanim pozwoli się im na mieszkanie w bliskim sąsiedztwie innych osobników tej samej rasy. Skąd te radosne wnioski? Bo jak słyszę piosenkę „Jak dobrze mieć sąsiada”


to stwierdzam, że autorka tych  słów,  pani Agnieszka Osiecka, musiała być ponad to, żyć we śnie i mieszkać w jakiejś oazie, niczym na bezludnej wyspie. Jakoś przez całe lata nie miałam szczęścia do sąsiadów, przynajmniej do tych bezkonfliktowych i normalnych. Na parterze mieszkała patologia z meliną w tle i dopóki jeden z lokatorów nie zapił się na śmierć interes kwitł. Tuż przed naszym wyprowadzeniem się z mieszkania w bloku, nad naszymi głowami zamieszkała pani, której profesji dociekać nie będę. Oficjalnie głosiła, że naucza w szkole wieczorowej. Wracała późną porą, kiedy to normalna większość układała się do snu, żeby rano wstać, pójść do pracy i funkcjonować a nie wegetować. Co prawda zachowanie i wygląd świadczyły o trochę innej profesji, ale nie mój problem ani mój interes. Ale pani uczycielka właśnie wtedy, kiedy zaczynała się tzw. cisza nocna, zaczynała generalne porządki, polegające na wyrzucaniu szpargałów z szaf bezpośrednio na podłogę, odkurzanie, skakanie z szafy na podłogę i takie drobiazgi. A przed wprowadzeniem się położyła płytki na całych 45 m2 i uwielbiała drewniaki oraz inne obuwie nie mające z domowymi kapciami nic wspólnego. Więc akustyka mieszkania była rewelacyjna. Nie omieszkałam jej poinformować o moich odczuciach związanych z przerywaniem snu. Pani Sąsiedzko-Inteligentna Żmija była zbulwersowana, że chce mi się spać o 23.50 kiedy to ona to zamierza zrobić porządki. Argumentowała to swoim nocnym trybem życia i koniecznością funkcjonowania. Akcji z przerywaniem mojego snu były dziesiątki. Czy muszę mówić, że nie żegnała mnie z łzami w oczach? Jej poprzedniczka, była jeszcze bardziej pomysłowa. Uprzednia właścicielka mieszania miała nieznośny zwyczaj wywieszania swojej bardzo dużej bielizny i pościeli za oknem, w taki sposób, że jej prześcieradło czy poszwa na dwuosobową kołdrę leżało piętro niżej, czyli na moim parapecie, zasłaniając mi całe okno. Na nic zdały się prośby i tłumaczenia, że nie jestem ciekawa jej przeglądu pościeli, a jak będę chciała zasłonić okno, w i tak ciemnym mieszkaniu, to zrobię to od strony swojego pokoju i to czystą zasłoną i nie muszę patrzeć na jej niedoprane prześcieradło. Patrzyła na mnie mało inteligentnie, kiwając głową, po czym robiła dokładnie to samo. Któregoś razu otwarłam okno, wciągnęłam część prześcieradła do pokoju i zamknęłam okno. Po czym wynieśliśmy się z mieszkania celem odwiedzenia babci i dziadzia. Po powrocie zastałam strzępki pościeli w oknie. Pani Żmijowata Sąsiadka nie składała zażaleń. No bo i o co? Od tego czasu przestała czynić mi dodatkowe zaciemnienie. Za to ciągle znajdowałam na swojej zaokiennej suszarce (w mieszkaniach brak było balkonów)  do bielizny jej odzież. Wychodziłam na jej piętro dzierżąc w rękach gacie, tudzież koszulki. Najpierw uchylała drzwi wyściubiając kawałek twarzy, po czym sycząc, zaprzeczała, jakoby to miało być jej…Na koniec wystawiała dłoń i niczym Supermen wyrywała ciucha z mojej ręki, a w odpowiedzi usłyszałam trzask zamykających się drzwi. Nawet najszybszy człek nie był w stanie rozwinąć inteligentnego dialogu. Po czym za kilka dni, ponownie na mojej suszarce lądowała część jej garderoby, pokornie lazłam do niej z wypraną częścią garderoby, po to, żeby usłyszeć trzask zamykanych drzwi. Któregoś dnia miałam niski wskaźnik tolerancji na żmije i kiedy po wydrapaniu się na jej piętro spotkało mnie ponowne trzaśnięcie drzwiami szlag mnie trafił. Stwierdziłam, że skoro moja Żmijowata Sąsiadka syczy przez drzwi, utyskując na mnie tylko dlatego, że odnoszę jej garderobę, zamiast powiedzieć normalnie po ludzku „dziękuję” ,więcej nie będę tak czynić – poprawię się. Tak też każdym następnym razem, kiedy to na naszym zaokiennym wysięgniku, zwanym popularnie suszarką, lądowała część jej odzieży, wystawiałam rękę poza suszarkę wraz z ciuchem, otwierałam zaciśniętą na materiale dłoń i….poszło. Na dół nie było bardzo wysoko, więc lot i upadek ubrań nie był tak spektakularny jak w filmach, ale ja pozbyłam się problemu z syczeniem sąsiadki, że jakoby jej przestrzeń i prywatność naruszam. Z ulgą opuściłam nasze M-3. Przeprowadziliśmy się za miasto. Początkowo na wsi nic nie zwiastowało kolejnych perypetii z nowymi sąsiadami

