....bo jakoś smutno mi




bo w ten dzień nie mam już komu złożyć życzeń.... 

bo dziś, 26 maja przyniosłam bukiet kwiatów, ale już nie usłyszałam

"OJEJ!! ALE ŁADNE." 

a ja ciągle jak o Niej myślę szklą mi się oczy.
mimo, że to już prawie 4 lata... i taką ją będę pamiętać - roześmianą, pełną energii... 


                                                                         *13.08... 

Na stoliku nocnym została szklanka wypełniona do połową wodą, nie doczytana książka z zakładką, chyba  gdzieś w połowie, zmięta chusteczka i kilka tabletek przeciwbólowych. Nikt nie odważył się czegokolwiek przestawić, usunąć, jak by to miało coś zmienić, jak byśmy wiedzieli, że sprzątając rzeczy z Jej pokoju będziemy musieli pożegnać się z Nią na zawsze. To nie tak miało być…Miała skończyć wyszywanie mojego obrusa haftem Richelieu, który ja zaczęłam, ale leżał u mnie 15 lat, bo mi brakło cierpliwości. Obiecała. Miała podać mi przepis na sałatkę, którą zrobiła w czerwcu na imieniny ojca. Obiecała. Miała skończyć sweter na drutach. Obiecała. Miała rzucić palenie. Obiecała.…Obiecała i nie dotrzymała słowa. To zupełnie nie w jej stylu. Zawsze była słowna i tego samego wymagała od innych. Zostawiła tyle niezakończonych spraw, tyle planów, tyle pomysłów. I tyle nie używanych kosmetyków, które miały być "na później." Teraz już nie ma dla niej żadnego PÓŹNIEJ. Pozostał tylko bolesny ucisk w gardle i  ukradkiem ocierane łzy. Mam pretensje do świata i życia. Do świata, że istnieje nadal, mimo że Jej już nie ma. Do życia, że bezpardonowo toczy się dalej, swoją prędkością, jak by nic się nie stało... to nie jest w porządku. Patrzę z przerażeniem na ojca, którego przez 3 tygodnie ubyło chyba z 10 kg, który jak został sam powiedział, że jedno umiera, drugie przestaje żyć.... za rok by obchodzili 50 rocznicę ślubu... Patrzę na siostrę, która w 3 tygodnie  posiwiała, na braci, którzy zastanawiają się co z nami teraz będzie. jak będziemy funkcjonować bez Niej. Była przecież z nami od zawsze. Nie była aniołem. Była surowym sędzią i krytykiem.  Potrafiła dopiec tak bardzo, że brakowało argumentów, ale była zawsze, gdy była potrzebna jej pomoc.  Dzwoniłam, jechałam…To Ona sklejała rodzinę, Ona trzymała nas w całości. Dlaczego nie mogę płakać? Kto powiedział, że to zawsze ja muszę być twarda? Przecież i tak rozpadłam się na milion kawałków, składam się jak potrafię, ale tak bardzo bym chciała móc się rozkleić. usiąść i płakać płakać, płakać .. Tylko boję się że jak sobie pozwolę na ten luksus, to nigdy nie przestanę. Podobno z czasem będzie mniej boleć. Tylko jaki to ma być czas? I kto powiedział, że mając tyle lat, ile mam, nie wypada mi płakać z tęsknoty za Mamą…. 




Komentarze

  1. :(
    Przytulam mocno.
    I ja smutna w tym dniu, chociaż z innego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję Jago. Ja mam jeszcze komu składać życzenia na dzień matki i nie wiem doprawdy co to będzie jak to się kiedyś zmieni...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki czas, pytasz?
    Moja zmarła 15 lat temu, a ja ciągle nie mogę uwierzyć, że nie zaniosę jej już konwalii... ale swoje łzy już wypłakałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy łzy już wszystkie wypłakałam .....

      Usuń
  4. Ponad dwadzieścia lat idąc na cmentarz byłam wściekła, na świat, na Boga, na Mamciaśkę...Potem zaczęła mi ta wściekłość mijać...Łez Ci zazdroszczę...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem. Też byłam wściekła. Łzy. Żal. Dlaczego!! Wściekłość minęła mi niedawno. Dopiero TeraZ zaczynam przeżywać żałobę...

      Usuń
  5. Zazdroszczę, że masz takie miłe wspomnienia. To bardzo cenne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi przykro....
    I płacz, i wypada (cóż to zresztą za słowo!), i nawet wolno, a czasem trzeba płakać!
    Bardzo trudno jest pożegnać się z Osobą, która była tak bardzo obecna w Waszym życiu.
    Uściskuję twoje smutne serducho!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje relacje z mamą były trudne. Tak naprawdę dopiero jej choroba je poprawiła. A śmierć nie była zaskoczeniem, lecz wybawieniem - z męki w ciele, które nie chciało już słuchać, nie pozwalało chodzić, samodzielnie jeść, słyszeć czy mówić. Niemniej ból był.

    Masz bolesne wspomnienia, ale zarazem piękne. To dobry ból, jakkolwiek to brzmi.

    OdpowiedzUsuń
  8. współczuje bardzo.

    u mojego kolegi, jak zmarła mama, to kosmteryki w toalecie lezaly jeszcze kilka lat...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.

Popularne posty