Dżungla a raczej Dziki Zachód

 



Pomimo roztrzepania i braku logiki w moim postępowaniu staram się nie gubić rzeczy. Ale na nieszczęście często znajduję coś, co należy zwrócić właścicielowi. Przynajmniej tak mi się wydaje, tak stanowi prawo cywilne i tak mnie mama wychowała.  Oddając komuś jego własność nie roszczę sobie praw do znaleźnego. Nie chcę dozgonnej wdzięczności ani innych dowodów wdzięczności. Ale od czasu kiedy znalazłam portfel męski a po odnalezieniu właściciela ten sugerował, i to w sposób mało zawoalowany i mało subtelny, że miał więcej środków pieniężnych w  przegródkach…. No wygięło mi nadgarstki w drugą stronę. Poczułam się upokorzona i zniesmaczona. Nie dość, że zmarnowałam tak dużo czasu, żeby ustalić właściciela to jeszcze usłyszałam, że chyba jestem złodziejką. Obiecałam sobie, że nigdy więcej…. Ale w myśl zasady „nigdy nie mów NIGDY”  jakiś czas później znalazłam kolejny znalazłam męski skarbiec. Znów poza dokumentami był wypchany kasą. I znów jak kretynka znalazłam właściciela. Pojechałam pod wskazany adres, wyszedł facet znudzony życiem i tym, że przeszkadzam mu w spożywaniu obiadu z pomrukiem dezaprobaty łaskawie odebrał swoją własność. Znów obiecałam sobie, że nigdy więcej… Ale los złośliwy chciał inaczej.  Odebrałam z naprawy samochód. Szwankowała instalacja gazowa. Firma specjalizująca się w tego typu naprawach miała tyle pracy, że samochód odbierałam w godzinach późno-wieczornych. Wróciłam do domu kiedy było już zupełnie ciemno. Nie posiadamy garażu, więc auto zostawiłam na podjeździe. Niestety, zapomniałam zabrać z auta telefonu i musiałam wrócić z latarką. I co znalazłam w przegródce? Brawo za domyślność!! Tak, męski portfel. Wielki. Zadzwoniłam do firmy z pytaniem kto miał jazdę próbną autem, które odebrałam. Facet zaczął kręcić zamiast powiedzieć wprost, więc zanim się rozłączyłam powiedziałam, że a aucie została saszetka z dokumentami i pieniędzmi. No i jakże się panom mechanikom zmieniło podejście do tematu. Natychmiast rozdzwonił się telefon i natychmiast dowiedziałam się, kto miał jazdę próbną. Odbierając swoją własność pan obiecywał, że mam dożywotnie naprawy bez kolejek i długich terminów. Dwa tygodnie później pojechałam wymienić w tej samej firmie filtry. No i okazało się, że panów mechaników dopadła amnezja. Żaden nie pamiętał odwiezionej przeze mnie zguby, nie mówiąc o obietnicy… Szara rzeczywistość. I nie tak dawno los postanowił zadrwić ze mnie po raz kolejny. Idąc do zaparkowanego samochodu między autami na parkingu galerii handlowej zauważyłam coś, co wyglądało jak Apple iPhone. Ugryzione jabłuszko mrugało do mnie szyderczo. W pierwszym odruchu chciałam go kopnąć pod samochody, żeby nie widzieć, żebym nie musiała się schylać, znaleźć i oddawać…Ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mi myśl, że jak go kopnę to ktoś go ukradnie, albo rozjedzie autem. No i znów wzięłam zgubę. Ale tym razem pełna mieszanych uczuć. Wsadziłam nie-mój telefon do kieszeni i pojechałam do domu. Bardzo spokojnie rozpakowałam zakupy i dopiero wtedy zajęłam się znaleziskiem. Wujek Google stwierdził, że to iPhone srafnaście. Jeden z nowszych modeli. I o dziwo, wcale nie zabezpieczony. Zadzwoniłam ze swojego telefonu pod pierwszy numer z listy kontaktów. W kilku słowach nakreśliłam rozmówcy sytuację. Okazało się, że to syn właściciela telefonu. Próbował podyktować mi numer telefonu pod którym jego ojciec jest dostępny, ale tym razem straciłam cierpliwość. Powiedziałam, głosowi z drugiej strony, że mam znaleziony telefon i proszę żeby powiadomił właściciela. I tu skorzystałam z magicznej czerwonej słuchawki, która często rozwiązuje wiele problemów rozmówców…. Pip-Pip-Pip-Pip. W ciągu kilkunastu minut oddzwonił właściciel srajfona. Umówiliśmy się po południu. Miałam wracać od koleżanki , a on miał na mnie czekać na trasie przelotowej. O umówionej godzinie podjechałam na umówiony placyk. Czekał na mnie bardzo starszawy kowboj w stetsonie, w wysokich kowbojskich butach i zaczęłam się obawiać, że zaraz zobaczę stado bydła i przywiązanego do drzewa konia z przytroczonym do siodła lassem. Na mój widok szeroko się uśmiechnął, ukłonił się do samej ziemi ściągając z głowy kapelusz. Hmmm…. Poczułam się jak bym znalazła się w Teksasie lub Montanie. Ale nie powiem, facet mnie  rozbawił. Wypasiony wielki samochód. Hamerykancki. Na amerykańskich rejestracjach. 

