Uwięziona II

 

Wracając do garbatego szczęścia zamkniętej Roszpunki to nie tak dawno, tuż podczas pakowania dobytku celem przewiezienia do nowego domostwa wstałam szczęśliwa w słoneczny poranek. Przeprowadzka zbliżała się wielkimi krokami. Nasz dotychczasowy dom jakoś nie podzielał naszej radości ze zmian. Nie wiem czy nazywać to złośliwością przedmiotów martwych czy też wściekłością domu na wieść o naszej decyzji. Mógł się biedaczek poczuć oszukany. W końcu znaleźliśmy go w opłakanym stanie, zadbaliśmy, wyprowadziliśmy na ludzi, to znaczy na dom z klasą. Nasz kochany, wyremontowany, uwielbiany. Dostosowany do naszych potrzeb. Wszystko do siebie pasujące. Przestronny. Dom był wielki. Kiedyś po przeprowadzce z 45 m2 na 200 m2 było jak skok w inny świat. Ale po 15 latach postanowiliśmy go opuścić. No i może dlatego poczuł się podle. Z przerażeniem patrzyliśmy na lawinę drobnych usterek. Spalona żarówka w lampie na tarasie, pęknięty zawór od zimnej wody pod zlewem, zepsuty zamek w bramie wjazdowej, złamana klamka w drzwiach w sypialni gościnnej i sto innych pierdoletów. Niby nic, ale ileż można… Trudno na przykład wyobrazić sobie, że coś tak prostego jak klamka mogło się złamać. Zdarza się. Może cichy bunt domu, może po prostu zmęczenie materiału albo klamka się załamała jak się dowiedziała, że ją opuszczamy…Fakt był faktem. No i jeżeli masz problem z otwarciem drzwi z powodu złamanej klamki należy wykonać kilka czynności. Pierwszą i podstawową jest naprawa a w tym wypadku wymiana. Kilkanaście razy kłapałam złowieszczo dziobem, że jak ktoś się kiedyś zatrzaśnie i takie tam…No chyba, że ktoś ignoruje problem to powinien skorzystać z drugiej opcji – z nie zatrzaskiwania drzwi. Tak też czyniliśmy. Nie zamykaliśmy tych właśnie drzwi. A tego poranka wstałam pełna energii i werwy do pracy. Po śniadaniu zaczęłam pakować, składać i przeglądać nasz  dobytek. Pracujący MójMąż stwierdził, że sprawdzi moje postępy w pakowaniu. Trzymając telefon przy uchu chodziłam po domu i opowiadałam ile to już zdążyłam zrobić od rana zachwycając się pogodą łaziłam w tą i z powrotem ciągle paplając. Weszłam do pokoju, do-którego-to-nie-zamykaliśmy-drzwi, bo będąc w owym zamkniętym pokoju człowiek czuł się jak pensjonariusz domu wariatów. Drzwi można było otworzyć tylko z zewnątrz, bo w środku brakowało klamki. Wyszłam na balkon sprawdzając poziom wilgotności prania i stan wywietrzenia pościeli radośnie paplając do MójMęża o tym co za oknem, kiedy nagle mocniej zawiał wiatr. W domu większość okien była otwarta więc powstało zjawisko o magicznej nazwie „przeciąg.” Trzasnęły drzwi i koniec. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego co się stało MójMąż będący po drugiej stronie łącza usłyszał w ciągu kilkunastu sekund tyle błogosławieństw na swój biedny kark ile porządny mąż słyszy od kochającej żony przez dekadę trwania związku małżeńskiego. MójMąż powiedział tylko JUŻ JADĘ i przerwał połączenie. Zostałam w pokoju opróżnionego z wszelkich udogodnień. Nie znalazłam nic co pomogło by mi sforsować drzwi. Wyniesione też były już książki więc nie pozostało mi nic innego jak zadowolić się czekaniem. Po kilkunastu minutach przyjechał MójMąż, bez słowa ściągnął feralne drzwi z zawiasów postawił obok i wrócił do pracy.



Komentarze

  1. A Ty ciesz sie, ze TwojMaz nie byl akurat w delegacji zagranicznej 1000 km odleglej.
    To na ile m2 tym razem sie przeprowadzacie? Gdyby chciec utrzymac ten ciag geometryczny, powinno byc tak z pincetplus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyłam się, że miałam telefon w garści :) i że mógł przyjechać za kilkanaście minut. Tym razem przeprowadzilismy się do mniejszego domu, ale za to widoki, okolice i działka ponad 10 x większa :)

      Usuń
    2. Dobrze, że telefon miałaś przy sobie, bo inaczej byłabyś zakładniczką własnego domu!
      Długo ta noga Ci się goi :-(
      Tych widoków Wam zazdroszczę, nie masz pokoju w piwnicy chociaż?

