wtorek, 18 kwietnia 2017

Jaga na Facebook'u:



Sezon na żmije odc.5


Jak już wspominałam tutaj tutaj  wylądowaliśmy na wsi. Moje szczęście zdawało się nie mieć końca. Ale miało. I to całkiem szybko. Nowi sąsiedzi postanowili zadbać o naszą kondycję psychiczną i dlatego, żebyśmy nie powariowali ze szczęścia, szybko skrócili nam niekończącą się radość z mieszkania w swoim domu. A co! Najpierw stwierdzili, że my, jako ludność miastowa i napływowa musimy dostosować się do ich reguł gry. Czyli skoro oni mówią, że będą chodzić po naszej działce, to będą. Bo oni zawsze (!!!) tamtędy chodzili. I my jako nowi nie powinniśmy oponować. Samochód postawiony na działce – trzeba wezwać policję. Oczywiście działka nasza i auto też. Ale sąsiadom, w zawiadamianiu organów ścigania, ten fakt jakoby nie przeszkadzał. Policja przyjechała, potwierdziła, że auto i działka jest naszą własnością i odjechała. Ogrodzenie? Brama? A to już był pretekst, żeby złożyć pozew w sądzie cywilnym. I tak się bawiliśmy prawie dwa lata, ciągani po sądach, tłumacząc się, jak nie przyrównując, duży zwierz z łopatami, czyli łoś, że jest to nasza własność. Aż w końcu zdecydowaliśmy się i odparliśmy atak – warto było, bo dziś mamy święty spokój. Sąsiadom odechciało się chodzić po naszej działce mimo, nadanej przez sąd służebności (o zgrozo!!) na początku naszej znajomości (a raczej nieznajomości wsiowego prawa zwyczajowego i mimo ukończonych studiów, szybko poznaliśmy znaczenie terminu ZASIEDZENIE.) Teraz oni wrócili na chrześcijańskie ścieżki, czyli na drogę gminną. No ba!! Nawet odgrodzili się od nas dwumetrowym ogrodzeniem, bo urażona duma nie mogła znieść wszystkich sądowych porażek.