Kurzgalopkiem przybiegł do mnie z wielką czekoladą  w garści. Oddałam mu jego zgubę a kowboj zamiast dać mi czekoladę zaczął grzebać w portfelu wydzierając z niego gruby zwitek banknotów. Odmówiłam przyjęcia daru finansowego, wyjęłam mu za to z drugiej ręki czekoladę wielką jak blat stołu z pytaniostwierdzeniem, że to dla mnie. Facet zaczął piać pochwalne hymny na moją cześć, no i że za telefon jest w stanie zapłacić pięć razy więcej niż jest wart, ale kontakty, adresy, numery, ze dopiero po tak długiej przerwie przyjechał do rodziny itp. itd….Podziękowałam za czekoladę (a jakże) a ten z uporem maniaka powtarzał, że za znaleźne mi się należy 10 %. Powiedziałam, że nie odwiozłam mu telefonu dla pieniędzy (….tylko dla tej wielkiej czekolady) i uznałam sprawę za załatwioną. Ale ten nie dawał za wygraną, odprowadził mnie do samochodu, otworzył drzwi mojego grata, sto razy dziękując i wachlując wielkim kowbojskim kapeluszem do ziemi.Na obwodnicy, kiedy skręciłam na zjazd pożegnał mnie klaksonem z fragmentem melodii „My Rifle, My Pony....” Padłam. 

Można? Da się? 




Komentarze

  1. Mnie się zdarzyło raz znaleźć portfel, wiele lat temu w autobusie, któym jechałem z Katowic do mojego górskiego grajdoła. Przypadkiem włożyłem rękę pomiędzy siedzenia i wyciągnąłem portfel. Damski. Wypchany pieniędzmi. Był w nim też dowód. Odesłałem go pocztą, tzn portfel wraz z cała zawartością. Należał do starszej pani. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach otrzymałęm paczkę z.... sernikiem i krótkim lisem z podziękowaniem. Ta pani upiekła dla mnie sernik i wysłała mi go pocztą. Można? Da się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli da się...nie trzeba wiele, zwykłe ludzkie DZIĘKUJĘ no i drobny gest jak sernik czekolada czy trąbienie na obwodnicy mile widziane.

      Usuń
  2. też podniosłem telefon. i syn właściciela zadzwonił na ten numer, a kiedy okazało się, że można to mnie umówił z ojcem na popołudnie gdzieś, gdzie mi pasowało. pogawędziliśmy chyba ze dwie godziny - kontakty są ważne, a telefon, to tylko pojemnik na numery i nazwiska - chłop się tak cieszył, że gotów był mnie żywić przez tydzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie o to mi chodzi - o zwykłe ludzkie odruchy. Jak by mnie kowboj chciał żywić przez tydzień czekoladą to bym się zgodziła.

      Usuń
    2. na własną zgubę, bo czekolada oprócz hormonu szczęścia posiada wiele tego, co sprawia, że biegasz...