      Usuń
    3. Noga jak noga - stare kości długo się zrastają :)))) Jotka - dom mniejszy ale szepnij słówko a mamy gościnne 2 sypialnie więc nie widzę powodu żebyś musiała prosić o lokum w piwnicy :( Widoki faktycznie obłędne

      Usuń
  2. Może mu obiecaj, że wpadniecie w odwiedziny ?? ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi odwiedzinami to tak może być różnie - nowi właściciele mają swoje priorytety

      Usuń
    2. To zanim zaadoptuje nowych właścicieli, machaj mu zza płotu...;o)

      Usuń
    3. Teraz to już musi radzić sobie sam

      Usuń
  3. Złośliwości pomagają odreagować rozczarowanie, to chałupka odreagowywała porzucenie. Szczęśliwie mąż przybył szybko na ratunek, więc cierpiałaś umiarkowanie. Ja kiedyś zostałam uwięziona w restauracyjnej toalecie. Chciałam się dokładnie się zamknąć, drzwi były spaczone i klamka została mi w ręce. Próbowałam wkładać klamkę na miejsce, ale bez powodzenia. Pozostało tylko poczekać, aż znajdzie się chętny do korzystania z toalety i mnie uwolni. Niestety czas płynął a nikt nie przychodził. Na domiar złego torebka z telefonem została przy stoliku, więc nie mogłam zaalarmować moich koleżanek, żeby uwolniły mnie z kibelkowego aresztu. Z kolei koleżanki chciały się wykazać delikatnością, więc nie ograniczały mi czasu siedzenia w toalecie. Szczególnie, że to był okres po antybiotykoterapii, więc sądziły, że jestem sraczkowo przywiązana do kibelka. Po prawie piętnastu minutach pojawiła się jakaś kobieta, więc byłam uratowana. Niestety kelner, który miał mnie uwolnić był męską łajzą i nie umiał sobie poradzić z zamkiem. Objechał mnie za uszkodzenie drzwi i poszedł dzwonić do szefa. Na szczęście koleżankom skończyła się delikatność i jedna z nich przyszła sprawdzić co ze mną. Szybko zorganizowała akcję ratunkową wyciągając jakiegoś gościa od stolika. I tak po dwudziestu minutach wizytowania toalety wyszłam na wolność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padłam !! A kelnera rozszarpałabym na poczekaniu za szarpanie Twojej osoby za rzekomo zepsute przez Ciebie drzwi ... wrrrrr

      Usuń
  4. Czytywałam teksty jakie pisywałaś w dotychczasowym domu i miałam wrażenie, że byłaś szczęśliwa. Tego życzę na nowym miejscu. Moja klamka u drzwi wejściowych, też ledwo się trzyma. Prośby o naprawienie, trafiają w próżnię. Czekam kiedy zatrzasną się na dobre i trzeba będzie je wyważać. Życzę pomyślności i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, jestem szczęśliwa. Postanowiliśmy zmienić adres zamieszkania ze względu na otaczające nas widoki. Okolice są piękne. Obyś nie musiała wywarzać swoich drzwi - niefajne uczucie

      Usuń
  5. czyli już po przeprowadzce ?? nasz dom jest mniejszy ale razem z oborą w której garaż, dwie kotłownie i klamoty przeróżne ogrodowe, kanapy, krzesła, narzędzia, glina...będzie nawet więcej niż 200 m. I zawsze uważałam, że jest w sam raz :-)) ale ostatnio, że jednak za mały ... ech wykrakałaś normalnie ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, już po przeprowadzce. Teraz też mamy sporo mniejszy dom, ale budynki gospodarcze letnia kuchnia , drewutnia i przestrzeń wokół rekompensuje mały dom :)

      Usuń
  6. No to z wielką niecierpliwością oczekuję na posty opiewające piękne widoki z nowego domu :) Albo każde inne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) jak tylko wyzbieram zdjęcia to oczywiście że będę się chwalić :)

      Usuń
  7. Mam nadzieje ze nowe miejsce da Ci jeszcze więcej szczęścia i inspiracji . Ps zajrzy do mnie wyniki .

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też po 15 latach sprzedałam swoją ukochaną, wypieszczoną chattę skraja i z przyjemnością czytam o tych którzy sie przeprowadzają. http://kopianieba.blogspot.com/2021/07/tym-razem-naprawde-ostatni-taki.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

*Bardzo mnie cieszy każdy komentarz - wiem przynajmniej, że nie jestem ignorowana i wiem, że piszę nie tylko dla siebie.
Więc bardzo serdecznie dziękuję
*Odpisuję zarówno na maile jak i odpowiadam na komentarze.
*Nie lubię za to anonimowych komentatorów - proszę podpisz się jeśli nie masz konta
*Jeśli nie musisz nie bądź złośliwy w stosunku do innych - na mnie możesz się wyzłośliwiać - obronię się zawsze
*No i uszanuj moją własność - to ja jestem autorem zarówno pisaniny jak i dużej ilości zdjęć.

Popularne posty