Ale nasza działka jest tak usytuowana, że z dwóch stron mamy za sąsiadów małżeństwo starszych ludzi. Tak na oko trochę więcej niż osiemdziesięciolatkowie. Na oko zdrowi psychicznie. Ale tylko na oko.  A ja psychiatrą nie jestem. A szkoda – dziś skierowała bym oboje na leczenie zamknięte. Pan Sąsiad – Żmij – nie wiem jak poprawnie nazwać  żmiję  w rodzaju męskim, okazał się wrednym staruchem z jajecznicą zamiast mózgu. Zaczęło się niewinnie. Żmijowi się ubzdykało, że nasze koty niszczą jego ogrodzenie. Nic to, że siatka ogrodzeniowa pamięta II Wojnę Światową i naloty zwiadowcze samolotów niemieckich nad Rzeszowem oraz czasy gdy na terenach wyzwolonych żołnierze Armii Czerwonej kopali linie okopów to nasz sąsiad  wtedy robił zasieki i  ogrodzenie i tak zostało mu ono do dziś. To nic, że, nasze koty to nie tygrysy bengalskie, nawet nie koty Maine Coon a w sezonie letnim łącznie obydwa ważą niecałe 6 kg. Mimo, że nasze koty nie są jedynymi kotami we wsi, które nabyły umiejętność przeskakiwania przez siatkę. Ale Żmij widząc mnie w ogrodzie każdorazowo piłował twarz, że koty mu niszczą siatkę. Ignorowałam, bo stwierdziłam, że Żmij ma już tak dużo lat, że właśnie z tej racji należy się mu szacunek. Później dostarczyliśmy Żmijowi kolejny pretekst do ataków na moją osobę. Nabyliśmy psa. A pies ma to do siebie, że szczeka. A na widok Żmija nasza psica dostawała białej gorączki. Nie wiedziałam co jest powodem takiej nienawiści międzyrasowej. Do czasu. Kiedyś Żmij przekonany, że wszyscy tyramy na chleb poza domem, zaczął wymachiwać w kierunku naszej suki końcówką do opryskiwacza na chwasty, wystawioną przez oczko leciwej siatki. Poczekałam chwilę cierpliwie skryta za bujnym zielonym pnączem, posłuchałam jak pan Debil wykrzykuje, plując jadem coś w rodzaju „chodź tu, oczy ci zapryskam, chodź durny psie, zapryskam cię, zdechniesz, zdechniesz” Temu miłemu monologowi towarzyszyło kopanie w siatkę. No i  tego już dłużej nie zniosłam. Wyszłam zza zielonego parawanu sugestywnie waląc się w czoło. Gest ten tak rozjuszył  Żmija, że dostał szału. Wrzeszczał, że pies szczeka i szczeka, szczeka i szczeka. Odparłam, że szczeka, bo jak sama nazwa wskazuje to jest pies, a jak zacznie kiedyś miauczeć to zabiorę go do weterynarza. Dodałam jeszcze, że szkoda, że sąsiad mając tyle lat tego nie wie, a rozumu się nie przewala. A on kipiał jadem i pluł nienawiścią jeszcze długą chwilę. Później nasza psica otrzymała zakaz zbliżania się do siatki kretyna i kategoryczny zakaz szczekania. A ponieważ nasz kudłaty domownik przewyższa inteligencją naszego sąsiada i rozumie polecenia, skończyły się pokrzykiwania, przynajmniej w stronę psa. Ale chory na nienawiść  człowiek uroił sobie w swojej stetryczałej mamałydze, że połowa naszych włości, na które składa się „aż” całe 8 arów, łącznie z domem, jest jego. POŁOWA!! I żył w swoim neurotycznym świecie, każdorazowo widząc mnie w ogródku wykrzykiwał, że mu ukradliśmy, że go oszukali (w domyśle ONI na pewno nie kosmici) i tym podobne brednie. Starałam się z całych sił ignorować zramolałego Żmija, ale jak już wspominałam nie jestem uosobieniem spokoju, a w jego przypadku i tak wykazałam maksimum cierpliwości. Cokolwiek robiliśmy na własnej działce i we własnym ogródku on biegał jak nakręcony wzdłuż swojego ogrodzenia wykrzykując „wstrzymuję budowę, wstrzymuję budowę.” Nieraz nie wytrzymałam i warknęłam, że wstrzymać to on se może mocz, o ile jeszcze daje radę. Oczywiście moje komentarze nie służyły polepszeniu stosunków sąsiedzkich. Taki stan trwał całe lata Żmij zaczął się dopominać o coraz większy areał naszej posiadłości aż w końcu powiedziałam DOŚĆ.