                                                                       cdn… 


55 komentarzy:

  1. Sąsiedzi jak auta musza się czasem dotrzeć, ale niektórzy są niereformowalni. Bardzo żałuję, że nie mam środków by zamieszkać w małym domku pod lasem, ale tam też, jak znam życie znajdą się ciekawe egzemplarze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ciekawszego od naszej pani " Monitoring - chyba nigdzie Asiu i Jago nie znajdziesz " Jest domek? jest, jest pod lasem? jest a egzemplarz - jakich mało. Ostatnio nawet się nie ukrywała gdy z lornetką podpatrywała cóż to mój mąż tak zawzięcie na podwórku piłuje. Może myślała, że mnie na połowę? Jagusiu kochana, a może by tak następny sezon na serdeczność np? Bo jak się w te żmije zaplączemy, to nam się jeszcze udzieli?

      Usuń
    2. Niektóre auta nadają się tylko na przemiał. Domek ma więcej zalet niż mieszkanie, bo nie słychać sąsiadów

      Usuń
    3. No cóż - ale przynajmniej kradzieże Wam nie grożą, bo Pani Monitoring ma baczenie :))

      Usuń
  2. Na moim balkonie notorycznie ląduje pranie sąsiadki. Gdzieś tak koło piątego razu przestałam jej odnosić, a każde gacie, którymi zechce mnie obdarować los, lądują na parkingu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przynajmniej jak odnosiłaś to nie syczała że to nie jej :))

      Usuń
    2. Radości na twarzy to ona nie miała. Choć kiedyś jak odniosłam koronkowe majtki (z dziurą) jej mąż/partner przeprosił i powiedział, że u nich impreza była, to się działo :D

      Usuń
    3. Ale przynajmniej nie syczała do Ciebie że jej dupsko zawracasz, że to nie jej itp....

      Usuń
  3. Ja na szczęście mam całkiem fajnych sąsiadów - nikt do nikogo się nie wtrąca, o nikim nie gada, jest miło i sympatycznie, ale na dystans. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny dom kupimy na bezludnej wyspie

      Usuń
  4. Kochana witamy w klubie!!! Ale to chyba już taki "urok" tych żmij. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ...ale za to śmiać się z nich możemy bezkarnie

      Usuń
  5. Już się nie mogę doczekać kolejnego odcinka. A czytając ten - uśmiałam się, choć wiem, że tobie do śmiechu nie było. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi nie zawsze było do śmiechu, ale jak mi złość przeszła zaczęłam się z tego wszystkiego śmiać żeby nie zwariować

      Usuń
  6. haha, padłam, ale to tak na serio? ja przez jakiś czas mierzyłam się z sąsiadem, który nas zalewał średnio raz w miesiącu, tłumaczył się, że poprzednia lokatorka też to przezywała, że nie bardzo da się z tym coś zrobić, bo to nie u niego, to jakieś rury...że on swojej łazienki nie da ruszyć. nawet założyłam zeszyt do zapisywania kiedy nas zalewa, jaka jest pogoda za oknem, czy w nocy padało. niby straty nie były duże, bo zaciek na suficie w łazience...ale po którymś razie mąż wparował do sąsiada łazienki, zobaczyła "zabytkową" łazienkę, której on zarzekał się nie ruszać i poznał, gdzie problem...polał trochę wodą po ścianie gdzie stała wanna...no i problem rozwiązany, wystarczyło co nieco uszczelnić, robota na godzinę, ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy było bardzo serio - teraz się z tego mogę śmiać