      Usuń
  3. Trzeba było nagrać tego Hamerykańca !! Z reklam na YT miałabyś kokosy...;o) Albo fabrykę czekolady...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślałam o nagraniu - skupiłam się na oddaniu telefonu. Ale był bardzo sympatyczny kowboj

      Usuń
    2. Wydaje mi sie ze to takie proste - zwykla uczciwosc plus gdybym ja zgubila telefon lub portfel to chcialabym by znalazca mi je zwrocil. Wazne dla mnie wiec jego zguba wazna dla niego.

      Usuń
  4. Na mojej ulicy był zaparkowany samochód dostawczy ,w środku znajdowała się piła mechaniczna,moją uwagę zwrócił dziwnie zachowujący się facet.
    Przeszedł obok tego samochodu ,zajrzał do środka, poszedł dalej,ja szłam parę metrów za nim.
    Nagle ten mężczyzna zawrócił ,ja oglądnęłam się i zawróciłam za nim.
    Podszedł szybko do auta,otworzył drzwi,bo zostały nie zamknięte pilotem ,wyjął piłę i zaczął szybko się oddalać.
    Zaczęłem krzyczeć "złodziej,złodziej ukradł piłę".
    Dwaj stojący nieopodal mężczyźni ,zaczeli biec w jego kierunku.
    Facet porzucił piłę i uciekł.
    Ponieważ zrobił się ruch,pojawili sie robotnicy,którzy naprawiali /za zakrętem/ drogę kilkanascie metrów od samochodu .
    Powiedziałam,że uratowałam im piłę z rąk złodzieja.
    Jeden z robotników powiedział "K..wa" 1200zł, jakby ją zaj..ał to szef by nas zabił.
    Uradowani panowie zabrali /bez słowa/ piłę i zaczeli się oddalać.
    Zapytałam ,"może macie mi coś do powiedzenia"?
    Może by tak małe słówko dziekuję.
    I doczekałam się trochę zdziwionych spojrzeń,ale w końcu padło to słowo.
    Ludzi trzeba uczyć.
    Pozdrawiam Ilona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodzi - może przyzwoite zachowanie nie powinno być wychwalane pod niebiosa ale też nie ignorowane

      Usuń
  5. Wpisywałam i wcięło...
    Podziwiam Cię za cierpliwość w uszczęśliwianiu roztargnionych a niewdzięcznych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak wychodzi, ale już tracę cierpliwość...

      Usuń
  6. Bosz... co to było za powiedzenie... Nie mogę sobie przypomnieć, ale chodziło o coś w stylu robienia dobrych rzeczy i dostawania za to cały czas po dooopie od losu. Za dobre uczynki kara czy coś tam. Nie pamiętam :/

    Szkoda, że tak często dobro trafia do złych ludzi, a dobrym przytrafiają się złe rzeczy. Takie ciule niewdzięczne (albo oskarżające znalazców o kradzież) nie powinny odzyskiwać kasy ani cennych rzeczy. Nawet by mi brewka nie pykła, gdybym znalazła pieniądze kogoś, o kim bym wiedziała, że jest gnojem (np. zobaczyłabym w portfelu legitkę członka RN). Przelałabym je na pierwszą lepszą fundację, choćby króliczków czy innych chomików. Mogłabym najwyżej wrzucić pusty portfel do skrzynki pocztowej. Taka jestem okropna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie jesteś okropna - zrobiłabym tak samo. I nie uważam tego za okropne tylko za pomaganie losowi. karmie, sprawiedliwości - jak zwał tak zwał. Ale jak kogoś nie znam zakładam, że jest dobry

      Usuń
    2. @Ken.G > "dobrymi uczynkami droga do piekla wybrukowana" :))))))

      Usuń
  7. Mojemu przyjacielowi zginął kiedyś portfel. Nie było w nim gotówki, tylko parę dokumentów. Ktoś był tak miły, znalazł zgubę i wysłał ją do kolegi mojego. Do środka włożył krzyż chrześcijański. Może nie jestem religijny, ale to był wspaniały gest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wyrobienie od nowa dokumentów jest bardziej uciążliwe niż zguba pieniędzy. Miłe już było0 zadanie sobie trudu i odesłanie dokumentów włascicielowi

      Usuń
  8. Mnie się w życiu zdarzało tylko zgubić ...portfel, telefon, walizkę. I nie trafialam na Ciebie niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :((( to żaden szlachetny odruch to powinnna być norma. Mój mąż zgubił telefon - "znalazca" zadzwonił i zażyczył sobie równowartości najnowszego modelu.....