Stwierdziłam, że czas na radykalny ruch. Moje zdrowie i spokój we własnym domu są najcenniejsze. Staruch za nic miał nasz akt notarialny, nasze mapki i wymiary, a ja miałam dość jego wykrzywionej nienawiścią gęby. Wzięliśmy geodetę, który w sposób urzędowy załatwił sprawę i wzorcowo wyznaczył granice i wkopał kamienie graniczne. Odbywało się to w asyście wrzasków Żmija, który nijak nie mógł przyjąć do wiadomości, że to jeszcze on wlazł ze swoim archaicznym i zabytkowym ogrodzeniem w naszą część działki. Geodeta wyznaczył granice jak wskazywały mapy i urządzenia. Staruch dostawał szału. Wyzywał nas i pluł jadem. Nawiedzona dziewczynka z kultowego filmu „Egzorcysta” to niewiniątko w porównaniu do tego furiata. Ale wiedzieliśmy, że to dopiero początek. Za kilka dni przyjechała firma z ogrodzeniem. Żeby zakończyć definitywnie szarpaninę postanowiliśmy postawić mur. I bynajmniej to nie po to żeby ćwiczyć po nim wspinaczkę. Miałam dość tego zakurdawiałego, ciągle mnie wyzywającego, popaprańca. Klamka zapadła. Betonowy płot. Mało ażurowy. Lity. Nie przeźroczysty. Szary. Ładnym wzorem w naszą stronę. Wreszcie miał nastąpić kres oglądania debila, ociekającego nienawiścią, żyjącego mentalnie w jakimś urojonym świecie. Kiedy przyjechała ekipa montować ogrodzenie ten stary kretyn znów zaczął się uaktywniać. Ale wtedy mój zszargany, przez niego zresztą, system nerwowy, odmówił współpracy i ugody. Teraz ja zmieniłam się w Żmije. Wysyczałam mu, że jak przekroczy na pół kapcia swoją granicę to jednym z betonów połamie mu nogi, wrzucę do dołka wykopanego już przez ekipę i zakopię a nikt nawet nie będzie za nim płakać. Chyba uwierzył, bo przestał łazić po nie swojej części działki. Ale na odsiecz przysłał swoją połowicę. Jego małżonka, Żmija Cicha tylko bardziej jadowita, zaczęła prawić mi morały. Ale i jej powiedziałam w kilku słowach, powszechnie uznawanych za wulgarne  żeby opuściła moją działkę, która nie jest jej własnością a na dowód prawdziwości mych słów wywrzeszczałam, że psa wypuszczę. A że Żmija Cicha nie słyszała ode mnie, przez prawie dziesięć lat, złego słowa, doznała pewnie szoku. Słowo daję, jeszcze nigdy nie widziałam ponad osiemdziesięcioletniej Żmii tak szybko przemieszczającej i to w podskokach się przy akompaniamencie moich wyzwisk. I to powinnam zrobić tuż po wprowadzeniu się do domu. Miała bym spokój od samego początku. A ja naiwna miałam obiekcje bo „starsi państwo….” Taaaa…. Kiedy  fachowcy montowali ostatnie przęsła pożegnałam się z Żmijami wystawiając środkowy palec znad ogrodzenia w Hawajskim Znaku Pokoju. I tak zakończyła się lustracja mojego psa, kotów i nas przez wrednych staruchów. Teraz siedzą jak w więzieniu z betonowym szarym i nieażurowym płotem. Ale za to z naszej strony płot ma ładny wzór… Niech podniesie rękę do góry ten, kto miałby ochotę kopnąć w dupę adresata takiego zachowania i kto miałby ochoty poszczuć psem takiego sąsiada. Spokój jest bezcenny. Za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard. 

38 komentarzy:

  1. Ten fragmencik o wstrzymywaniu moczu przez sasiada przypomnial mi tekst wygloszony kiedys przeze mnie do wiejskiego prostackiego chamusia, a wlasciwie dwoch. Bron Boze zebym gardzila mieszkancami wsi, bo sama sie z niej wywodze i jestem z tego dumna, ale niestety okazy tego gatunku wystepuja rownie czesto jak chamski miejski cwaniaczek.Zdarzylo sie otoz kiedys, ze sprzedawalismy z mezem nasz wiejski domek, w ktorym mieszkalismy przez kilka lat. Domek jeszcze po babci meza, dwa pokoje z kuchnia i lazienka, wyremontowany tak jak tylko pozwolily na to fundusze, ale ogolnie podobajacy sie zainteresowanym. Ktoregos dnia, kiedy bylam tylko sama z dzieckiem, przyszedl potencjalny kupiec, facet w moim wieku, w towarzystwie tatusia i dawaj chodzic po domu i obejsciu, dlubiac w kazdej dziurze, krytykujac, czyniac chamskie uwagi i deprecjonujac doslownie WSZYSTKO, caly czas powtarzajac przy tym jak mantre "to ile pani spusci z ceny, ile pani spusci". A ze ze mnie tez niezla zmija (kiedy trzeba, bywam dama, po prostu dostosowuje sie do okolicznosci), sluchalam cierpliwie, powoli doprowadzajac swoja krew do stanu wrzenia i w stosownej chwili wypalilam, ze spuscic to ja moge co najwyzej spodnie z d..y, a teraz to obaj maja w.........c mi z chalupy. Panowie zmyli sie w okamgnieniu, a miny obu byly wprost BEZCENNE! Najsmieszniejsze jest to, ze ten mlodszy byl dosc czestym klientem sklepu, w ktorym wtedy pracowalam, a po tym zajsciu, ilekroc przyszedl, byl bardzo grzeczny i kulturalny :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam "szczęście" oglądać takie indywidua odwiedzające nasze mieszkanie podczas sprzedaży. Faktycznie porażka.