      Usuń
  7. Mieszkałam w bloku i też miałam nie wesoło. Teraz modne jest wynajmowanie mieszkań studentom a właściciele mają w szanownym poważaniu co oni tam robią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego w domu można o 23.55 łapać komary w odkurzacz a sąsiadów odgrodzić płotem

      Usuń
  8. Melina na parterze i pani z wieczorówki piętro wyżej? Znam takich, którzy daliby się posiekać za możliwość zamieszkania w bloku z tymi wszystkimi udogodnieniami :))) Tak poważnie, to na szczęście nie mam takich doświadczeń. Na prowincji mieszkałem w domu, a po przeprowadzce do miasta, moimi sąsiadami zostali moi rodzice:) PS. Czekam na relację zza miasta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - ja to mam szczęście. Kumulacja szczęścia. Ale w totolotka wygrać nie mogę...relacja po świętach - słowo

      Usuń
  9. Taa, "powinni przechodzić specjalne testy psychiatryczne, zanim pozwoli się im na mieszkanie w bliskim sąsiedztwie innych osobników tej samej rasy." Okazuje się, ze i bez testów się udało! Na niezłą żmiję trafili Twoi sąsiedzi. Nie dość, ze każe ludziom w kapciach we własnym domu chodzić, suszenie prania utrudnia, na gacie się łakomi, to jeszcze ma pretensje!
    A poważnie, to szczęściara jestem. Trafili się tacy co imprezy lubili, ale wystarczyło policje wezwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezłą żmiją to ja bym dopiero była gdybym dłużej tam mieszkała ...

      Usuń
  10. Ja akurat mam jednych z boku, ale podwórko mamy wspólne, oddzielnie i tak jak zawsze nikt sobie nie zaglądał w nie, tak odkąd sąsiad ma żonę po tylu latach bycia kawalerem, gdy tylko się wprowadziła zaczął się monitoring. I to było bardzo denerwujące. Nie lubię konfliktów, ale kiedy ktoś specjalnie je prowokuje to nie będę się na to zgadzać. Jak się żyje w jednym budynku to się powinno pewnych zasad przestrzegać i raczej ułatwiać życia, a nie utrudniać innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie włażę nikomu w paradę ale jak ktoś jest namolny do bólu zaczynam syczeć

      Usuń
  11. Do tego rodzaju sąsiadów powinno się obligatoryjnie strzelać. Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brałam i to pod uwagę, ale zastrzelę kretynkę a pójdę siedzieć za człowieka.

      Usuń
    2. I to jest fuckt bolesny.

      Usuń
  12. to w takim razie, ja, tfu tfu przez lewe ramię, powinnam losowi dziękować, przynajmniej na razie, bo sąsiadki coraz starsze (ale normalne) i po ich zejściu z tego padołu, nie wiadomo, kto się wprowadzi...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie dziękuj losowi, że tak umiejscowił Twoje sąsiedztwo

      Usuń
  13. Niestety, choćby się mieszkało w niebie, to jak się ma popierdzielonych sąsiadów, to i tak niebo będzie piekłem. Też teraz nie mam najlepiej... Ale idzie ku lepszemu. I jak to zwykle bywa zasada "oko za oko" jest najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - ale dom daje więcej możliwości - można się oddalić i już - a w bloku taki przychlast o północy robi bezkarnie demolkę i tłucze się na pół osiedla i jeszcze wychodzi z założenia, że "wolnoć Tomku w swoim domku" :) "Oko za oko" to świetna dewiza. Inaczej na łeb Ci wlezą

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że będę kiedyś mieszkać w domu... Tiaaa, skąd ja to znam;p Ale u mnie jest więcej sprytu – wszystko "grzecznie" przed 22...

      Usuń
  14. ja nie mam kontaktu z sąsiadami,co sobie bardzo chwalę. Ale ja jestem aspołeczna i atowarzyska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wtedy taka chciałam być!! Ale to moi sąsiedzi chcieli zawierać bliższe znajomości....