      Usuń
  9. Przede wszystkim cieszę się, że trafiłam na nowy post. Nie wiem czemu u mnie na blogu ciągle widnieje tytuł jakiegoś starego wpisu, więc dawno mnie u Ciebie nie było. Nie wiedziałam, że zaktualizowałaś swojego bloga. Bardzo mnie to cieszy, bo Twoje teksty, zazwyczaj prześmiewcze, ironiczne ale pełne humoru zawsze lubiłam. Nie zdarzyło mi się oddawać znalezionych rzeczy, więc wdzięczność czy jej brak mnie nie dotyczy. Natomiast mój syn wiecznie coś gubi. Ostatnio gdy padło na telefon kupiony miesiąc wcześniej, odebrała go młoda dziewczyna i przyniosła komórkę do mojego domu. Chciałam podziękować nie czekoladą, bo tę zjadam zarqaz po kupieniu sama, ale drobną kwotą. Odmówiła przyjęcia, ale zyskała moją wdzięczność i pamięć o bezinteresowności. Pozdrawiam serdecznie i obiecuję sprawdzać posty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi że mnie znalazłaś. Moje życie tradycyjnie stoi na głowie dlatego nie mam za wiele czasu na nowe wpisy

      Usuń
  10. Nie wiem, jak ja przeoczyłam ten wpis :/ Anyway, jak mawiają starzy, amerykańscy kowboje, ty to masz szczęście, chciałoby się rzec. Ale i ja kilka portfeli i nie tylko w życiu znalazłam, wszystkie oddałam za "dziękuję". I tak sobie myślę, że najważniejsze jest to jak ja sama się z tym czuję. A czuję się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wymagałam aktów dziękczynnych i nagród pieniężnych - właśnie zwykłe dziękuję by wystarczyło.

      Usuń
  11. Jak coś znajdę, to chyba poniosę na policję żeby uniknąć krzywych akcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jest sposób - pewnie tak zrobię następnym razem ...

      Usuń
  12. sama nic nie zgubiłam (na szczęście), ale też i nic nie znalazłam (no, poza psem ostatnio, ale to nie rzecz, i szczęśliwie znalazła się właścicielka) ale za to pamiętam, lata temu, kiedy jeszcze nie było srajfonów, tylko legendarne nokie, odbieram swój telefon, a tam facet mówi mi, że jakaś dziewczyna, blondynka, przed chwilą w autobusie zgubiła telefon, i że je jestem pod "mama" więc do mnie dzwoni, żebym mogła ten telefon od niego odebrać, oczywiście się zgodziłam, jadę na umówione miejsce, facet daje mi aparat, a ja, że "to nie jest telefon mojej córki"... facet patrzy na mnie jak na głupią, a ja w zaparte: "bo moja córka ma inny telefon, nie taki, wiem, bo jej sama kupowałam"... facet już lekko wkurw...wkurzony, wcisnął mi ten telefon do ręki ze słowami: jest pani w kontaktach jako mama, to niech pani bierze", po czym odwrócił się na pięcie i tyle go widziałam... całą drogę zastanawiałam się, skąd Młoda ma ten telefon, i co ważniejsze, PO CO jej drugi??? ... koniec końców, po żmudnym śledztwie i przejrzeniu zawartości telefonu sprawa się wyjaśniła... to nie był telefon Młodej, tylko jej starszego brata... a dlaczego zgubiła go blondynka?... bo tego dnia pożyczył go swojej dziewczynie .... :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i facet pewnie się zastanawiał skąd u matki taka demencja. Można zapomnieć o różnych sprawach, ale o tym, że ma się człowieka który zwraca się do Ciebie MAMA a Ty się nie chcesz do niego przyznać :))))) jest mało spójne i logiczne

      Usuń

Prześlij komentarz

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.

Popularne posty