      Usuń
  2. Jedyny komentarz, jaki mi się nasuwa, zawiera słownictwo nieparlamentarne, dlatego z góry przepraszam: oż kurwa mać, ja pierdolę!!!
    Pewnie dlatego za cholerę nie mogę się przekonać do wiochy. W sensie ludności z mentalnością.
    U mojego brata, który mieszka w pobliżu Ciebie, jak wiesz, istnieją sąsiedzi z prawej i sąsiadka z lewej. Do tej z lewej nawet rodzina nie chce się przyznawać (gdy chodziłam na zabiegi do Rudka, jedna z fizjoterapeutek ze wstydem wyznała, że to jej ciotka i usprawiedliwiła się: "wstyd się przyznać, ale niestety, rodziny się nie wybiera"). W zimie strzępiła jęzor na temat mojego brata, który "z miasta przyjechał z rozparzoną dupą" i bez przerwy pali w piecu. Pali, należy dodać, wyłącznie legalnym węglem i to nie najtańszym. Problem zresztą nie polegał na dymie z komina (u nich szedł taki sam), tylko na tym, że miał na okrągło ciepło i nie na pół gwizdka. Nie wiem, co to miało być. Babsko zżerała zawiść, czy jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie wieś czyni czyni ludzi debilami - widziałam miastowych - i uwierz, to było po stokroć gorsze. Od sąsiadów odgrodziliśmy się betonowym płotem. I teraz mamy ciszę i spokój. A co do palenia w piecu to my posiadamy tylko kominek ale wkoło palą syfami i to "miejscowym" nie przeszkadza, ale spróbuj spalić trochę liści w ogrodzie to wezwą straż pożarną.

      Usuń
    2. Nie wieś, a chłopska mentalność typu: "chłop żywemu nie przepuści". Miastowy z taką mentalnością najczęściej ma chłopskie korzenie i jest miastowym z awansu społecznego...

      Usuń
    3. Może i coś w tym jest.... Ale poznałam tu miejscowych którym daleko do Pawlaka i Kargula

      Usuń
  3. Myślałam, że tacy sąsiedzi to tylko na filmach i w programach typu - INTERWENCJA. To Ty żywcem do nieba pójdziesz ;-)
    Nie wiem co sama zrobiłabym najpierw, załamała sie czy uciekła, chociaż jak znam swoje drugie Ja, to przekorna dusza doszłaby do głosu...
    Podziwiam waszą cierpliwość :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie tylko. Ale uwierz mi, że geodeta i betonowe ogrodzenie czynią cuda

      Usuń
  4. Ja to w takim razie mam boskich sąsiadów - po prostu ich nawet nie znam... Czasem znad płotu rzucimy sobie dzień dobry... przy okazji wesel moich dzieci podrzuciliśmy flaszkę, żeby nie złościli się na hałasy, ale pewnie i bez tego nic by nie powiedzieli :).
    Twoja historia powinna zostac nakręcona i pokazywana jako instruktaż :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie jesteś szczęściarą :) ale uwierz , że kupując teraz dom czy działkę od tego bym zaczęła. Geodeta płot i wypad.... Święty spokój ponad wszystko