      Usuń
    2. Asertywność mam na drugie imię :)

      Usuń
  15. Myślę, że Twoją super mocą jest przyzywanie padalców tego świata. Raczej wątpię, żeby wystąpili do Ciebie o członkostwo w Avengersach, czy Lidze Sprawiedliwych, ale ja Twój cykl bardzo sobie cenię. Szczególnie po ciężkim dniu, tyyylke radości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obiecuję jeszcze jedną część o żmijach - tak mi mów - wyślę Ci przedpremię

      Usuń
  16. W obecnym mieszkaniu mieszkam 30 lat i do historii z moimi psami, nie miałam większych konfliktów z innymi lokatorami. Kiedyś po imprezie u sąsiada piętro wyżej, syn miał obrzygane okno i parapet. Kazałam mu pójść do sąsiada, przyprowadzić do mieszkania, pokazać "problem" i poprosić o posprzątanie. Sprawa grzecznie została załatwiona w ciągu 5 minut.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż - widać nie miałam tyle szczęścia :)))

      Usuń
  17. Wynika z tego, że lepiej mieszkać w domku, chociaz Twoja zapowiedź następnego odcinka raczej o tym nie przesądza.
    Ja nie mam złych doświadczeń z sąsiadami, a mieszkałam różnie, w bloku też. Mam szczęście;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom ma więcej możliwości - no i nikt mi nad głową w środku nocy nie stuka i nie łomocze

      Usuń
  18. Zdecydowanie niestety podzielam Twoją awersję do sąsiedztwa ogólnie, a do najbliższych sąsiadów w szczególności. Kiedyś nawet pisałam o tym na poprzednim blogu. Przy moim sąsiedzie-pieniaczu, który uczynił mnie sławną na wszystkie urzędy w Warszawie, począwszy od Policji, a skończywszy na NSA, już nie chce mi się myśleć. Dobrze, że to jakoś przeżyłam i już nie ma tego człowieka, bo by innym szkodził.
    Teraz tutaj w Niemczech mamy bezpośrednich sąsiadów bardzo w porzo, ale inni dziwnie parkują i tym uprzykrzają nam trochę życie. Ale to i tak pikuś w porównaniu z tym, co przeżyłam!
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemcy źle parkują ?? nie wierzę !! To ciesz się, że we Włoszech nie mieszkasz - ci dopiero mają fantazję

      Usuń
  19. Moj sasiad mnie przesladuje, sledzi, wprasza sie, jest wszedzie, patrzy czy wychodze z domu, to biegnie tez wyjsc, sledzi balkon, czy moze jestem. Meczy mnie to....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już zakrawa pod prześladowanie i nękanie....

      Usuń
  20. A ja stoję po drugiej stronie. Mnie sąsiedzi nie dokuczają, ja dokuczam im!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy robi to co umie i to co mu najlepiej wychodzi :) ktoś nie śpi aby spać mógł ktoś

      Usuń
  21. Brzmi ciekawie :) Ja na szczęście nie mam i nigdy nie miałam takich problemów z sąsiadami. Zawsze byli mocno neutralni - nie przyjaźniliśmy się raczej, ale i afer większych raczej też nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zazdroszczę szczęścia. Przez całe lata nie miałam takiego fuksa...

      Usuń
  22. mnie też sąsiady, między innymi wypędziły z kamienicy w mieście ))) na wieś i trafiłam doskonale, bo mamy domek dwurodzinny z fajnym sąsiadem do spółki, który jest jednak wyjątkiem, potwierdzającym regułę... mam znajomych, którzy się już procesowali ze swoimi nowymi sąsiadami, po wybudowaniu domu, ja bym się obwiesiła, człowiek bierze kredyt buduje albo kupuje a tu problem do końca życia...koszmar. Teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mając takie doświadczenia nie zdecydowała bym się na mieszkanie z sąsiadem za ścianą - chwale sobie płot...betonowy

      Usuń
  23. Nie narzekam na Sąsiadów, bo wnosząc z Twojego wpisu, mogłam trafić na gorszych...;o) Bywały lepsze i gorsze czasy, do niektórych dziwactw musiałam się przyzwyczaić, bo reformowanie nie przynosiło rezultatów, a niektórzy jakby autyzm mieli i nawet próby cywilizowania w ich świat nie docierały...Ale w zestawieniu z "normami" jakie obserwuję, to mam wspaniałych Sąsiadów...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W myśl zasady "chwal sąsiada swego możesz mieć gorszego". Faktycznie patrząc na ogół populacji sąsiedzkiej 3/4 z nich powinna otrzymać skierowanie na badania

      Usuń
  24. A kysz, a kysz...żmijo nieczysta! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak by to było takie proste......... :)

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.