Lojalny MójMąż



  Wiecie czego mi brakuje w tym pandemicznym  obłędzie? Impulsywnego działania. Uwielbiałam nieplanowane wyjazdy. Kilka lat temu, w wakacyjny czas, ot tak, z dnia na dzień, wybraliśmy się do salonu ITAKI. Dość często wyjeżdżamy i zazwyczaj zazwsze korzystamy z ich ofert i nigdy nie bylismy rozczarowani. Tym razem odwiedziliśmy z mężem jeden z krajów Afryki. 




Dostosowałam się do kanonów i zasad zwiedzaczy. Zero dekoltów czy innych europejskich ekstrawagancji. Jednego nie zmieniłam – koloru włosów.  I tu byłam dla tubylców taką egzotyką, jak dla nas, ich mało turystyczne zakamarki. Zwiedzając egotyczne zakątki, mało popularne wśród turystów, zauważyliśmy wzrok jednego ze starców, znajdujących się obok knajpki do której weszliśmy, na pachnącą z daleka, herbatę miętową. Jakiś starzec podszedł w towarzystwie innych starszawych jegomości. I łamaną angielszczyzną, oczywiście mnie totalnie ignorując, zaczął dialog z moim mężem. I co się okazało?  Mocno starszawy jegomość chciał mnie kupić. Do tej chwili myślałam, że to bzdury, anegdoty i opowieści dziwnej treści, ale ten dziadunio naprawdę chciał dobijać targu, oferując mojemu mężowi trochę złota,  stado wielbłądów, kilka kóz i herbatę miętową… Kiedy to mój mąż wyraził zdecydowany sprzeciw, jeden ze starszych powiedział, żeby się dobrze zastanowił, bo za „taki” towar to rewelacyjna cena. Mój mąż zdecydowanie oponował. Staruszek podbijał cenę. Nie wiem ile w końcowym rozrachunku wielbłądów miał za mnie otrzymać. W końcu zjawił się nasz tłumacz. Szturchając mojego męża w bok powiedział

– NIECH SIĘ ZASTANOWI !!!!! – wysyczał w ucho mojego ślubnego – BO TO NAPRAWDĘ SUPER OKAZYJNA CENA

Cóż, powinnam być dumna, bo wpadłam w oko plemiennej starszyźnie? I nie bacząc na nic, nawet na mój imponujący przebieg, chciał za mnie dać kilka stad wielbłądów? Mąż był lojalny. Odmówił kategorycznie, zostawiając zniesmaczonego starca ze złotem, kozami i wielbłądami na placu targowym. Kiedy to nasz tłumacz strofując mojego męża, dociekał jak mógł odmówić, w jego mniemaniu, za „taki” towar, tak hojnej zapłaty, marnując interes życia, wyrywając sobie kędzierzawe loczki z ciemnej łepetyny, wznosząc oczęta ku niebiosom oczekując odpowiedzi z wysokości, krzycząc na zmianę „DLACZEGO?!!? WHY ?!!?”, użalając się po raz kolejny, nad bezdenną głupotą mojego męża, mój ślubny odparł odparł:

 – Panie, a jak z tymi kozami i wielbłądami miałbym wsiąść do samolotu?






Komentarze

  1. Pamiętam, dobrze, że przypominasz, bo gotowy numer kabaretowy:-)
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaa, to dlatego że zaczynam tęsknić za spontanicznymi wyjazdami ....

      Usuń
  2. Lojalny mąż to skarb:) za te kozy, wielbłądy i złoto ............
    Życzmy sobie, byśmy mogli jak najszybciej spontanicznie wyjeżdżać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - brakuje mi odrobiny szaleństwa. Wyjazd w ciągu kilku dni - marzenie.

      Usuń
  3. Ha, ha, no ja się dziwię mężowi, że jednak nie zdecydował się na upychanie zwierzyny w samolocie ;) Niestety w tych rejonach to częsta procedura, mnie też chcieli za wielbłądy brać, ale z racji na ciemny kolor włosów nie była to imponująca stawka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumacz też się dziwił jak można zrezygnować z takiego majątku na rzecz przechodzonego modelu żony...

      Usuń
  4. Brawo dla męża - najważniejsze to zachować trzeźwość umysłu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Anonimowy :) W sumie powinnam się cieszyć ze przybylis,my tam drogą powietrzną :)

      Usuń
  5. a te kozy, i wielbłądy, i złoto, to tylko dla sprzedającego czy owa kupiona też później w dostatki opływać będzie i w kozim mleku kąpieli zażywać?.... :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy czytałam to pierwszy raz, pamiętam, że mnie bawiło. Ale patrząc na to, co się dzieje w naszym pięknym kraju i jak debatują nad tym, czy i na co nam, głupiutkim babom, pozwolić, nie jestem w stanie wykrzesać z siebie uśmiechu. Może nie za kozę czy wielbłąda, ale też cały czas chcą nas komuś przehandlować. Przepraszam, bo sieję ferment. Ech, ale przynajmniej jest ładna pogoda i zaraz wiosna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyjemy w chorych czasach w chorym kraju w chorych okolicznościach. Więc wszystko jest
      całkiem możliwe- dobrze chociaż że MójMąż nie chciał się mnie pozbyć. Lepiej się śmiać niż zamartwiać

      Usuń
  7. Hah fajna, żartobliwa końcowa odpowiedź :D
    Jak to mówią co kraj to obyczaj :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jeszcze trochę to i w naszym kraju będą takie obyczaje

      Usuń
  8. Witaj Jago, uśmiałam się, chociaż miałam wrażenie, że już gdzieś o tym u Ciebie czytałam - a może się mylę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Możliwe, część postów wrzucam po raz drugi bo zmieniłam adres bloga :) zresztą rzuć okiem na stare wpisy

      Usuń
  9. hahahaaha... fantastyczne, pełne ubawu, zdarzenie. Dobrze jednak, że nie byłaś sama, tam Europejka musi mężczyznę mieć u boku zawsze, bo w przciwnym razie może być przygarnieta za free :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeden dzień z tobą i już by wiedział, że przepłacił i już by sobie w starczą brodę pluł. :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.

Popularne posty