      Usuń
  5. Prawo wioski o niepisany kodeks, jak się wyłamiesz to czeka cię niemal lincz ;D. Mieliśmy podobną sytuację, gość sobie zrobił drogę dla ciągnika na naszym terenie i no cóż, była awantura, ale ostatecznie i tak przeniósł sobie tą ścieżkę. Starsi ludzie czasem są okropni. Może właśnie przez to, że nie dopuszczają do siebie myśli, iż mogą się mylić i uparcie obstają przy swoim. Tyle nerwów zmarnowanych. Taa, u mnie tyle kotów i chodzą sobie po płocie sąsiada i jakoś jeszcze nigdy z krzykiem nie przybiegł, że mu płot zepsuły, co oczywiście jest bardzo mało prawdopodobne. Ech, ludzie i ludziska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nasze koty były pół-krwi miastowej więc już powód do darcia starczej mordy. Służebność to wynalazek, który powinien był usunięty ze słownika. Jakoś nie próbuję szukać dla nich usprawiedliwienia bo w swoim zacietrzewieniu u nienawiści latają do kościoła 3 x w tygodniu a po powrocie wbili by nóż w plecy więc niech sobie żyją w spokoju ale daleko ode mnie a przynajmniej już za betonowym płotem.

      Usuń
  6. Pierdolca bym z takimi sąsiadami dostała. Podziwiam, że Ty jeszcze nie. I współczuję. Bo za płotem to zawsze lepiej mieć jakąś przyjazną duszę. Albo chociaż neutralną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam przyjazne dusze po drugiej stronie uliczki :) Nawet na kawę wpadają i uwielbiają mój chleb. A tych popaprańców mam daleko gdzieś. Są mi już w tej chwili totalnie obojętni. Zupełnie i całkowicie. I życzę im tego samego co oni mi, tylko trzy razy więcej i niech się im spełni, bo to szczere życzenia.

      Usuń
    2. Ja jestem dość cierpliwa. Niechętnie podnoszę głos. Szukam kompromisów. I szlag mnie trafia, kiedy ktoś próbuje skrzywdzić zwierzę. Jeśli to jest moje zwierzę, to krzywdziciel może się spotkać z ciemną stroną mojej natury. Dobrze, że Twój pies nie ucierpiał.

      Usuń
    3. A ja nie - wpieniam się z byle powodu. Ale to debilstwo miało wyjątkowo długi czas karencji. 10 lat. Dziadyga też ma szczęście, że nasza psica jest jest bardziej rozumna od niego i rozumiała, że nie wolno na niego szczekać i zbliżać się do siatki. Bo gdyby jej coś zrobił to bym go osobiście utłukła - pewnie i tak nie dostała bym dużego wyroku

      Usuń
  7. Oni byli wychowani na "Samych swoich" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z "Samych swoich" można było się śmiać - a tutaj trzeba zapłakać :(((

      Usuń
  8. Hmmm...może byś pomieszkała trochę u mnie i postawiła do pionu moich sąsiadów? No ja ostatnio kłóciłam się w latach 90tych i wyszłam z wprawy, a boję się, że jeśli zluzuję powróz mężowi to zostanie wymordowane pół osiedla z przyległościami....Qrna...moje życie polega na wmawianiu mojemu facetowi, że to nie są najgorsi sąsiedzi....czas wydorośleć:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się już starzeję - zajęło mi 10 lat zrobienie z tym porządku :) ale spoko - faceta spuść ze smyczy niech nie męczą go sąsiedzi :))

      Usuń
  9. Oj, a ja tak marzę, żeby mieszkać w domu pod miastem... Teraz się dobrze zastanowię bo nie chcę nerwicy dostać, a żmij jak widać nie brakuje. Nie tylko w górach. Ale dobrze sobie z nimi poradziłaś;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję zacz ac od tego na czym ja zakończyłam - geodeta i solidny płot. Mało ażurowy na wszelki wypadek. Reszta jest już bardzo fajna :) Fajnie mieszkać na wsi

      Usuń
  10. Bo to Polska właśnie:) Wszędzie spotkasz takich kolesi, niezależnie od tego, czy to wieś, czy miasto. Na wsi lepiej ich jednak widać, bo ludzi mniej, to i się wyróżniają. Mój brat w praczasach był aplikantem sądowym i takie historie były jego chlebem powszednim. Co ciekawe w pieniackich procesach najczęściej uczestniczyli właśnie wiekowi lub - opcjonalnie - całe rodziny. Nie wiem, może ciągle jeszcze za mało jest seriali w telewizji, albo co ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - w mieście są inne indywidualności. Pieniacze są wszędzie , nie ważne czy to miasto czy wieś

      Usuń
  11. Na wsi z przerwami mieszkam ponad 20 lat. Dlatego o mentalności wiejskiej (bez obrazy oczywiście, bo nie mozna wszystkich wrzucać do jednego wora) i prawach tu panujących mogłabym napisać książkę. Myślę że Fredro wypadł by przy niej blado ;) Ale mimo to wieś kocham i świadomie decyduje się na bycie i mieszkanie tu. Choć sąsiedzi wiejscy to specyficzny klimat czasem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym nie chciał wracać do mieszkania w bloku ale krwi mi napsuli niemało

      Usuń
  12. Jaguś, Ty mój ideale sąsiada, Ty powinnaś webinary z radzenia sobie ze żmijami prowadzić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do ideału mi daleko - I tak wykazałam się maksymalnym pokładem cierpliwości ale skończyło się

      Usuń
  13. starzy ludzie na wsi ale i w mieście(nie wszyscy oczywiście) durni, niewykształceni, na dodatek debilowaci/jak w twoim przypadku, bo to nigdy przecież badane nie było, prymitywni...są koszmarem a jeszcze sąsiedzi.DOBRZE zrobiliście i płęta jedyna możliwa. Tylko trzeba było tak od razu )) teraz tez jestem taka mądra, bo sama doświadczyłam dwa przypadki w najbliższym otoczeniu wsiowym. I teraz już wiem, że nie ma co czekać z reakcją na takie skurwysyństwo!!! gdybyś od razu powiedziała, że staremu dziadu szpadlem pierdolniesz i żywcem zakopiesz, to by natychmiast zrozumiał i ryj zamknął. polska wieś jest obrzydliwa...znęcanie się nad zwierzętami, głupota, prymitywizm, chamstwo i obrzędy przez zasiedzenie, jakby rozumiem, że ktoś musi towarzystwo za pysk trzymać, żeby się nie zachlało i samosądów nie było, ktoś czyli kościół...
    Mało tego Jago kochana, dziś gdyby ktokolwiek zagrodził Ernie, mojej suce dostał by wpierdol czympopadnie !!
    ściskam i przepraszam za wyrazy ale inaczej się nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie jak to ludzie, są różni - my trafiliśmy na kumulację bezmózgiego gatunku. Betonowy płot zdziałał cuda. Wieś jest fajna - nie wszyscy mają nastukane tylko dlatego że "miastowe się wprowadziły"

      Usuń
  14. A mi się marzył domek na wsi ... Chyba właśnie mi się odechciało ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domek jest fajny, ale trzeba zacząć od odgrodzenia się i postawienia granic - nie tylko tych wyznaczonych przez geodetę

      Usuń
  15. Masz pecha do sąsiadów, Jago! Jak to właściwie jest? Ty ich przyciągasz, czy oni Ciebie przyciągają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to oni mają pecha do mnie... Zdradź mi Boja gdzie mieszkasz, jak nazywa się ten Twój raj bez sąsiadów. Zesłali Cię na bezludną wyspę ? :))

      Usuń
    2. Adres nie ma znaczenia. Wystarczy tylko nie golić się i patrzeć ponuro. Wtedy nie są konfliktowi...

      Usuń
    3. rozczaruję Cię - jakoś nie pasuje mi wizerunek nieogolonego faceta :) ponuro zaczęłam patrzeć po 10 latach. Faktycznie działa.

      Usuń

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.